Civetta  〈3220m〉
Civetta to góra niezwykła i magiczna, a możliwość wejścia na ten najpiękniejszy dolomitowy szczyt, który na dodatek jest jednym z najwyższych w Dolomitach, jest nie tylko ogromnym przeżyciem dla każdego miłośnika gór, ale i wyzwaniem gdyż do tej wyprawy trzeba się dobrze przygotować. A jednym z warunków sprawnego zdobycia szczytu i bezpiecznego zejścia jest odpowiedni wybór trasy.
 

Civetta opisana jest w głównym dziale krajoznawczym, którym są Dolomity. Jest to opis stary i czeka na aktualizację, ale ponieważ zdjęcia z nowej wycieczki w rejonie Civetty już są w moim archiwum, to zaraz po ich obróbce, ukaże się opis. Będzie w nim dużo informacji niezbędnych dla turystów wyruszających na szlaki.

W serwisie jest wyjątkowo dużo zdjęć Civetty, zarówno w galeriach, jak i w różnych opisach wycieczek ze szlaków i wypraw na ferraty. Civetta znajduje się prawie w środku Dolomitów, dlatego podziwiać ją możemy z bardzo wielu miejsc. Polecam wycieczkę na Monte Rite w czasie, której krajobrazy z Civettą będą nam towarzyszyć prawie przez całą drogę. A kto jeszcze nie zna Civetty, powinien rozpocząć od galerii panoram 〈obok〉.


wstęp


Opis Civetty w dziale Ferraty, będzie poradnikiem dla wszystkich, którzy postanowią wyruszyć na wierzchołek tej niezwykłej „Sowy”. Jest dużo szerszy od innych opisów ferrat i nie ogranicza się do relacji, która zaczyna się w miejscu startu i przedstawia dokładnie całą trasę.

Wynika to z wielu powodów, ale szczególnie z tego, że nie chcę poprzez opis narzucać lub sugerować naszej trasy, gdyż nie polecam jej każdemu. Jest to jeden z najbardziej męczących wariantów, w którym z kempingu do wierzchołka pokonaliśmy 1820m, a zapewnie i nieco więcej biorąc pod uwagę kilka odcinków zejściowych na całej trasie do góry. Ale wariant, by z dna doliny zdobyć najwspanialszy szczyt w Dolomitach, wydał mi się po prostu najciekawszy.

Jak prezentowała się Civetta dzień przed wyprawą przedstawia galeria 〈obok〉. Cały dzień niebo zakrywały mleczne cienkie chmury, które jednak nie przesłaniały samego szczytu. Dwa dni wcześniej będąc na Marmoladzie wierzchołka Civetty nie widzieliśmy, gdyż zalegały nad nim gęste chmury.


Civetta od wiosny do jesieni


Bez nowej galerii 〈obok〉, opis Civetty byłby nie pełny. A ponieważ Civetta jest jednym z moich ulubionych do fotografowania szczytów, w przeciągu ostatnich lat uzbierałem dość dużo zdjęć, dlatego postanowiłem przedstawić je w układzie od wiosny do jesieni.

Galerię otwierają zdjęcia z maja, a następnie przez kolejne miesiące aż do listopada możemy zobaczyć jak zmienia się szczyt. Zaznaczam, że zdjęcia te nie powstały w jednym roku, a warunki pogodowe, szczególnie wiosną i jesienią potrafią być różne. Na zdjęciach 〈po wskazaniu myszką〉 podana jest informacja, z którego miesiąca pochodzą.

Natomiast, jeżeli chodzi o okres letnich wakacji i pogodę, jest ona dość dokładnie opisana na tej stronie. Na wstępie tylko zaznaczę, że z naszą wyprawą na Civettę, przez przypadek chyba trafiliśmy na jeden z najbardziej upalnych dni lata. Co nie ukrywam, odbiło się na naszym czasie wejścia i kłopotach z opalenizną pomimo kremu z filtrem UV+30.


trzy drogi na szczyt Civetty


Na szczycie Civetty poprowadzono trzy drogi, w tym dwie bardzo znane ferraty, których kombinacją można wejść i zejść z wierzchołka. Są to:
◊   Via ferrata degli Alleghesi,
◊   Via ferrata Attilio Tissi,
◊   Via normale.

Uwaga:
Pierwotnie ferrata Tissi prowadziła po lewej stronie zachodniej ściany, czyli dużo bardziej na północ niż aktualnie. Ale po zniszczeniach, poprowadzono nową trasę po prawej stronie, która czasami w opisach nazywana jest dla rozróżniena jako ex-Tissi. Drugą nazwą tej nowej trasy ferraty jest Via Angelini-Vienna, która pochodzi od nazwisk jej autorów.

Jak zauważyłem większość dostępnych u nas opisów na pierwszym miejscu preferuje następującą trasę:
◊   wejście: Via ferrata degli Alleghesi,
◊   zejście: Via ferrata Attilio Tissi.

Nie jest to jednak ogólna zasada, a są przewodniki i czasopisma, które takiego wariantu nie polecają i preferują w swoich opisach inne trasy.

Po fotograficznym rekonesansie pod wschodnią ścianą Civetty, który przeprowadziłem jesienią rok wcześniej, do wejścia i opisu w serwisie wybrałem następujący wariant:
◊   wejście: Via ferrata degli Alleghesi,
◊   zejście: Via normale.

Myślę, że niedługo ukaże się w serwisie również opis ferraty Tissi. Choć przyznam, że mam zamiar wcześniej przejść trasę Via normale - idąc od dołu, na sam szczyt, by uzupełnić opis o wrażenia z podejścia szczególnie, że to właśnie Via normale jest najłatwiejszym sposobem zdobycia Civetty.


Via normale


Via normale - „droga normalna”, a jest ich w Dolomitach dość dużo, to najprościej mówiąc najłatwiejsze drogi wspinaczkowe prowadzące na wierzchołek. Wytyczone zostały dość dawno temu, w większości zanim powstały pierwsze ferraty.

Prowadzą w zależności od szczytu trasami wspinaczkowymi o najniższych stopniach trudności lub po prostu starymi perciami, którymi na szczyty wchodzili pierwsi przewodnicy i myśliwi polujący na kozice. A po jakimś czasie, kiedy szczyty oplotły sieci dróg wspinaczkowych, drogi normalne zaczęły służyć przede wszystkim do zejścia.

Choć nadal są via normale - dostępne tylko dla wspinaczy, czego przykładem jest droga na wierzchołek Pelmo, na której turystów raczej nie spotkamy, a jeżeli już to z kimś posiadającym kwalifikacje i uprawnienia do wspinaczki z partnerem na drugim końcu liny.


najbardziej znane drogi normalne w Dolomitach


Via normale del Ghiacciaio della Marmolada 〈3343m〉

◊   Drogę normalną przez wielki lodowiec pod północną ścianą Marmolady, poprowadził na główny wierzchołek w 1864r. Paul Grohmann wraz z dwoma przewodnikami Angelo i Fungenzio Dimai.
◊   Wszyscy, którzy na wierzchołek Marmolady wchodzą ferratą, via normalne wykorzystują do zejścia chyba, że postanowią zejść ze szczytu na południową stronę.
◊   Na odcinku przejścia rysy wyprowadzającej z lodowca na skalną grzędę, droga normalna jest ubezpieczona poręczówką.
◊   Według skali alpinistycznej stopień trudności tej trasy jest wyceniany na I+.



Via normale al Antelao 〈3264m〉

◊   Drogę normalną na drugi pod względem wysokości szczyt w Dolomitach poprowadzili w 1850r. Paul Grohmann oraz Matteo Ossi.
◊   Z podanych tutaj kilku dróg normalnych, ta prowadząca na wierzchołek Antelao jest najtrudniejsza i to nie tylko technicznie.
◊   Według skali alpinistycznej stopień trudności tej trasy jest wyceniany na II+.



Via normale alla Tofana di Rozes 〈3225m〉

◊   Drogę tą w 1864r. poprowadził po wschodniej stronie szczytu z łagodnej przełączki P. Grohmann oraz F. Lacedelli, S. Siorpaes i A. Dimai.
◊   To wyjątkowo łatwa trasa prowadząca na piękny samotny wierzchołek w masywie Tofane, którą aktualnie schodzi się ze szczytu po przejściu Via ferraty Giovanni Lipella.
◊  Droga ta również może służyć do wejścia na szczyt wszystkim turystom gdyż wyprowadza na główną grań, na której nie ma już żadnych sztucznych ułatwień i nie jest potrzebny kask i sprzęt do asekuracji tak jak na ferraty.
◊   Jedynym warunkiem bezpiecznego zdobycia Tofany di Rozes jest brak śniegu na podejściu granią od północnej strony, gdzie potrafi on leżeć w dużych płatach nawet na początku lata.



Via normale al Civetta 〈3220m〉

◊   Droga normalna na Civettę ma dwóch twórców. Oficjalnie poprowadził ją w 1867r. Francis Fox Tuckett wraz z przewodnikami szwajcarskimi oraz nieoficjalnego lub jak kto woli niepotwierdzonego autora, którym był już siedem lat wcześniej Simeone De Silvestro 〈Piovanell〉.
◊   Aktualnie trasa ta niewiele różni się od ferraty, gdyż jak zauważyłem wszystkie kluczowe i niebezpieczne miejsca są ubezpieczone poręczówką.
◊   Czy via normale przeznaczona jest dla turystów bez sprzętu zabezpieczającego? Odpowiedź na to pytanie jest problematyczna, gdyż uważam, że jednak turysta idąc na na wierzchołek Civetty trasą via normale powinien jednak posiadać kask i uprząż z zestawem do asekuracji.



Via normale al Pelmo 〈3168m〉

◊   Drogę tą już w 1857r. poprowadził John Ball wraz z lokalnymi przewodnikami i myśliwymi, którzy znali okolice szczytu Pelmo z polowań na kozice.
◊   Ta najbardziej popularna droga do zdobycia tego równie pięknego szczytu, prowadzi od schroniska Venezia południową stroną przez znaną skalną półkę, którą nazwano oczywiście „Cengia di Ball”.
◊   Według skali alpinistycznej, trudności na tej trasie nie przekraczają II stopnia.


punkty orientacyjne i drogi od wschodu


Civetta swoją sławę zdobyła dzięki niezwykłej północno-zachodniej ścianie, którą można oglądać bez końca w całej okazałości z Belvedere i jest to jeden z najlepszych punktów widokowych w całych górach. Można by, zatem powiedzieć, że dla turystów pozostawiono drugą stronę 〈poniżej〉, która również jest bardzo ciekawa, a jej pokonanie pasjonujące.

Patrząc na wschodnią stronę szczytu już na pierwszy rzut oka widać bardzo duże, bo prawie 1000m przewyższenie, wyjątkowo stromą ścianę opadającą pod samym szczytem i dwie niezwykłe skalne formacje po bokach. Jak widać na zdjęciach, to natura ukształtowała dwie trasy na szczyt, z którymi teraz możemy się zmierzyć.

Uwaga:
Kilka poniższych zdjęć, na których nie ma ani jednego śladu śniegu pochodzi z rekonesansu, który przeprowadziłem rok wcześniej w drugiej połowie września.

Charakterystycznymi formacjami skalnymi widocznymi od wschodniej strony 〈powyżej〉 poprowadzono dwie trasy, które proponuję w opisie, jako najdogodniejszy sposób wejścia i zejścia ze szczytu.

Drogami tymi są Via ferrata degli Alleghesi oraz Via normale, które tworzą wspaniałą zamkniętą pętlę po wschodniej ścianie, przebiegającą przez główny wierzchołek Civetty.

Uwaga:
Jeżeli przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉 - jest symbol gwiazdki    to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia lub drugie zdjęcie dla wykazania różnicy.

 

Na zdjęciu 〈poniżej i obok ∗〉 wschodnia strona Civetty, na której przedstawione są wszystkie najważniejsze punkty odniesienia oraz kierunki, którędy prowadzą Via ferrata degli Alleghesi oraz Via normale. Zdjęcie prezentuje również lokalizację schroniska Torrani.

Strzałki wskazujące Via normale biegną od dołu do góry, czyli tak jak przebiega ta trasa przy wejściu. Natomiast w serwisie opis przedstawia zejście drogą normalną z wierzchołka Civetty do krzyżówki szlaków turystycznych pod wschodnią ścianą szczytu.



Legenda:

  ◊  gwiazdki:
     - zielona: Civetta 〈3220m〉,
     - pomarańczowa: Punta Civetta 〈2920m〉,
  ◊  strzałki:
     - zielone: Via Ferrata degli Alleghesi,
     - niebieskie: Via normale,
  ◊  pomarańczowy znaczek: Rifugio M. V. Torrani.


Jedyne co może wprowadzać w błąd na tych zdjęciach to fakt, że są zrobione z dość bliska, przez co szczyt wygląda tak jak wielki drapacz chmur, oglądany z drugiej strony ulicy. By prawidłowo odnieść proporcje szczytu polecam prezentowane wcześniej zdjęcia, a szczególnie to jedno 〈 tutaj 〉.

Świadomość, w którym miejscu jesteśmy i ile nam jeszcze pozostało do wierzchołka jest bardzo ważna, szczególnie w sytuacjach niepewnej i zmiennej pogody. Dwa dni wcześniej przed naszą wyprawą, przez większość dnia Civettę zakrywały chmury. Jedyną orientacją, jaka nam w takiej sytuacji pozostaje jest wyłącznie zegarek i znajomość kilku charakterystycznych miejsc na trasie, po których możemy podjąć optymalną i bezpieczną decyzję o kontynuowaniu dalszej drogi.

Z tych zdjęć mogłoby się wydawać, że po dojściu na wysokość wierzchołka Punta Civetta, pokonaliśmy już około 2/3 trasy, tak jednak nie jest. Rzeczywistość jest taka, że stromy i ciasny ubezpieczony komin, który wyprowadza nas kilkadziesiąt metrów poniżej wierzchołka Punta Civetta jest zaledwie w połowie drogi.

Miejsce to będzie dość dokładnie przedstawione w opisie poniżej gdyż uważam, że jest to pierwszy i najważniejszy punkt na trasie ferraty Alleghesi. To tutaj wypada podjąć ostateczną decyzję o tym czy kontynuować dalszą trasę w przypadku pogarszających się warunków pogodowych.


lokalizacja Via ferraty degli Alleghesi


 

Na zdjęciu 〈poniżej i obok〉 charakterystyczny filar opadający z wierzchołka Punta Civetta na wschodnią stronę od głównej grani masywu Civetty.



Nikt nie dzieli ferraty Alleghesi na etapy, ale dolny odcinek jest najbardziej wspinaczkowy, dość długi i ma swój niepowtarzalny charakter. Jego zakończeniem jest trudny technicznie, ale dobrze ubezpieczony komin, który w czasie złej pogody, a dokładnie przewieszona ściana nieco niżej u jego podstawy może być miejscem do przeczekania burzy. Należy również pamiętać, że komin również może być barierą, gdy zamieni się w mokrą nienadającą się do przejścia rynnę z wodą.

 

Kopuła podszczytowa Civetty 〈poniżej i obok〉 to miejsce, którym prowadzi górny odcinek ferraty Alleghesi.



Ten odcinek ferraty jest bardzo różnorodny i charakteryzuje się dużo bardziej kruchą skałą. Spotkamy tu nawet miejsca z typowymi piargami, zalegające pod kopułami turni zdobiących całą północną grań. W tej części ferraty jest kilka miejsc, w których śnieg może zalegać dość długo. W przypadku, jeżeli chmury zakrywają kopułę szczytową Civetty, mogą wystąpić duże problemy orientacyjne. Gładkie i pochyłe płyty na końcówce grani, tuż przed samym wierzchołkiem są mocno narażone na oblodzenie.


lokalizacja Via normale


 

W masywie Civetty, od głównego szczytu odchodzą cztery granie. Dwie z nich tworzą od zachodu wspaniałą skalną ścianę o długości ponad 6km. Natomiast najmniejsza z grani opada na południe w stronę Moiazzy. Z tego powodu często można spotkać opisy, które te dwa masywy łączą w jedną grupę górską Civetta-Moiazza. Pomiędzy Civettą a Moiazzą znajduje się Forcella delle Sasse 〈2476m〉, przez którą prowadzi szlak nr-558, przejście w środku grupy górskiej ze wschodu na zachód.

Najwyższym szczytem krótkiej czwartej grani Civetty jest wierzchołek Cima di Tomb 〈3004m〉. Pomiędzy nim a Civettą znajduje się rozległa szeroka przełęcz o charakterze płaskowyżu o nazwie Piann della Tenda. Na zdjęciu 〈poniżej i obok〉 Piann della Tenda od wschodu z opadającą szeroką i miejscami bardzo łagodną formacją skalną, coś pośredniego pomiędzy ścianą a granią.



Tą dość łagodną ścianą, biorąc pod uwagę wysokość samego szczytu, poprzecinaną szeregiem rys, zacięć i wygodnych ukośnych półek poprowadzono via normale. Ponieważ ściana jest bardzo wysoka i w kilku miejscach przecięta urwiskami, droga normalna bez dobrego oznakowania była by dla turystów nie do przejścia. Kolejnym warunkiem niezbędnym do przejścia drogi normalnej, jest brak śniegu na trasie, nie tylko tego pozostającego po zimie, ale również tego po przejściowych letnich frontach pogodowych z opadami śniegu zalegającym przez dwa, trzy dni.

Uwaga:
Na drugą, zachodnią stronę szczytu, Pian della Tenda opada dość stromą ścianą, przez którą prowadzi niezbyt długa bo licząca około 300m przewyższenia ferrata Tissi.

 

Na zdjęciu 〈poniżej i obok〉 łagodne południowe zbocze, jakim Civetta opada w stronę Pian della Tenda.



Via normale z Pian della Tenda na sam wierzchołek Civetty prowadzi drogą bez żadnych technicznych trudności, której przejście jest bardzo uciążliwe, a miejscami również wysoce niebezpieczne. Całe południowe zbocze szczytu zalegają wielkie głazy i kamienie. Przejście tego wymaga bardzo uważnego powolnego i wyważonego poruszania się wyznaczoną trasą, której mało kto przestrzega, co widać po licznych śladach butów i kijków.

 

warianty dojścia i powrotu z ferraty


Wykorzystując dwie ferraty i drogę normalną, można poprowadzić chyba z kilkanaście wariantów zdobycia szczytu. Nie tak dawno w prowadzonej korespondencji miałem takie pytanie: „czy jednego dnia można od zachodu podejść pod ferratę Tissi, wejść nią do schroniska Torrani, następnie zejść na wschód via normale i ponownie wyruszyć do góry ferratą Alleghesi, a po zdobyciu szczytu zejść do schroniska Torrani na nocleg”.

Przyznam, że taki wariant nigdy by mi nie przyszedł do głowy, bo kiedy podziwiać krajobrazy i robić zdjęcia? Dlatego w serwisie ograniczę się do wariantów według mnie najbardziej dogodnych lub takich, które uważam za ciekawe ale i dostępne dla większości turystów.

Rifugio A. Sonnino al M. Coldai 〈2132m〉



Rifugio A. Sonnino al M. Coldai


Schronisko Sonino al Coldai to najdogodniejsze miejsce do wyruszenia na ferratę Alleghesi. Po pierwsze znajduje się najbliżej, a na dodatek jest na tyle wysoko, że do ferraty mamy spacerek z małymi pagórkami na trasie.

Schronisko może służyć za bazę wypadową w dwóch wariantach:
◊  na szczyt ruszamy ferratą Alleghesi, a schodzimy Via normale, co jest wersją najbardziej optymalną do zdobycia Civetty,
◊  wchodzimy ferratą Alleghesi, schodzimy Tissi i nie udało się nam zarezerwować noclegu w jednym z dwóch schronisk po zachodniej stronie, a nie chcemy iść w ciemno nie mając pewnego noclegu.

Oczywiście schronisko będzie najlepszą bazą, jeżeli postanowimy wejść i zejść ferratą Alleghesi, z tym jednak, że radzę zacząć schodzić już jak najpóźniej, tak by uniknąć uciążliwych mijanek i pod warunkiem, że pogoda pozwoli na szczycie spędzić tak dużo czasu.

Do schroniska można dojść z dwóch stron:
◊  od zachodu, czyli z Alleghe z tym, że jednak w tym malutkim miasteczku zawsze są problemy z zaparkowaniem samochodu, chyba że zdecydujemy się na płatny parking przy kolejce linowej lub jesteśmy większą grupą na kempingu na południowym skraju miasta, a do schroniska możemy wtedy podejść trasą tej wycieczki 〈 tutaj 〉;
◊  od wschodu, co jest o wiele dogodniejsze zwłaszcza, że w rejonie kempingu Palafavera jest przeogromny bezpłatny parking.


Czasy przejścia:
◊  od schroniska Sonino al Coldai 〈2132m〉 do początku ferraty Alleghesi 〈2350m〉: 1h 10min,
◊  droga powrotna zajmuje: 40min,
◊  powrót do schroniska Sonino al Coldai z ferraty Tissi przez Forcella delle Sasse: 2h 35min.

kemping Civetta w Pecol 〈około 1400m〉



Civetta Camping


Ten malutki kemping był moją bazą wypadową rok wcześniej, w czasie fotograficznego rekonesansu, jaki zrobiłem w tym rejonie gór. Mamy tutaj nie tylko Civettę, ale również Pelmo i nieco dalej położoną Moiazzę. Jest również mało znany pas południowego skraju Dolomitów, który można poznać z opisu jednej z naszych wycieczek 〈 tutaj 〉.

To wtedy fotografując Civettę z bliska zwróciłem uwagę na budowę szczytu i wspaniałe dwie skalne formacje na wschodniej ścianie. Stąd już był tylko jeden krok do decyzji, że to jest właśnie ta jedyna, najpiękniejsza trasa na szczyt, której opis jest poniżej.


Czasy przejścia:
◊  podejście z kempingu do Via normale: 2h 30min,
◊  podejście z kempingu do ferraty Alleghesi: 3h.

kemping Palafavera 〈około 1525m〉



Camping Palafavera


Wariant by z kempingu Palafavera wyruszyć na szczyt nie brałem pod uwagę, a nawet mi nie przyszedł na myśl. Ale tak właśnie szła dwójka turystów, którą wcześniej widzieliśmy na ferracie, a następnie poznaliśmy ich przy schronisku. Ze szczytu schodzili tak samo jak my, drogą normalną.

Czy rejon Palafavery może być bazą wypadową w wariancie, jeżeli schodzimy ferratą Tissi oczywiście, że tak. Choć odległość drogi powrotnej była by już długa.

Trasa z Palafavery przebiega przez schronisko Sonino al Coldai, do którego prowadzi szlak nr-564 i nr-556. Przewyższenie na trasie wynosi około 600m, a na podejście rano będziemy potrzebować nie więcej niż około 2h. Ale proszę pamiętać, że po dojściu do schroniska musimy jeszcze dojść do ferraty.


Czasy przejścia:
◊  podejście z kempingu do schroniska Sonino al Coldai: 2h,
◊  droga powrotna zajmuje: 1h 15min.

wejście od zachodniej strony


Na wierzchołek Civetty można oczywiście wejść zaczynając wyprawę przejściem ferraty Tissi, ruszając z jednego ze schronisk znajdujących się po zachodniej stronie szczytu. A są to:
◊  Rifugio Bruto Carestiato, znajdujące się dość daleko na południu, czyli na szlaku nr-554 prowadzącym od Moiazzy,
◊  Rifugio Vazzoler, z którego do początku ferraty Tissi mamy dość duże podejście liczące około 900m, prowadzące szlakiem nr-558.

Wariant taki może być interesujący dla tych, którzy postanowią spędzić nie jedną, ale aż dwie noce w schronisku Torrani pod samym wierzchołkiem Civetty. Można wtedy spokojnie drugiego dnia, zejść drogą normalną i wrócić na górę ferratą Alleghesi. A zejść na końcu można ponownie ferratą Tissi.

Jak widać Civetta - jest szczytem wyjątkowym, nie jesteśmy ograniczeni jedną drogą, a wariantów zdobycia szczytu mamy wyjątkowo dużo. Nie ma drugiego takiego szczytu w Dolomitach.


Czasy przejścia:
◊  od schroniska Vazzoler do schroniska Torrani przez ferratę Tissi: 6/7h,
◊  przejście pomiędzy schroniskami Vazzoler a schroniskiem Bruto Carestiato: 4h.


etap I

kemping w Pecol - 〈1400m〉 - początek Via ferraty Alleghesi 〈2350m〉


Na wyprawę ruszam z synem Łukaszem, któremu już dawno dałem słowo, że na Civettę pójdziemy właśnie razem. Łukasz jest na większości zdjęć, gdyż to mi w tym dniu przypadła rola drugiego na trasie. Można by powiedzieć, że młodość ma swoje przywileje.


Według mapy wysokość podejścia do ferraty, jaką mieliśmy pokonać wynosiła 950m. To dość dużo, nawet jak na Dolomity, gdzie do wejścia na większość szczytów przewyższenia nie wiele przekraczają tysiąc metrów. A tutaj licząc z kempingu mamy do wierzchołka aż 1820m. Nie mówiąc już o tym, że są ferraty zaczynające się prawie na trzech tysiącach jak Ivano Dibona, do których można ale czasami i trzeba dojechać kolejką linową.

Oczywiście tą samą trasą wracaliśmy na kemping po zejściu drogą normalną. Czas wyjścia zaplanowaliśmy sobie na godzinę 7 przyjmując, że w normalnym wariancie trasa zajmie nam około 12 godzin. To daje jeszcze dużą rezerwę do całkowitego zmierzchu, przed którym musimy zejść drogą normalną, a szlaki turystyczne pod wschodnią ścianą znam dobrze, więc nie będzie problemu z ewentualnym powrotem po zmroku.


Od samego rana nad Civettą świeci słońce, a co jest również miłe, na kempingu jest nasza polska flaga 〈obok〉.

Podpowiem również, że na tablicy informacyjnej znajdującej się na kempingu zawsze jest wydrukowana aktualna pogoda i to mojego ulubionego portalu pogodowego, jakim jest:

ARPAV - Dolomiti meteo


Kemping Civetta w Pecol jest bardzo mały i jest to typowe miejsce narciarskie, gdyż znajduje się przy stacji kolejki linowej, która jest głównym centrum turystycznym po wschodniej stronie Civetty.

A zimowa nartostrada, którą teraz idziemy 〈obok〉, w okresie letnim kończy się właśnie na kempingu, gdzie teraz stoją samochody.


Prognoza pogody zapowiada najbardziej gorący dzień ostatniego tygodnia, po którym mają przyjść trzy burzowe dni i front z załamaniem pogody na cały kolejny tydzień. Rano nic nie mówię, ale ten bezchmurny dzień nad Civettą 〈poniżej〉 może być naszą ostatnią okazją w czasie wakacji na zdobycie szczytu. Jeżeli prognozy pogody się spełnią, będziemy niestety zmuszeni wracać do domu.



Z nartostrady dość szybko skręcamy w prawo na leśną ścieżkę gdzie prowadzą widoczne szlaki turystyczne 〈obok ∗〉. Na krzyżówce skręcamy w lewo na szlak nr-586.

Do ferraty można również dojść szlakiem nr-587, który jest nawet bardziej widokowy. Jest jednak dużo mniej wygodny, szczególnie przy podejściu.


Z małej polanki, przez którą biegnie szlak roztacza się wspaniały widok ogromnego filara jakim prowadzi ferrata Alleghesi 〈obok〉.

Niestety by do niego dojść, czeka nas jeszcze około dwóch godzin podejścia, a na otwartym terenie już słońce mocno grzeje.


Szlak ponownie wychodzi na jedną z nartostrad 〈poniżej ∗〉, których tutaj jest wyjątkowo dużo, by nie powiedzieć, że za dużo. Jak byłem tutaj po raz pierwszy wczesną wiosną kilka lat temu, zobaczyłem jak mocno jest zdewastowane środowisko naturalne. Zdjęcia z tamtej wycieczki są na stronie relacje w dziale Szlaki.

To jedyne miejsce na trasie podejścia, gdzie można zgubić szlak, dlatego 〈błyskawicą〉 zaznaczyłem miejsce, w którym szlak przecina nartostradę i po prawej stronie znika w lesie.


Niestety, ale widocznej 〈poniżej〉 tabliczki można ze szlaku nie zauważyć szczególnie, że jest dość mocno zniszczona i mało widoczna.

Jak zauważyłem wcześniej, to czasy podane na tych tabliczkach są z reguły dość dobrze określone, ale nie ma problemu by bez zbędnego wysiłku przejść te odcinki o kilka, kilkanaście minut szybciej.


Na przełączce de la Grava mamy pierwszą część naszego podejścia za sobą.

A tutaj niespodzianka, czyli całkowicie nowe tablice informacyjne 〈obok〉, których jak później będzie można zobaczyć, część czeka jeszcze na zamontowanie.

Na drogowskazie pojawiło się również schronisko Torrani, czyli wystarczy około czterech godzin, by być na szczycie Civetty.

Zaznaczam, że ten czas jednak dotyczy trasy prowadzącej przez Via normale.


Szlakiem nr-557 już po kilku minutach docieramy do kolejnego drogowskazu 〈poniżej ∗〉, z którego możemy odczytać, że cztery godziny i 10 minut powinno nam zająć wejście na wierzchołek Civetty, a przejście do schroniska Vazzolera po drugiej stronie szczytu niewiele mniej.

Przy okazji każdy przechodzący szlakiem ma możliwość zobaczyć jak poprowadzona i zabezpieczona jest lina nośna do wyciągarki, bez której nie funkcjonowałoby dziś schronisko Torrani. Tutaj nikt butelek z piwem, które można wypić na tarasie schroniska na własnych plecach nie wnosi.


Szlak nr-557 robi się coraz bardziej stromy i wchodzimy w strefę niskiej kosodrzewiny, która już nas przed słońcem nie ochroni.

W tej okolicy trzeba uważać, bo jest jedno miejsce, w którym można zgubić szlak 〈powyżej〉, gdyż przechodzi on przez ogromny, ale już suchy strumień, jakim spływa woda po wiosennych roztopach.


Kolejne kilka minut podejścia i jesteśmy przy krzyżówce ze szlakiem nr-587 〈obok〉.

Tutaj dochodzi szlak, którego wcześniej nie polecałem, można natomiast bez problemy wybrać go w drodze powrotnej.

Choć jeżeli jest późno i zaczyna się powoli robić ciemno, to również go nie polecam, bo prowadzi gęstym ciemnym lasem. Wtedy wygodniej jest iść odsłoniętą nartostradą.


Po stromym podejściu jesteśmy już w miejscu, z którego widzimy nie tak daleko cel naszej dzisiejszej wyprawy, jakim jest ogromny filar szczytu 〈obok〉.

Teraz patrząc z boku widzimy prawdziwe proporcje i gdzieś daleko w głębi na grani jeszcze nie widoczny główny wierzchołek Civetty.


Przechodzimy w miejscu gdzie prowadzi ścieżka do via normale 〈obok〉. Na podejściu, na dużym płacie śniegu dostrzegam kilka malutkich grup turystów, w sumie nie więcej niż około dziesięciu osób.

Jedną dwójkę udaje mi się zlokalizować w okolicy strzałki. Wyżej nikogo nie ma, czyli mają przewagę nad nami około godziny. To dobra wskazówka, dla każdego ruszającego na szczyt drogą normalną.


Mijamy odchodzącą ścieżkę w stronę ściany Civetty i drogi normalnej, oznakowanej jeszcze po staremu, choć już za kamieniami leży nowy komplet drogowskazów 〈poniżej ∗〉.

Można by tylko powiedzieć, że brakuje tylko drewnianego palika i ... robotnika.


A po niespełna trzech godzinach dochodzimy prawie do celu, którym jest pusty, cichy i zasypany ogromnymi głazami kocioł pod samym środkiem wschodniej ściany Civetty, gdzie robimy przerwę

Jak widać na drogowskazie 〈obok〉 do początku ferraty jest jeszcze pół godziny choć przyznam, że ten odcinek pokonaliśmy dużo szybciej.

 

etap II

Via ferrata degli Alleghesi


Ferratę Alleghesi otwarto w 1966r, czyli w czasach największego rozwoju turystyki, jaki nastąpił po olimpiadzie w Cortinie d’Ampezzo. Trasa ferraty nie została jednak wymyślona, gdyż istniała od 1913r, to znana droga Hambugera-Plaichingera. To oczywiście przypadek, ale wypadło nam na trasę ruszyć akurat w 2013r.


zamiast wstępu


Po dość długim podejściu pod wschodnią ścianę Civetty zrobiliśmy półgodzinną przerwę na drugie śniadanie i by dodatkowo nie marnować już czasu pod ferratą w tym miejscu ubraliśmy uprzęże.

 

Zaletą miejsca, w którym się zatrzymaliśmy było to, że przed nami był dobrze widoczny filar opadający wprost z wierzchołka Punta Civetta i jednocześnie cała dolna trasa ferraty 〈obok ∗〉.

Strzałka 〈na zdjęciu po prawej〉 wskazuje lokalizację wielkiego komina, najbardziej charakterystycznego miejsca na dolnym odcinku ferraty.

W przypadku niepewnej lub widocznej zmiany pogody nad szczytem, szczególnie przy zagrożeniu letnimi burzami jest to miejsce, w którym powinno się podjąć ostateczną decyzję o odwrocie.


Powyżej komina, jesteśmy już w strefie kopuły szczytowej, a ferrata często zbliża się lub przechodzi przez samą grań. Dlatego warunkiem dalszej bezpiecznej wyprawy jest pewna i stabilna pogoda, co najmniej przez trzy następne godziny.


początek ferraty 〈2350m〉 - Civetta 〈3220m〉


 

Do miejsca, w którym filar opada na piargi 〈poniżej i obok ∗〉 i zaczyna się ferrata 〈zielona strzałka〉 mamy około 15 minut marszu. Na filarze dostrzegamy dwie grupy turystów. Pierwszą małą, tworzą zaledwie dwie lub trzy osoby 〈niebieska strzałka〉.

Druga, dużo liczniejsza grupa znajduje się poniżej pierwszego trudnego miejsca na ferracie, którym jest częściowo przewieszony skalny próg, ubezpieczony skoblami i drabiną 〈błyskawica〉.

 

Duże zdjęcie 〈obok ∗〉 przedstawia pierwsze metry ferraty. Filar opada na piargi dość łagodnymi i dobrze urzeźbionymi skałami 〈zielone strzałki〉, których przejście jest co najwyżej średnio trudne.

Ten łagodny odcinek doprowadza pod pionowy próg, poniżej którego jest dość szeroka i wygodna półka. To na niej znajduje się druga liczna grupa turystów 〈niebieskie strzałki〉, którzy jak widać czekają w swojej kolejce na przejście progu po skoblach i drabinie 〈błyskawica〉.


Po krótkiej przerwie na zdjęcia turystów na dolnym odcinku ferraty, dogoniłem Łukasza, który już jest w miejscu gdzie zaczyna się ferrata 〈poniżej ∗〉.

Nie ma problemu ze zlokalizowaniem początku ferraty, gdyż już z daleka widać duże plamy czerwonej farby na skałach 〈strzałka〉.


Zanim zrobiłem jedno zdjęcie 〈poniżej〉 krajobrazu z Sorapis 〈w głębi po prawej〉 i charakterystycznym skalnym grzebieniem Cristallo 〈w głębi po lewej〉, to Łukasz już doszedł na półkę pod progiem.



Ten pierwszy średnio trudny odcinek prowadzi lekko ukosem w lewo i po dojściu pod próg 〈poniżej ∗〉 idziemy tym razem w prawo 〈zielona strzałka〉.

Jest jeszcze dość wcześnie, ale już zauważyłem jak sucha i wyjątkowo ciepła dziś jest skała. Jak się okazało to zapowiedź upałów, które nam towarzyszyły przez cały dzień.

 

Trudno fotografuje się drabiny na ferratach, bo można co najwyżej sfotografować czyjeś podeszwy i numer buta, kolejne zdjęcie 〈obok ∗〉 jest zrobione z dołu, spod ferraty. Dość dobrze widać przewieszony skalny próg i wielką drabinę. Po przejściu tego odcinka za pomocą sztucznych ułatwień, dalsza trasa prowadzi ukosem w lewo 〈zielona strzałka〉.


Łatwą technicznie półką dochodzimy do pierwszych trudności na ferracie 〈obok〉.

Idę kilka metrów za Łukaszem, więc wielkiej drabiny jeszcze nie widzę, bo zasłania ją przewieszona skała.

 

Jak widać na zdjęciach 〈obok〉, odcinek ten jest wyjątkowo dobrze ubezpieczony.

Można by nawet powiedzieć, że tych sztucznych ułatwień jest trochę za dużo.

Już te pierwsze metry dokładnie wskazują jaka jest ferrata Alleghesi.

Jest „tylko” i „aż trudna”, co jest chyba jej cechą charakterystyczną.


Widoczne na zdjęciu pręty jak i prezentowana wcześniej drabina, a przede wszystkim poręczówki są w bardzo dobrym stanie technicznym. Biorąc pod uwagę wiek ferraty widać, że lina była nie tak dawno wymieniana, jest nowa i wyjątkowo mocno napięta.

 

Po przejściu drabiny, idziemy w lewo bardzo ładnym trawersem pod dużą przewieszką 〈obok〉. Takie trawersy to moje ulubione miejsca na ferratach, szczególnie do fotografowania, kiedy daleko na horyzoncie uda się uchwycić jakiś piękny odległy szczyt.


Następny odcinek za przewieszonym skalnym progiem a wielkim kominem można by w wielkim skrócie nazwać jednym prostym zwrotem „cały czas stromo do góry”. Można jeszcze dodać, że na trasie napotkamy chyba wszystkie formacje skalne jakie stworzyła natura. No może za wyjątkiem skalnego konia, choć i ten jest ale w miejscu gdzie poprowadzono poręczówkę z boku, zmuszając nas do przejścia tylko jedną stroną.


Ładnym trawersem dochodzimy do szerokiej, ukośnej rynny 〈poniżej〉, która przecina skały powyżej progu.

Jeżeli nie pokonamy tego odcinka techniczną wspinaczką, będziemy zmuszeni przeciskać się pomiędzy ścianą z poręczówką a wystającymi głazami znajdującymi się na naszej trasie.


Rynna dość szybko zamienia się w węższą i dużo bardziej stromą szczelinę 〈obok〉.

Ferrata cały czas ostro pnie się do góry, nie bardzo widać ile już przeszliśmy i dokąd zmierzamy.


Szczelina 〈obok〉 i prowadzący nią ten dość długi odcinek ferraty znajduje się nieco po lewej stronie filaru, prawie w linii spadku wierzchołka Punta Civetta, który od czasu do czasu udaje się zauważyć wysoko nad naszymi głowami.

Wcześniej o tym nie pisałem, ale za wyjątkiem krótkich odcinków na samym dole, cała ferrata jest ubezpieczona poręczówką. Co ciekawe, na skałach w pobliżu poręczówki w wielu miejscach są z daleka widoczne koła z czerwonej farby.


Trasa ferraty ponownie zmienia swój charakter. Szczeliny znikły, a wysoko nad naszymi głowami pojawiły się kolejne przewieszki 〈poniżej〉.

Nie ma tutaj jednak kolejnej drabiny. Tym razem małą naturalną półką skręcamy w lewo i trawersujemy do kolejnego charakterystycznego miejsca.

 

Miejscem tym, jest szeroka lewa strona filaru 〈obok〉, a zdjęcie prezentuje już jego górny końcowy odcinek. Jak widać, skała jest dość płaska, ale bardzo dobrze urzeźbiona i poprzecinana licznymi małymi trawkami.

Za płasko by się wspinać, za stromo by iść bez pomocy rąk, w efekcie by ten odcinek pokonać najszybciej i najbezpieczniej, trzeba iść na czworakach, prawie jak na bardzo dawnej lekcji z wychowania fizycznego.


A dalej, jak widać na zdjęciu 〈obok〉 ferrata prowadzi kolejną stromą i wąską rynną. Już trudno zliczyć, która to dziś.

Za nami już ponad godzina bardzo różnorodnej wspinaczki i nie było ani jednego miejsca, które choć trochę było by „więcej niż trudne”.

 

Zajęty fotografowaniem każdego ciekawego i charakterystycznego miejsca na ferracie nawet nie zauważyłem, że od jakiegoś czasu Łukasz się nie odzywa, dlatego zaskoczyło mnie głośne „uwaga”.

Łukasz idąc na ferracie pierwszy, jak widzę teraz skoncentrował się na dwóch rzeczach, by dobrze i bezpiecznie prowadzić i pewnie jeszcze na tym, by mnie nie zgubić, kiedy za długo coś fotografuję.

A głośne „uwaga” spowodowało, że po raz kolejny musiałem się zatrzymać i zrobić kolejne zdjęcie 〈obok〉. Podniosłem głowę do góry i zobaczyłem wykrzywiony, prawie wyrwany ze skały i luźno trzymający się metalowy skobel 〈błyskawica〉, przez który Łukasz bezpiecznie przepina karabinki lonży.

Jak pamiętam, takich miejsc na ferracie zauważyłem tylko dwa. A na zdjęciu widać, że choć lina jest nowa, to zamontowano ją jednak na starych prętach.


Minuty powoli uciekają, słońce wznosi się coraz wyżej, grzeje coraz mocniej, a my cały czas szturmujemy prosto góry 〈poniżej〉.

Jedyne, co się zmieniło to, to że filar dość mocno się zwęża, a nad głowami wyrasta nam coraz bardziej potężna przewieszona kopuła szczytowa Punta Civetty.

 

Jesteśmy na samym ostrzu filara, z którego teraz roztacza się bardzo ciekawy widok na piękne turnie, jakie znajdują się na północnej grani Civetty 〈obok〉.

Ponieważ jesteśmy gdzieś na wysokości wierzchołka Torre di Valgrande 〈2715m〉, możemy w dużym przybliżeniu określić swoją wysokość i szybko policzyć że do szczytu mamy jeszcze około 500m różnicy wysokości.


Na zdjęciu 〈obok〉 ostatnie metry ferraty na stromych poprzerastanych trawkami skałach ostrza filara.

Dość dawno nie spoglądałem w dół, ale od jakiegoś czasu nie widać i nie słychać nikogo z dużej grupy, która podchodziła pod ferratę, gdy przechodziliśmy wielką drabinę na progu.

A ponieważ w tym dniu, wyprzedził nas już przed samym wierzchołkiem tylko jeden turysta idący raczej na sportowo, bo bez kasku i lonży, grupa ta chyba jednak zrezygnowała z wejścia na szczyt.


Na zdjęciu 〈poniżej ∗〉 ostatnie metry wspinaczki ferratą na ostrzu filara i co równie ciekawe szereg niespodzianek przed nami.

Jeżeli obserwujemy pogodę w obawie, że może się pogorszyć, nasz wzrok powinniśmy kierować w lewo, gdyż w tamtą stronę prowadzi dalsza trasa 〈zielona strzałka〉.


Kto by się spodziewał, że na takiej wysokości trafimy na wygodną ścieżkę spacerową 〈obok〉. To nie pierwsze miejsce, w którym mnie zaskakuje trasa ferraty.

Przyznam, że po wejściu na tą półkę, w pierwszej chwili szukałem dalszej drogi na wprost do góry, dopiero po nawoływaniu Łukasza skierowałem wzrok w lewo i zobaczyłem strzałkę wskazującą dalszą trasę.

Uwaga:
Na całej trasie, którą już mamy za sobą nie było miejsc ze śniegiem, ale szczególnie na początku lata, może on zalegać w wielu szczelinach choć nie powinien uniemożliwiać przejścia tej części ferraty. Teraz już będzie inaczej, gdyż zbliżamy się do magicznych trzech tysięcy i kopuły szczytowej Civetty.

 

Wygodną półką podchodzimy pod strome skały opadające z samego wierzchołka Punta Civetty 〈obok ∗〉. Wielka szczelina zakończona ciasnym i ciemnym kominem, to dalsza trasa ferraty 〈zielona strzałka〉.


Niezbyt wysoką, ale dość stromą skałą pokonujemy następne metry ferraty 〈obok〉.

Bardzo różnorodna i dobrze urzeźbiona skała oraz logicznie poprowadzona poręczówka powoduje, że do wspinaczki wybieram drugą stronę poręczówki, niż idzie Łukasz.

Jeżeli jest tylko taka możliwość, to staram się zawsze tak robić, prowadzenie serwisu i przygotowywanie później opisów do czegoś jednak zobowiązuje.


Na zdjęciu ostatnie metry podejścia ścianką do komina 〈obok〉 i miejsce, w którym zrobiliśmy jedyną przerwę w drodze na szczyt, na małe trzecie śniadanko.

Było to pierwsze w tym dniu osłonięte miejsce na ferracie, w którym mogliśmy choć na kilka minut schować się przed palącym słońcem.


Krótka przerwa za nami, nie wiele w taki upał da się zjeść, ale przynajmniej zamieniliśmy puste na pełne butelki w bocznych kieszeniach plecaka. Papierki oczywiście wylądowały na dnie w plecaku.

Dojście do komina 〈powyżej ∗〉 jest oczywiście ubezpieczone 〈błyskawica〉, co wydaje mi się małą przesadą szczególnie, że wystarczyło poprowadzić poręczówkę metr wyżej i nieco po prawej stronie.

 

Komin, choć w zasadzie jest to bardziej wąska szczelina, jest dość długi ale jego przejście nie nastręcza większych problemów i trudności 〈obok〉.

Jedyne, na co trzeba uważać, to by w dolnej części nie zawadzić wystającymi z plecaka kijkami lub czekanem, o ile je posiadamy.


Wypada również uważać, szczególnie w górnej części by nie strącić na dół żadnego kamienia, których po wyjściu z komina zalega na skałach dość dużo.

Ubezpieczenia, jak widać na zdjęciach 〈obok〉 są dość nowe, a na dodatek pręty są pomalowane na czarno.

To bardzo dobra metoda na poprawę bezpieczeństwa, gdyż takie stopnie są o wiele mniej wyślizgane.

 

Wyjście z dość chłodnego komina to w pierwszej chwili szok termiczny i mocne prawie oślepiające słońce. Przed wejściem do komina wszystko wskazywało na to, że wyjdziemy nim na samą grań 〈obok ∗〉, jednak droga jest dużo dłuższa. Dalsza trasa prowadzi dość stromą i miejscami mało wygodną i trudną do przejścia rynną 〈strzałki〉.


Kolejne metry ferraty to, coś czego jeszcze dziś nie było, czyli prawie równe i idealne prostopadłe skalne progi 〈obok〉.

I kolejna rzecz, bardzo ważna w przypadku zalegania nad szczytem chmur lub mgły znad jeziora.

Po wyjściu z komina większość trasy prowadzi teraz na południe w stronę głównego wierzchołka Civetty.

 

Jest początek sierpnia i upalne lato po wyjątkowo śnieżnej zimie i jak widać na zdjęciach 〈obok〉 wkroczyliśmy w strefę śniegu.

Po przejściu tego wielkiego płata śniegu kierujemy się w lewo w stronę widocznych przed wierzchołków Civetty.


Wyprzedzę dalszy opis i powiem, że na drodze do szczytu nie ma już tak trudnych technicznie miejsc, których przejście zalegający śnieg by uniemożliwiał. Trudnością jest sam fakt, że teraz ten śnieg zalega, bo miejscami przykrywa znaki z farby, które są na trasie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w górnej, szczytowej części ferraty jest dość dużo odcinków bez poręczówki, zasypane śniegiem znaki utrudniają poruszanie się, a już mgła w takich warunkach może uniemożliwić dalszą wspinaczkę.

 

Po wejściu na ścieżkę gdzie jest Łukasz 〈poniżej ∗〉, która prowadzi przez zasypane gruzem i kamieniami zbocze, w pierwszej kolejności zauważyłem daleko na wprost na ciemnej ścianie szczytu dwójkę turystów 〈obok ∗〉.

Za kilka minut na tą ścianę dojdziemy, ale najpierw idziemy na wprost 〈zielona strzałka〉, kierując się po czerwonych znakach farby 〈czerwona strzałka〉 gdyż to jedno z miejsc bez poręczówki.


Uwaga:
Widoczne na górnym zdjęciu miejsce to klasyczny przykład odcinka na ferracie bez żadnych trudności technicznych, ale wyjątkowo niebezpiecznego. Kilkanaście metrów po lewej, ściana obrywa się kilkuset metrową przepaścią. Nie ma żadnego problemu by to przejść, jeżeli nie zalega tutaj śnieg. Natomiast na początku lata a przewodniki podają, że ferrata jest dostępna od lipca, by przejść ten odcinek mogą być niezbędna raki, czekan i lina do asekuracji.

 

Idziemy dalej, skręcamy nieco w prawo i dochodzimy do widocznego na zdjęciu 〈obok ∗〉 obniżenia w grani. To technicznie, miejscami trudne, kruche i niebezpieczne miejsce przechodzimy trasą, tak jak wskazują strzałki.


Ostatnie metry tego odcinka to ubezpieczona dobrą poręczówką trudna wspinaczka wyprowadzająca na samo ostrze głównej grani Civetty 〈poniżej〉.

Jeszcze tylko kilkanaście metrów stromych ścianek, które raz przechodzimy z lewej, a następnym razem z prawej strony ...


... i jesteśmy w miejscu 〈obok〉,
z którego...


... po raz pierwszy w dniu dzisiejszym widać drugą, zachodnią stronę szczytu oraz znajdujące się dwa tysiące metrów niżej urocze Alleghe nad pięknym jeziorem 〈poniżej〉.

Wybierając wariant przejścia ferratami przez Civettę z noclegami w schroniskach, można wyruszyć z widocznego w dole miasteczka.

 

Ferrata wraca z powrotem na wschodnią ścianę, a przed nami opisywana wcześniej ciemna ściana pod kopułą szczytową, na której widać było wcześniej maszerującą dwójkę turystów, jaką tym razem dość dobrze widać na dużym zdjęciu 〈obok ∗〉.

Strzałkami zaznaczona jest trasa przejścia tego odcinka, którego odcinki są jak zwykle technicznie trudne. Skała tutaj jest już mocno krucha, ściana bardziej mokra i przez co narażona na szybkie oblodzenie, nawet latem.


Po przejściu widocznego na poprzednim zdjęciu odcinka ferraty, dochodzimy do półki, nad którą na skałach widać dwie strzałki z napisami 〈poniżej ∗〉.

„Cima” czyli zgodnie z poręczówką prowadzi do góry, zatem nie trzeba znać tego słowa, by się domyślić, że trasa prowadzi na wierzchołek. „Torrani”, to skrót do schroniska, którego niestety nie przeszliśmy, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, gdyż skrót ten prowadzi półkami i perciami po wschodnim zboczu omijając wierzchołek Civetty.


Teraz ferrata prowadzi już bardzo blisko wierzchołka, nieco poniżej grani, po wschodniej stronie.

Dojście do grani jest dość strome, ale dobrze ubezpieczone poręczówką 〈obok〉.

Nie ma natomiast już tylu sztucznych ułatwień co wcześniej, zatem przydają się umiejętności klasycznej wspinaczki i dobre wyszukiwanie małych stopni gdyż inaczej kilka miejsc trudnych trzeba będzie przejść siłowo.

 

Na dużym zdjęciu 〈obok〉 ostatnie trudne metry na trasie ferraty. Poręczówka jest tutaj również nowa, a trasa prowadzi ukośnym trawersem do góry w lewo na pobliską grań. Jak widać również, wierzchołek Civetty to całkowicie inna struktura skały niż wcześniej. Jest ona bardziej spękana i krucha oraz mniej przyjemna we wspinaniu niż w dolnych partiach ferraty.


Jeszcze tylko kilkanaście metrów percią poprowadzoną w większości po wielkich głazach 〈obok〉 ...


... i wchodzimy na ostrze grani, a następnie po raz drugi tego dnia dostrzegamy w dole Alleghe 〈poniżej〉 i tym razem jeszcze mniejsze jezioro, które znajduje się na wysokości 979m.

Ten łatwy technicznie odcinek wymaga wyjątkowej uwagi, w większości jest już bez poręczówki, a niebezpieczeństwo może pojawić się z nadejściem pierwszych chmur, które tak często zakrywają wierzchołek Civetty.

 

Skośne płyty na ostrzu grani 〈obok〉, w taki słoneczny dzień są suche, ale to właśnie miejsce, na którym dość szybko może zebrać się woda z mgły znad jeziora, a z niej w chłodne dni, przy zimnym na tej wysokości wietrze błyskawicznie powstanie lód. Przejście tego odcinka w takich mglistych warunkach, nawet z tą poręczówką może być wyjątkowo niebezpieczne.


Pierwsze wzniesienie na grani z gładkimi płytami już za nami.

Za nami również drugie wzniesienie z wielkim płatem śniegu na wschodniej ścianie 〈widoczne w głębi po lewej poprzedniego zdjęcia〉.

A przez nami ostatnie metry pokrytego gruzem podejścia na wierzchołek główny Civetty 〈obok〉.


A na szczycie, korzystając szybko z okazji, że są jeszcze cztery osoby, zaczynamy od wspólnego zdjęcia 〈poniżej〉, ... przyda się do domowego rodzinnego albumu.

Teraz już możemy zrzucić plecaki i zacząć rozkoszować się widokami na wszystkie strony Dolomitów, przecież jesteśmy prawie w samym środku gór.


Upał już nam nie straszny, a na niebie nic nie wskazuje byśmy musieli się ze szczytu szybko zwijać. Nie ma nawet małego podmuchu wiatru, nie mówiąc o tym, by w oddali było słychać odgłosy nadchodzącej letniej burzy, kończącej upalny dzień.


uwagi do wejścia


Civetta jest dla mnie szczytem niezwykłym, gdyż to właśnie fotografowanie tego najpiękniejszego szczytu w Dolomitach spowodowało, że moje zwykłe chodzenie po górach zamieniło się w pasję fotografowania, a z niej do własnej strony w Internecie był już tylko jeden krok.

◊  Tak jak pisałem już wcześniej, ferrata Alleghesi jest „tylko” i „aż trudna”. To rzecz charakterystyczna i niezwykła, że na tej prawie tysiąc metrowej trasie nie ma żadnego kluczowego bardzo trudnego i siłowego miejsca, które było by barierą nie do przejścia dla części turystów. Zwłaszcza, że takie miejsca są i to dosłownie na samym początku na wielu innych ferratach, np. na opisanych w serwisie Tomaselli, Eternie czy Stelli Alpinie.

◊  Do zdobycia Civetty, obojętnie jaką drogą kluczowa jest pogoda. Można by powiedzieć, że na pogodę nie mamy wpływu, ale tak nie jest. Lepiej czasami poczekać dzień, dwa lub nawet więcej, niż ruszać od razu następnego dnia po przyjechaniu na kemping. Nie przeczę, może się zdarzyć że będzie to właśnie idealny dzień pod względem pogody na bezpieczne zdobycie szczytu, ale miejmy przynajmniej taką pewność sprawdzając prognozę na najbliższe trzy, cztery dni.

◊  Natomiast, co do sprawnego przejścia ferraty Alleghesi, wymagane jest szybkie i bez problemowe przejście wszystkich technicznych trudności na trasie od samego dołu do wielkiego komina włącznie. To na tym dolnym, najbardziej stromym odcinku trasy nagromadzone jest najwięcej miejsc technicznie trudnych, wymagających podstawowych umiejętności wspiaczki. Zatem jeżeli tutaj się po prostu zmęczymy, nie dojdziemy do szczytu lub ze zmęczenia stracimy wymaganą koncentrację i uwagę na dalszej trasie.

◊  Jestem tylko turystą i gdybym miał czas i okazję przejść w sezonie kilka razy ferratę Alleghesi, pewnie bym zrobił więcej zdjęć i przedstawił jeszcze kilka ciekawych miejsc na trasie. Uważam jednak, że zdjęcia jakie wybrałem do opisu ukazują w sposób wystarczający przebieg trasy i to co nas na niej może spotkać.

◊  Już na końcu tego podsumowania dwie krótkie uwagi. Przejścia sportowe, które opisują niektóre przewodniki w czasach z regułu krótszych niż połowa czasu potrzebnego zwykłemu turyście, to przejścia na które rusza nie więcej niż 10% osób i jednym z warunków takiego przejścia jest bardzo dobra znajomość całej trasy.

◊  Druga uwaga dotyczy pytania, które kiedyś dostałem w korespondencji od osoby, która na szczyt koniecznie chciała wejść ferratą Tissi i zejść właśnie ferratą Alleghesi. Nic nie stoi na przeszkodzie i jeżeli chcemy możemy nawet ferratą Alleghesi wejść i zejść ze szczytu. Należy tylko pamiętać, że zejście w tym przypadku będzie wyjątkowo polegać na opuszczaniu się po linie poręczowej, szczególnie na dolnym bardziej stromym odcinku trasy.


podsumowanie


Via ferrata degli Alleghesi

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata trudna,
   - sześcio-stopniowa:
                D- ferrata dla specjalistów z doświadczeniem we wspinaczce swobodnej,
     - według opisu czterech parametrów:
                T-2,  O-1,  F-3,  P-1,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉;

◊  specyfika - ferrata szczytowa o bardzo dużym przewyższeniu sięgającym 870mm;

◊  trasa - jest wyjątkowo różnorodna pod względem form skalnych, które musimy pokonać;

◊  lokalizacja - najpiękniejszy szczyt w całych Dolomitach znajdujący się prawie w samym środku gór;

◊  dojście do ferraty - warianty opisane na stronie powyżej;

◊  na ferracie - jedno miejsce do rezygnacji ze zdobycia szczytu i przejścia skrótem do schroniska;

◊  największa wada - według mnie nie ma takiej;

◊  stan zabezpieczeń - wyremontowane z drobnymi uszkodzeniami wymagającymi jednak uwagi;

◊  ostrzeżenie - przed przebywaniem na wierzchołku w czasie burz i załamania pogody.


Civetta

na szczycie


Civetta uważana jest za najpiękniejszy szczyt w Dolomitach, o czym powinny przekonać każdego niezdecydowanego zamieszczone na wstępie panoramy i galerie zdjęć. A ponieważ znajduje się w samym środku gór, widoki z niej należą również do wspaniałych, szczególnie że szczytów wyższych od miejsca w którym stoimy nie ma zbyt dużo.

Jednego, co może nam brakować w krajobrazach ze szczytu, to właśnie niezwykłej Civetty, która każdemu zdjęciu dodaje piękna. Pamiętam jak zrobiłem swoją pierwszą górską panoramę 〈 tutaj 〉, na której zobaczyłem Civettę w całej okazałości. Minęło kilka lat, nim udało mi się trafić na taki wymarzony wieczór by móc zrobić to zdjęcie 〈 tutaj 〉.


Łukasz swój pobyt na szczycie zaczyna od pamiątkowej księgi 〈obok〉.

Nie zbyt często ma okazję w praktyce zapoznać się z tą dość już starą tradycją, która powoli zanika i jest coraz mniej takich książek na szczytach.


Jesienią rok wcześniej popijając kawę na Passo Sella, miałem okazję zauważyć jak w piękny słoneczny poranek zatrzymał się samochód i wysiadło z niego kilka osób, oczywiście każda z tabletem lub smartfonem. Dosłownie trzy-cztery minuty zajęło im zrobienie zdjęć, które jak usłyszałem natychmiast wylądowały w Internecie. Dlatego nie dziwmy się, jak dojdzie do tego, że na portalach społecznościowych ktoś pozakłada profile znanych szczytów, by zdobywcy mogli na nim na bieżąco umieszczać swoje wpisy i zdjęcia.


W czasie, kiedy Łukasz zajęty był wpisem do pamiątkowej księgi, postanowiłem spróbować powalczyć z wyjątkowo mało przejrzystym w tym upalnym dniu powietrzem i zrobić kilka zdjęć znanych dolomitowych masywów.

Niestety, szczególnie na północy od nas, wszystkie krajobrazy zasłaniało „rozlane mleko”. Marmolada 〈poniżej〉, do której jest wyjątkowo blisko, przez zamglone i upalne powietrze była ledwo widoczna.

Gdybym usłyszał w tym dniu dalekie odgłosy nadchodzącej burzy, to wypatrywałbym jej za Marmoladą, na północnym-zachodzie w rejonie małego i uroczego Sasso Lungo 〈na prawym skraju panoramy〉. I tak też było, ale na nasze szczęście już dzień później.



Nie lepiej jest z pogodą na północnym-wschodzie, choć nad masywem Tofane 〈poniżej〉 przyświeciło na chwilę mocne słońce, wyraźnie widoczne na jej pięknych południowych ścianach. A znajdujący się na pierwszym planie wierzchołek Tofana de Rozes ze swoją trudną i równie ciekawą ferratą Lipella, jest dla tych co lubią wysokość, o pięć metrów wyższy od Civetty.


 

Jak widać na zdjęciu 〈obok〉 najładniejsza fotograficzna pogoda jest jednak na południu. Szczególnie ciekawie prezentuje się pobliska Moiazza, która też od dawna czeka na aktualizację swojego opisu, bo nowe i ciekawe zdjęcia już dawno zrobiłem.


Na wierzchołku Civetty spędziliśmy prawie godzinę, nie spiesząc się z zejściem. Nie wiadomo czy będziemy mieli okazję ponownie tutaj zawitać, choć jest to szczyt piękny, a my dziś razem przeszliśmy dopiero pierwszą drogę prowadzącą na wierzchołek.


etap III

Via normale - opis w zejściu


Podstawowe informacje o drodze normalnej przedstawiłem na początku opisu. Zdjęć nie ma już tak dużo, jak z ferraty pomimo tego, że droga jest równie długa jak ferrata Alleghesi. Są jednak wszystkie zdjęcia przedstawiające charakterystyczne i najważniejsze miejsca na trasie.


Civetta 〈3220m〉 - Sass del Nin 〈2181m〉


Via normale w kopule szczytowej Civetty to typowy wysokogórski szlak poprowadzony po kamienistym stromym zboczu. W zasadzie duża część osób chodzi nie tyle wyznaczonym szlakiem, a raczej obok niego. Ogromna ilość głazów i skalnego gruzu powoduje, że każdy szuka sobie optymalnej do przejścia trasy, średnio przy co drugim, trzecim kroku zsuwając się dodatkowo po kamieniach na dół.

Jedyne, czego trzeba się pilnować, to trasy wyznaczonej przez kolejne dwa miejsca zaznaczone czerwoną farbą na kamieniach. Nie jest to takie proste w praktyce, gdyż często stojąc przy jednym znaku w żaden sposób nie widzimy drugiego. W wielu miejscach wydawało mi się, że to tak, jakby ktoś pomalował te znaki idąc do góry. Zapominając, że powinien jeszcze uzupełnić brakujące znaki w drodze powrotnej.

Ruszamy w dół 〈poniżej ∗〉, na południe w stronę obniżenia grani i Piann della Tenda 〈błyskawica〉.

Pierwsze metry nie są zbyt strome, a perć prowadzi zakosami, więc szlak jest jeszcze w miarę w dobrym stanie.

 

Po chwili jednak ścieżka zaczyna powoli skręcać w prawo, w stronę małej skalnej grzędy i znajdującego się tam żlebu. To najbardziej zniszczony odcinek całej drogi pomiędzy szczytem a schroniskiem Torrani, do którego zmierzamy.

Ponieważ szlak wyprowadził nas nieco w prawo możemy, choć przez chwilę rzucić okiem na potężną zachodnią stronę Moiazzy 〈obok〉 i wierzchołek Cima delle Sasse 〈2878m〉 na pierwszym planie, jeszcze dużo niższy niż wysokość, na której jesteśmy.


Perć ponownie staje się mniej stroma 〈poniżej ∗〉 i zakosem skręca tym razem w lewo 〈na wschód〉 i dostrzegamy taras i zarys kolorowego dachu schroniska Torrani 〈znaczek〉.

Tutaj musimy uważać, by za bardzo nie skręcić w lewo, w stronę widocznego na lewym skraju wielkiego płatu śniegu, gdyż szlak kilkukrotnie się tam zbliża, ale nie wchodzi.

 

Jesteśmy w miejscu, z którego dobrze widać 〈obok ∗〉 kulminacyjne i najważniejsze do bezpiecznego przejścia miejsce na ferracie Tissi. Nie są to jednak opisywane przez wielu strome i bardzo trudne przewieszki, przez które prowadzi ferrata.

Jest to ogromny płat śniegu, który leży na trasie 〈zielona linia〉 dojścia do miejsca zakończenia się ferraty 〈zielona błyskawica〉. Z reguły o tej porze roku, płat powinien być już na tyle mały 〈czerwona linia〉, że śnieg zalegać powinien tylko w najniżej położonej części zbocza, nie utrudniając samego dojścia do ferraty.

Uwaga:
Pisząc o ferracie Tissi, na podstawie posiadanych czasopism i przewodników przyjmuję, że ferrata zaczyna się na dole w Van delle Sasse i południowo-zachodnim zboczem wyprowadza na Pian della Tenda, tuż poniżej schroniska Torrani. I taki kierunek przejścia jest podstawowy, co w niczym nie przeszkadza by ferratą schodzić ze szczytu.

 

Perć, którą schodzimy maksymalnie zbliżyła się do ogromnego płata śniegu na wschodniej ścianie Civetty. Mamy okazję tym razem pooglądać sobie Pelmo 〈obok〉, który już będzie nam towarzyszył prawie przez cała trasę powrotną, aż do samego kempingu.


Na krótką chwilę zatrzymujemy się na tarasie schroniska Torrani. Tutaj mamy okazję chwilę porozmawiać z dwójką sąsiadów z za południowej granicy, którą widzieliśmy na półce prowadzącej przez wielką ciemną ścianę, tuż za kominem.

Przyznam, że ich wariant drogi podejściowej do ferraty Alleghesi, aż z kempingu Palafavera bardzo mnie zdziwił, gdyż nigdy go nie brałem pod uwagę.


Od schroniska ruszamy ścieżką wytyczoną na wschodnią stronę, zgodnie z tabliczką 〈poniżej〉.

Pierwszy fragment obu tras, czyli drogi normalnej i dojścia do ferraty Tissi jest wspólny.


Jak widać na zdjęciu 〈poniżej〉, teraz perć ma już całkiem inny charakter. Nie ma już wielkich głazów, jak pod szczytem. Schodzimy po dość stromych skałach, a w zagłębieniach leży dość dużo drobnego skalnego gruzu.

Cały czas idziemy według znaków farby na skałach. A ponieważ utrzymujemy w miarę stałą odległość, to w zasadzie każdy z nas jest w zasięgu jednego znaku. Choć przyznam, że na całym zejściu było kilka takich miejsc, że od jednego znaku nie było widać następnego i decyzja, w którą stronę iść, nie była taka prosta i oczywista.


Jest już późne popołudnie i na niebie nad szczytami zbierają się malutkie chmurki i co najważniejsze poprawia się nieco widoczność krajobrazu. Na pierwszą małą panoramę 〈poniżej〉 trafia dość daleki Sorapis.



A nieco po lewej i jeszcze dalej, nad całą okolicą góruje strzelisty i postrzępiony wachlarz Cristallo 〈poniżej〉. Jak sobie przypomnę naszą wspólną wycieczkę wielką granią przez Cristallo, to w sumie taka pogoda, jaka nam się trafiła dziś, jest chyba wyjątkiem. W większości pogoda nas nie rozpieszczała, że już nie wspomnę załamania pogody, które nas pogoniło na drugą stronę szczytu Croda Rossa di Sesto.



Via normale jest drogą długą i spotkamy na niej dużo różnych skalnych formacji. Po pierwszym dość łagodnym odcinku, zaraz poniżej schroniska, dalsza trasa jest dużo bardziej stroma i jak widać na zdjęciu 〈obok〉 prowadzi ciekawymi wąskimi półeczkami.

Zwracam uwagę, że takie odcinki z reguły nie są ubezpieczone, więc wymagają dość dużej uwagi, gdyż nie można się już tutaj wspierać i zabezpieczać dodatkowo poręczówką.


W kilku miejscach na trasie droga normalna zbliża się do wielkich płatów śniegu, na szczęście jednak do nich nie dochodzi 〈obok〉.

Jest już również po największych roztopach, w czasie których ze szczytu spada najwięcej gruzu tworzącego piargi, dlatego w czasie całego dnia, były nie więcej niż dwa, trzy przypadki kiedy to niedaleko nas spadały kamienie.

 

Doszliśmy do ciekawego trawersu 〈obok〉, który jest ubezpieczony dość nową poręczówką zawieszoną na bardzo starych skoblach. W zejściu to miejsce nie nastręcza żadnych technicznych problemów, zwłaszcza że jest całkowicie sucho. Ale w przypadku podejścia, po silnych wcześniejszych opadach deszczu, będzie to miejsc trudne i dość niebezpieczne.


Widoczny wcześniej trawers doprowadza nas do miejsca, gdzie droga normalna prowadzi po bardzo gładkich i stromych płytach 〈obok〉.

To miejsce jest również ubezpieczone i to są tym razem nowe zabezpieczenia.

A na zdjęciu właśnie jeden z naszych południowych sąsiadów, który chyba postanowił w tempie sportowym pobić rekord szybkości schodzenia z Civetty.

 

A na zdjęciu 〈obok ∗〉 jedno z bardziej mylących orientacyjnie miejsc na całej via normale, szczególnie przy zejściu, na którym zaznaczyłem strzałkami czerwonymi znaki farby, a zielonymi prawidłową trasę przejścia.

W miejscu, w którym stałem 〈w prawym dolnym rogu〉 w pierwszej chwili od razu rzuca się w oczy duży znak na wprost daleko na samej grani. A prowadzi do niego skalna mokra i skośna półka, przecięta strumieniem.

Trzeba poświęcić dobrą chwilę by zauważyć, w dole po lewej drugi mało widoczny znak farby. Całkiem inaczej jest, jeżeli ten odcinek przechodzimy do góry. Droga sama się przed nami logicznie układa.


Kolejnym miejscem ważnym z punktu bezpieczeństwa są gładkie strome płyty 〈obok〉.

Jak widać na zdjęciu zrobionym wyjątkowo do góry, tym razem na zabezpieczeniach i poręczówce nie można polegać.

Stare zardzewiałe pręty już dawno się poluzowały i są powyrywane ze skały.


Długim stromym zboczem, poprzecinanym szerokimi szczelinami zbliżamy się do końca drogi via normale 〈obok〉.

Charakterystyka tego odcinka miejscami przypomina strome i ubezpieczone szlaki, jakie są w masywie Selli.

Podpowiem tylko, że niektóre z nich są opisane w serwisie.

 

Kolejne zdjęcie 〈obok〉, to ewidentny przykład, że nawet na drogę normalną wypada zabierać kask. To następna na trasie, bardzo stroma i gładka płyta, która została zabezpieczona poręczówką. Sposób zamocowania tej luźno wiszącej poręczówki wskazuje, że raczej pełni ona tutaj tylko funkcję mini poręczy zabezpieczającej przed poślizgnięciem.

Niestety kotwy mocujące tą poręczówkę są zamontowane dużo za nisko, przez co warunkiem skorzystania z tej liny jest konieczność mocnego pochylenia się i przechodzenia w dość nie naturalnej pozycji. Na dodatek trzeba bardzo uważać by nie zawadzić głową o wystający kant skały 〈błyskawica〉.


Bardzo długa via normale powoli się kończy i dochodzimy do coraz bardziej płaskiego terenu 〈obok〉, za którym zaczynają się ogromne piargi.

A, że schodzimy cały czas wschodnią ścianą, to robi się już powoli ciemno, choć nieco dalej na południu szczyty lśnią jeszcze w słońcu.

 

Przed nami ostatnie miejsce na trasie wymagające szczególnej uwagi 〈obok〉. To duża i dość niebezpieczna szczelina, jaka po roztopach utworzyła się pomiędzy skałami a ogromnym płatem śniegu zalegającymi górny odcinek piargów.

Szczelina przy samych skałach ma minimum ze trzy metry głębokości, a jej szerokość sięga tak około metra. Nie ma innego wyjścia jak ją stabilnie przeskoczyć, asekurując się czekanem przed poślizgnięciem na dość stromym w tym miejscu śniegu.

Po przejściu szczeliny, odwróciłem się na drugą stronę i stwierdziłem, że idąc na szczyt drogą normalną, taka szczelina może być barierą nie do przejścia, dla nie jednego turysty. Szczególnie przy tak dużej ilości śniegu, jaki jeszcze pozostał po bardzo śnieżnej zimie.


Na śniegu jest wydeptana dość wyraźna ścieżka 〈obok〉, co jednak oznacza, że dużo osób przechodzi tą drogę. Sami z rana widzieliśmy na podejściu piargami pod via normale, więcej osób, niż na całej ferracie.

A ponieważ za nami już nikt nie schodził, więc najpewniej liczna grupa turystów, w tym dwoje dzieci, które wiekowo na pewno były za młode by być w wieku gimnazjalistów, pozostała na noc w schronisku. To taka drobna uwaga i odpowiedź na pytanie, ile trzeba mieć lat by spróbować wejść na Civettę drogą normalną.


Przechodzimy dość szybko niewygodne strome i śliskie piargi, za którymi jest krzyżówka szlaków turystycznych pod wschodnią ścianą szczytu 〈obok〉.

Biegnie tędy znana turystyczna droga nazwana „Anello Zoldano”, która na odcinku wschodniej ściany Civetty ma również drugą nazwę „Sentiero Tivan”.

Tutaj można uważać, że kończy, lub jeżeli ktoś ruszamy na szczyt, zaczyna się Via normale al Civetta.


podsumowanie


uwagi do przejścia via normale

◊  Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa, brzmi: czym od ferraty różni się via normale? Jak pisałem na początku obie trasy zostały wytyczone już ponad sto lat temu. Są jednak bardzo różne, szczególnie pod względem stopnia trudności. Ferraty Alleghesi bez istniejących na niej sztucznych ułatwień nie przejdzie żaden turysta. Są na niej miejsca wymagające znajomości podstaw wspinaczki i asekuracji, które przechodzimy wykorzystując sztuczne ułatwienia. Via normale pod tym względem jest dużo prostsza. Zgadza się, są również liczne miejsca, na których trzeba się wspinać, jest to jednak najniższy stopień trudności, który alpiniści przechodzą w normalnych warunkach, czyli bez śniegu i lodu, bez żadnej asekuracji. Dzisiaj jak widać, rozwój masowej turystki spowodował, że te kilka miejsc newralgicznych na drodze normalne zostało również zabezpieczone poręczówką. Choć do jej stanu technicznego i logiki poprowadzenia, można mieć dużo więcej zastrzeżeń niż do bardzo dobrze zabezpieczonej ferraty Alleghesi.

◊  Via normale wypada poznać, dlatego dobrze jest taką drogę za pierwszym razem przejść od dołu. Mamy wtedy możliwość zrezygnować z dalszej trasy w pierwszym miejscu stanowiącym dla nas techniczną, siłową lub lękową barierę. Jeżeli natomiast wybieramy drogę normalną na zejście, musimy być całkowicie pewni, że nią bezpiecznie zejdziemy.

◊  Ostatnia uwaga dotyczy już warunków śnieżno-lodowych. O ile ferratę można przejść szczególnie, jeżeli odcinki gdzie gromadzi się śnieg, są dobrze ubezpieczone. To z via normale, już może być całkowicie inaczej. Nawet letnie fronty pogodowe i opady śniegu, który topnieje po dwóch, trzech dniach, na drodze normalnej może uniemożliwić jej przejście. Polecam opis dwóch ferrat Sentiero attrezzato Passo Santner oraz Sentiero Oskar Schuster, które przeszedłem w takich letnich śnieżnych warunkach. Proszę porównać warunki na tych ferratach i wyobrazić sobie jakby wyglądała Via normale al Civetta przy takim śniegu. Trasa była by wtedy skrajnie niebezpieczna.

czasy przejścia via normale

◊  Przewodnikowy czas wejścia na wierzchołek Civetty drogą normalną wynosi 3h 30min. Czas ten należy rozbić na dwa etapy, dojście do schroniska Torrani, które zajmuje 2h 50min oraz wejście na wierzchołek, na które potrzeba 40min.

◊  Nasz czas zejścia ze szczytu Civetty, do krzyżówki szlaków w Sass dell Nin 〈2181m〉, wynosił 2h 50min, w tym była około 20 minutowa przerwa na tarasie schroniska Torrani.


etap IV

Pelmo na dobranoc


 

Po przejściu ferraty Alleghesi i zejściu na dół via normale, na kemping wracamy dwie godziny prawie tą samą trasą, co opisane powyżej podejście w etapie I, gdyż końcowy odcinek idziemy już tylko nartostradą. Jest ona dość stroma i mało wygodna, ale jak tutaj zrezygnować z takich widoków na Pelmo 〈obok〉.

Choć trasa prowadzi w dół nie spieszymy się i idziemy tak samo powoli jak byśmy szli pod stromą górę. Pełni wrażeń z wspaniałej trasy i zadowoleni ze zdobycia najpiękniejszego szczytu w Dolomitach, mamy okazję porozmawiać o naszych wspólnych górskich planach.

W pogoni dzisiejszych czasów są jednak chwile, kiedy nie powinniśmy się spieszyć, dla mnie było tym wejście na szczyt Civetty wraz z Łukaszem. Choć już kilka razy miałem okazję być na szczycie wcześniej, obiecałem że zdobędziemy go razem i po długim czasie udało się nam to zrobić.

 

podsumowanie trasy


Czas przejścia poszczególnych etapów:

◊  I - dojście do ferraty: około 4h, w tym:
     - podejście z kempingu w okolicę filara: 3h,
     - przerwa na drugie śniadanie i ubranie uprzęży: 40min,
     - podejście do ferraty: 20min,
◊  II - wejście na szczyt trudną Via ferratą Alleghesi: 3h 45min, w tym:
     - dojście do wielkiego komina: 1h 45min,
     - przerwa na śniadanie pod wielkim kominem: 15min,
     - przejście od komina do szczytu: 1h 45min,
◊  na wierzchołku Civetty: około 1h,
◊  III - zejście ze szczytu Via normale: 2h 50min, w tym:
      - zejście ze szczytu do schroniska Torranii: 25min,
      - przerwa na tarasie schroniska: około 20min,
      - zejście drogą normalną od schroniska: 2h 5min,
◊  IV - powrót na kemping: 2h;

Łącznie: na przejście całej trasy potrzebowaliśmy prawie 11h.

Zdjęcia: a jest ich dużo więcej niż wykorzystałem w opisie, zrobiłem w podanym czasie przejścia.

Przejście: opisanej trasy - sierpień 2013r.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. Kijki według upodobań, ale przydatne przy tak długim i wysokim podejściu, jakie wybraliśmy. Natomiast w wariancie, który nazwę schroniskowym można z nich zrezygnować.

Civetta jest szczytem wysokim i nie tylko na początku lata do bezpiecznego przejścia ferraty Alleghesi i Via normale mogą być niezbędne raki i czekan. Oczywiście zależy to od pozostałości pokrywy śnieżnej i tego jak długo się utrzymuje. Raki oraz czekan mogą być jednak niezbędne do dojścia do ferraty Tissi, a ruszanie bez nich na taki płat śniegu, jaki utrzymywał się w środku tego lata jest nie tylko niebezpieczne, ale po prostu lekkomyślne.

Rękawiczki są tym o czy muszę napisać specjalnie. Ferratę Alleghesi można spokojnie przejść bez rękawiczek, szczególnie w suchy dzień, kiedy skała nagrzana słońcem bardzo szybkie schnie. Inaczej jest z ferratą Tissi, kiedy nią schodzimy, gdzie na przewieszkach musimy korzystać ze skobli i poręczówki. Niestety rękawiczki, które zawsze z sobą mam, ale z nich z reguły nie korzystam, ubrałem już na samym dole z bardzo prozaicznej przyczyny. Dwa dni wcześniej na ferracie Eterna idąc bez rękawiczek, słońce tak mocno spaliło mi nadgarstki, że następnego dnia nie mogłem ich dotknąć. I to pomimo używania przez cały dzień kremu z filtrem +30. Tak, więc jak widać rękawiczki były moim drugim po okularach słonecznych, zabezpieczeniem przed słońcem.


niespodzianka


 

Już na zakończeniu strony poświęconej Civecie mała niespodzianka, którą jest galeria zdjęć 〈obok〉 o przewrotnym tytule „dzień według sowy”. Dzień, gdyż pierwsze zdjęcia prezentują szczyt w świetle zachodzącego słońca. Druga seria zdjęć, to poranek następnego dnia, czyli według sowy można by powiedzieć, że minął dosłownie jeden dzień.

By móc zobaczyć Civettę „płonącą w świetle wschodzącego słońca” wystarczy w kapciach wyjść bardzo wcześnie rano z namiotu na kempingu w Pecol. Jeżeli do tego dodamy jeszcze niezwykłe widoki Pelmo o zachodzie słońca 〈obok〉, te zdjęcia są jeszcze niestety tylko w moim archiwum, ale obiecuję że znajdą się w galerii wschody i zachody słońca, to już nie ma się czemu dziwić, że miejsce to jest jednym z moich ulubionych na bazę wypadową w Dolomity.

Słowniczek:

attrezzato  - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita  - szałas, bacówka,
bivacco  - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
camoscio  - kozica,
campanile  - dzwonnica, wieża przy kościele,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
ghiacciaio  - lodowiec,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
parco nazionale  - park narodowy, rezerwat,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
sasso  - kamień, głaz,
scoiattolo  - wiewiórka,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
torre  - wieża, baszta,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

 

Opisana trasa jest na mapie: Tabacco nr-025.

© wdolomitach.pl
strona główna