Passo Santner w masywie Catinaccio
Sentiero attrezzato Passo Santner, jak sama nazwa mówi jest to ubezpieczona ścieżka, która prowadzi na jedną z przełęczy na głównej grani masywu Catinaccio. Jest to ferrata niezwykła, pod wieloma względami. Gdybym miał określić ją jednym zdaniem, to bym powiedział: to wyjątkowa ferrata, na której żelastwo nie szpeci naturalnego piękna skalnej trasy.
 

Ferrata prowadząca na Passo Santner to idealny przykład na to, jak można wędrować po Dolomitach. Na przełęcz Santner można bez problemu dojść szlakami turystycznymi od wschodniej strony. Ale trasa ferraty przebiega po wspaniałej zachodniej ścianie. A na dodatek ferrata jest poprowadzona niezwykle logicznie. Idąc od dołu w górę, powoli narastają trudności skalne. W każdym momencie można zawrócić z dalszej trasy.

Co ciekawe, na tej trasie jest wyjątkowo mało przysłowiowego żelastwa. Można po prostu powiedzieć, że jest go właśnie tyle, żeby bezpiecznie pokonać wszystkie trudności, a nie ułatwić całkowicie i bezsensownie przebieg trasy.

Uzupełnieniem tego opisu jest galeria pierwszy letni śnieg w Catinaccio 〈obok〉, do której zdjęcia zrobiłem w czasie tej wyprawy.


etap I

Frommer Alm 〈1743m〉 - Rifugio A. Fronza 〈2339m〉


Wyprawę rozpoczynam od Frommer Alm, na drodze biegnącej wzdłuż całej zachodniej strony masywu Catinaccio. To w zasadzie tylko parking przy kompleksie kolejek linowych, gdyż obok jest tylko jeden hotel. Na parkingu w Frommer Alm jestem już o 8 rano. Już jadąc tutaj całą trasę obserwowałem pogodę. Powinien dziś być pierwszy pogodny dzień, po zimnym froncie, który przeszedł nad Dolomitami. Co prawda można iść na ferraty we mgle i sam tak robiłem na początku, ale dzisiejszą trasę wybrałem specjalnie. Ferrata przez Passo Santner ma być uzupełnieniem opisu masywu Catinaccio i jednocześnie początkiem nowego działu.


Jak widać na zdjęciu 〈poniżej〉 poranek nie nastraja zbyt optymistycznie. Ciemne chmury wiszą nad Catinaccio, a poranne mgły zakrywają nawet łąki podchodzące pod sam masyw.

Z plecaka wyjmuję aparat i zaczynam dość nerwowo chodzić po całej okolicy.


Ponieważ blisko nic nie widać, szukam zwiastunów dobrej pogody daleko. Na pierwszy ogień idzie pobliski Latemar 〈poniżej〉.

Widzę, że dość mocno wieje wiatr. Zatem nie jest źle, może rozwieje te chmurzyska. Tylko ile trzeba czekać, żeby coś z tego wiatru doszło tutaj nad Catinaccio?


Minęło już pół godziny i jedyne, co się poprawiło to tylko tyle, że lekko widać dzwonnice 〈poniżej〉.

Czekam następne 30 minut, ale tracę cierpliwość i robię to, co inni, czyli zabieram cały majdan i ruszam na kolejkę linową. Po sprawdzeniu, że ostatni zjazd na dół jest o 17-tej, jak niepoprawny optymista postanawiam kupić bilet w obie strony za 11€.


Do schronisko Fronza można również dojść pieszo. Nie ma jednak bezpośredniego biegnącego szlaku, więc trzeba iść kolejno nr-2c i nr-549. Biorąc pod uwagę różnicę wysokości i długość szlaku trzeba na to poświęcić, co najmniej 2h.


etap II

Rifugio A. Fronza 〈2339m〉 - początek ferraty 〈około 2450m〉


Od schroniska Fronza do miejsca w którym zaczyna się ferrata jest 1,5 km. Biorąc pod uwagę, że na tarasie schroniska można sobie spokojnie usiąść, jest to dobre miejsce do założenia uprzęży. Można potem na ferratę iść z marszu, bez szukania jakiegoś dogodnego miejsca pod ścianą szczytu.


Na tarasie schroniska, z którego roztacza się dobra panorama na całe północno-wschodnie Dolomity i Alpy daleko na horyzoncie.

Jak widać na zdjęciu 〈obok〉 dość szybko dołączam do grupy, której pogoda nie odstraszy od wyprawy na Passo Santner.


Na tyłach schroniska zaczyna się ścieżka, która doprowadza do kilkumetrowego skalnego progu. Próg ten, jest zabezpieczony linką. Proszę się nie zwieść pozorom, to nie jest jeszcze ferrata.

Po wejściu na ten próg, docieramy do drogowskazu 〈powyżej〉, przy którym skręcamy w lewo 〈na północ〉. Za kilka godzin przyjdę w to samo miejsce, tylko z drugiej południowej strony.


Dojście do ferraty prowadzi pochyłym zboczem szczytu Catianccio 〈obok〉. Idziemy ścieżką 〈żółta linia〉 do miejsca, w którym ścieżka robi się bardziej stroma i powoli wchodzi w ścianę szczytu 〈czerwona linia〉. Jest to właśnie początek ferraty na Passo Santner.


etap III

początek ferraty 〈około 2450m〉 - Rifugio Passo Santner 〈2734m〉


Na samym dole tej strony są zdjęcia całej trasy ferraty, które zrobiłem specjalnie już po południu. Wtym celu ponownie podchodziłem od widocznego powyżej drogowskazu do miejsca, z którego mogłem zobaczyć całą ścianę szczytu. Jak widać prowadzenie takiego serwisu do czegoś zobowiązuje, a rano o dobrych zdjęciach mogłem tylko pomarzyć.


Początek ferraty nie jest specjalnie oznakowany. Jedyne co może nas naprowadzać to ślady czerwonej farby na widocznych miejscach 〈obok〉.


W sumie trudno jest zgubić trasę. Początkowy odcinek ferraty prowadzi naturalną skalną percią 〈poniżej〉. Na szczęście tak nisko nie ma śniegu.

Również nie pada deszcz, więc ten odcinek nie stanowi żadnych trudności. Ścieżka powoli wznosi się coraz wyżej i wyżej, przez co podstawa szczytu na dole zaczyna powoli być coraz niżej i niżej...


Uwaga:
Zwracam uwagę na ten początkowy odciek, bo nie ma na nim zabezpieczeń. A jak zauważyłem to są osoby, które czują się pewniej wiedząc, że mają obok metalowa linkę do asekuracji.


Początkowy odcinek trasy to miejsce, z którego można jeszcze czasami spojrzeć do tyłu 〈poniżej〉.

Na zdjęciu widać schronisko Fronza, a daleko w tle Latemar i coraz więcej jasnego nieba ze słońcem.


Ścieżka nadal prowadzi naturalną percią po zboczu szczytu 〈obok〉.


Ubezpieczenia pojawiają się dopiero po napotkaniu pierwszych trudniejszych miejsc 〈obok〉.


Trasa ferraty robi się coraz bardziej stroma 〈obok〉. Skała jest miejscami tak stroma, iż musimy po niej wchodzić z wykorzystaniem rąk. Tutaj bardzo przydaje się znajomość podstawowych zasad wspinaczki.


Przyda się również umiejętność wchodzenia po drabinie. A to dlatego, że pierwszą większą rozpadlinę skalną 〈obok〉 pokonujemy po drabinie. Miejsce lokalizacji drabiny jest oznaczone żółtą linią.


Na zdjęciu 〈obok〉, ostatni odcinek ferraty widoczny z daleka. Jest on najtrudniejszy, ale również najładniejszy.

Proszę zapamiętać to miejsce, bo łatwiej będzie wtedy zlokalizować prawidłową trasę.

uwagi:
- przebieg ferraty pokazany jest linią czerwoną,
- jak widać ferrata wyprowadza skałami po lewej stronie stromego żlebu,
- proszę nie próbować wchodzić do góry żlebem, gdyż jest on bardzo niebezpieczny!


Uwaga:
Widoczna na zdjęciu w żlebie, grupa turystów nie szła prawidłową trasą ferraty. Grupę tą miałem okazję dojść kiedy już byłem w tym żlebie. Jak się wtedy okazało, to cały ten tramwaj prowadził przewodnik i kilka osób było przez niego asekurowanych liną. Nie komentuję z reguły takich sytuacji jaką tam zobaczyłem. Ale prawda jest taka, że co najmniej dwie z widocznych na tym zdjęciu osób, nie powinny się znaleźć na tej trasie i to szczególnie w tym dniu po opadach śniegu.


Na zdjęciu 〈obok〉 początek trasy wyjściowej ze żlebu. Jest to bardzo stromy, prawie pionowy odcinek. Przy tym śniegu na skałach, to kilka metrów trudnej klasycznej wspinaczki.

Możliwości są dwie:
- albo wejście siłowe po poręczówce;
- albo za przykładem tego bardzo młodego ale równie sprytnego pasjonata ferrat, można wejść klasycznie obok liny asekuracyjnej.


Jeszcze tylko kilka metrów małego śnieżnego trawersu po malutkiej półeczce 〈obok〉, z najładniejszym widokiem na trasie... i...


...już jesteśmy na samej górze, czyli na przełęczy Santner.


Od wyjścia ze schroniska Fronza minęło 2h 20min. Co zatem robić z całym pozostałym czasem tego pięknego pochmurnego dnia? Oczywiście można zejść ferratą na dół. Ale osobiście radzę iść dalej, nawet jeśli się już dokładnie zna całe Catinaccio.


etap IV

Rifugio Passo Santner 〈2734m〉 - Rifugio Vaiolet 〈2243m〉


Kolejny etap to zejście do miejsca, które jest szczegółowo opisane 〈 tutaj 〉 w relacji ze szlaków.


Rifugio Passo Santner jest małe 〈poniżej〉. Przy schronisku znajdują się stoły i ławy, zatem jest to dobre miejsce na zrzucenie z siebie uprzęży i wyjęcie z plecaka kijków, które już mi będą towarzyszyć na całej pozostałej trasie.

Dochodzi godzina 13-ta a poprawy pogody, jak nie było tak nie ma. Nie ukrywam, że z kiepską miną ruszam na dół szlakiem nr-542.


Gdzieś w połowie drogi dostrzegam już słynne Turnie Vaiolet i małe jeziorko, a nad nim Rifugio Re Alberto I 〈poniżej〉.

Szukam wśród głazów dobrego miejsca, żeby się okopać i czekać na jakieś promienie słońca lub mały wiaterek, żeby rozpędził te małe chmurki zasłaniające turnie.


Jedyne efekty jakie dało półgodzinne oczekiwanie widać na zdjęciu 〈obok〉.


Rifugio Re Alberto znajduje się na skraju kotła Gartl. Za schroniskiem jest już górny odcinek doliny Vaiolet i wschodnia strona Catinaccio 〈poniżej〉.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić ile tu było ludzi kilka dni wcześniej, kiedy byłem na trasie rekonesansu Catinaccio.


Jedyną pociechą tej pochmurnej sytuacji jest fakt, że się nie muszę martwić o mijanki na szlaku i mogę iść spokojnie samym środkiem ścieżki.

Szlak nr-542 w wielu miejscach jest tak rozdeptany, że prowadzi w kilku miejscach. Jest również dość stromy, więc moje kijki mocno pracują. Uważam tylko, żeby miały mocne oparcie na tej ścieżce.


Powoli zbliżam się do schronisk, dużego Vaiolet i mniejszego Preuss 〈poniżej〉, bardzo ładnie położonego na skraju skalnego progu.

Powoli również pojawia się pogoda. Szkoda tylko, że tak późno.


Przy schroniskach kończy się kolejny etap mojej wyprawy.


etap V

Rifugio Vaiolet 〈2243m〉 - Passo Coronelle 〈2630m〉


Ponieważ aktualnie jestem po wschodniej stronie głównej grani Catinaccio, pora wrócić z powrotem na zachód, z którego zaczynałem swoją wyprawę.


Zanim pójdę szlakiem na południe, który prowadzi pod Cima Catinaccio, mogę porównać jak dziś wygląda najwyższy szczyt w tej okolicy czyli Catinaccio d’Antermoia.

Pomimo, że nie widać całego wierzchołka, śnieg dodaje mu uroku i powagi 〈powyżej〉.


Przede mną szlak nr-541 i jeszcze niewidoczna przełęcz Coronelle.

Z daleka widzę, że szlak zaczyna powoli wznosić się coraz wyżej i zanika w małym kotle pod przełęczą.


Zatem ruszam na południe. Jeszcze tylko jeden, pewnie ostatni tego lata rzut oka na piękne Turnie Vaiolet 〈obok〉.

Wiem, że jeszcze kiedyś zawitam tutaj do kotła Gartl, ale zrobię to po południu.

No i mam nadzieję, że pogoda będzie dla mnie bardziej łaskawa. A wtedy, na pewno pojawią się nowe zdjęcia, tych skalnych iglic.


Schroniska Vaiolet i Preuss już daleko za mną 〈poniżej〉. Patrzę z daleka na przełęcz Principe, na której byłem kilka dni temu.

Zszedłem ze skalnego progu i powoli pnę się do góry szlakiem nr-541.


Minąłem już połowę drogi do przełęczy Coronelle. Teraz towarzyszy mi długa skalna postrzępiona grań Larsech 〈poniżej〉.

Powoli niebo zaczyna się przejaśniać. Lepiej późno, niż wcale. Za mną ponad połowa trasy i na szczęście nie spadła ani jedna kropla deszczu, o śniegu wolę nie wspominać... bo to jeszcze jest lato.


Dochodzę do wysokiej przełączki Davoi 〈2416m〉. Teraz widzę dopiero, że wczorajsza prognoza pogody się sprawdziła.

Jak przystało na najwyższy szczyt całego masywu, ozdobiony resztkami śniegu Catinaccio d’Antermoia prezentuje się wspaniale 〈obok〉.


Ostatnie metry przed przełęczą to mały zielony kociołek. Jestem dokładnie na południowym skraju dość rozległego szczytu Cima Catinaccio.

Od Passo Coronelle dzieli mnie dosłownie kilka minut. Na przełęczy oczywiście robię sobie przerwę.


etap VI

Passo Coronelle 〈2630m〉 - Rifugio A. Fronza 〈2339m〉


Ostatni etap tej wyprawy to zejście z przełęczy do schroniska Fronza, z którego wyruszyłem na trasę kilka godzin wcześniej.


Siedzę na Passo Coronelle i nie chce mi się schodzić. Nie dlatego, żebym był zmęczony. Głównym powodem mojego lenistwa jest widok na wschód 〈poniżej〉.

To oczywiście Królowa Dolomitów Marmolada od południowo-zachodniej strony. Coś mi się wydaje, że jeszcze w tym roku tam zawitam.


Pora ruszać. Pierwsze kroki w żlebie robię bardzo ostrożnie. Nachylenie jest niezwykle strome, a nie wiem jak się mocno trzyma te drobne podłoże 〈poniżej〉.

Z szybkich obserwacji wyliczam, że dokładnie połowa idzie z kijkami, a połowa bez. To taka uwaga, dla tych co dotychczas kijków na szlakach nie używali. Różne są zdania na ten temat, ale osobiście nigdy w Tatrach kijków na szlakach nie używałem, a w Dolomitach uważam, że są niezbędne.


Po pierwszych, bardzo ostrożnych krokach idę pewnie tym żlebem na dół.

Jak można zauważyć 〈powyżej〉, są tu nawet małe ułatwienia.


Dość szybko żleb robi się szeroki i mniej pochyły 〈obok〉.


Na dole, idę już prosto do widocznego schroniska Fronza. Przede mną cały czas ściana, po której prowadzi ferrata na Passo Santner 〈poniżej〉.

Nareszcie mogę podejść bliżej i zrobić do tego opisu porządne zdjęcia trasy ferraty.


Jest również poranny drogowskaz 〈poniżej〉.

Zrobienie tej pętli zajęło mi prawie 6 godzin.


Rano, jedyne co mnie interesowało to pogoda. Teraz mogę sobie pooglądać schronisko Fronza 〈poniżej〉.

A ponieważ mam bilet na kolejkę linową, która jeszcze kursuje postanawiam spędzić trochę czasu w okolicach tego miejsca.


podsumowanie


Sentiero attrezzato Passo Santner

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                  ferrata średnio trudna,
   - sześcio-stopniowa:
                  B - dla osób znających ferraty i posiadających pewne doświadczenie;

◊  start - Rifugio Fronza 〈2339m〉;

◊  początek ferraty - zachodni skraj szczytu Catinaccio 〈około 2450m〉 - 〈 żółta gwiazdka 〉;

◊  koniec ferraty - południowy skraj kotła Gartl 〈2743m〉 - 〈 zielona gwiazdka 〉;

◊  czas:
   - dojścia do ferraty od schroniska około 40min,
   - przejścia ferraty około 1h 45min.

Uwaga:
Opisany tutaj kierunek przejścia ferraty, czyli z dołu do góry jest naturalnym kierunkiem przejścia trasy. Można również ferratę przejść odwrotnie, czyli z góry na dół. Nie uważam jednak, żeby takie rozwiązanie było optymalne i czymś uzasadnione. Chyba, że dobrze znamy resztę masywu Catinaccio, a na wyprawę tą ferratą ruszamy wyłącznie w celu dotarcia do kotła Gartl i zobaczenia Turni Vaiolet.

 

Sentiero attrezzato Passo Santner



Legenda:

  ◊  żółta gwiazdka - początek ferraty;
  ◊  zielona gwiazdka - koniec ferraty;
  ◊  czerwona linia - trasa ferraty.

 

Polecam duże zdjęcie z trasą ferraty.

Czas przejścia:

Przejście całej trasy zajęło mi prawie 6h, w tym około 30min czekałem specjalnie na poprawę pogody w kotle Gartl. Do tego czasu, trzeba doliczyć około 1 godziny, to oczekiwanie na poprawę pogody na parkingu we Frommer Alm i tarasie schroniska Fronza.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. W przypadku, kiedy skały tak jak tutaj pokrywa mały śnieg wskazane specjalnie wzmocnione rękawiczki na ferraty. Kijki według upodobań, ale bardzo przydatne. Natomiast zwracam uwagę na to, żeby na trasie samej ferraty kijki były dokładnie przymocowane do plecaka i nie wystawały za bardzo na bok, bo można łatwo nimi zawadzić o skałę. Co bardzo przeszkadza we wspinaczce.

 

Uwaga:

W Vademecum na stronie z mapkami oraz 〈 tutaj 〉 i 〈 tutaj 〉 znajdują się mapki masywu Catinaccio, które polecam przy wyprawie na ferratę.

Trasa Sentiero attrezzato Passo Santner na mapie: Tabacco nr-06.

© wdolomitach.pl
strona główna