wielką granią przez Cristallo
Kto z turystów nie słyszał o Cristallo lub nie widział na zdjęciu tego skalnego wachlarza, skoro jest on na większości zdjęć prezentujących najładniejsze krajobrazy Cortiny d’Ampezzo? Chyba nie ma takiego miłośnika gór szczególnie, że to również dzięki Cristallo zaczęła się moda na ferraty w Dolomitach.
 

Zdjęcia Cristallo są w tylu galeriach serwisu, że na wprowadzenie przygotowałem tylko małą galerię 〈obok〉 z kilkoma panoramami. Jak można się w niej przekonać, wszystkie zamieszczone tam zdjęcia przedstawiają masyw z tej samej strony a po kolorach widać, że różna jest tylko pora dnia i roku.

Ale taki już jest Cristallo. Nie tylko fotografujemy go od południa, ale również od tej strony ruszamy na szlaki lub ferraty. O innych miejscach wartych zobaczenia się nie mówi i właściwie nie pamięta.

Jako uzupełnienie tego opisu, oczywiście polecam szczegółowy opis Cristallo, jaki jest w głównym dziale serwisu, którym są Dolomity.

W serwisie jest również opis ferraty Ivano Dibona, która jest drugą ferratą znajdującą się na głównej grani masywu. To dość stary opis z początków naszego poznawania Dolomitów, kiedy jeszcze nie było tego serwisu w Internecie.


Ospitale 〈1490m〉


Wyprawę zaczynamy z Ospitale, czyli w miejscu, z którego prawie nikt na Cristallo nie chodzi. Nie rozumiem tego szczególnie, że po przejściu ferraty Dibona na parking w Ospitale jest pół godzinki i to z góry. W tym dniu oprócz nas, jest tutaj tylko jeden samochód, też z daleka, bo z Holandii.

Tłumy turystów, które w czasie wakacji ruszają na Cristallo, wjeżdżają do góry kolejką z Rio Gere. Można tak zrobić, jeżeli celem jest krótka ferrata Bianchi, ale nie Dibona, po której do Rio Gere trzeba wracać przez całą dolinę, a jeżeli nie zdążymy na ostatni zjazd kolejki to wyjdzie nam około 3 godzin.

Ospitale to w zasadzie miejsce na mapie. W rzeczywistości jest to jeden hotel turystyczny przy drodze nr-51, która prowadzi z Cortiny d’Ampezzo do Dobiacco. Tylko proszę drogi nr-51 nie pomylić z drogą nr-48, którą również prowadzi do Dobiacco, ale przez Misurinę.

Od rana nad Dolomitami świeci piękne słońce. Na północ od Cortiny zaczyna się Park Narodowy, a Ospitale leży niemal na jego skraju. Jest cicho i pusto, a okolica w niczym nie przypomina tej, z czego słyną Dolomity.

Gdyby nie widoczna na zdjęciach 〈powyżej i obok〉 Col Rosa z ferratą Ettore Bovero, to można by pomyśleć, że jesteśmy gdzieś w naszych polskich górach.


etap I

Ospitale 〈1490m〉 - Rifugio G. Lorenzi 〈2932m〉


Może to i lepiej, że tak mało turystów przyjeżdża do Ospitale, bo parking jest tutaj wyjątkowo mały. Ale uważam, że warto jednak zaryzykować i spróbować ruszyć na Cristallo właśnie z tego miejsca.


Z parkingu ruszamy na ścieżkę, przy której stoi widoczny z daleka drogowskaz 〈poniżej〉. W zasadzie dziś mapa jest nie potrzebna, gdyż w obie strony będziemy iść szlakiem nr-203, który prowadzi przez całą górską dolinę.

Widoczny na tabliczce znak nr-208 odchodzi na północ i prowadzi na bardzo mało znaną ferratę Rene de Pol, która znajduje się na północno-zachodnim skraju masywu Cristallo.


Pierwszy odcinek szlaku dość szybko pnie się do góry, miejscami jest bardzo stromy i radzę nie ruszać za szybko, bo można się zatkać, a jeszcze cały dzień przed nami.

Idziemy oczywiście przez stary las 〈powyżej〉, dość kamienistą drogą. Panuje tutaj idealna cisza, którą przerywa tylko szum płynącego nisko w dole strumienia.


Dość szybko dochodzimy do pierwszego turystycznego drogowskazu 〈poniżej〉, który znajduje się w miejscu, gdzie odchodzi ścieżka na ferratę Ivano Dibona. Jak widać na zdjęciu wszystkie turystyczne drogowskazy w tej części masywu są wyjątkowo stare.

Ponieważ wszyscy przechodzą ferratę Ivano Dibona zaczynając od Rio Gere skąd dwoma kolejkami linowymi jadą do schroniska Lorenzi, tutaj wypada im koniec i zejście z ferraty. Niestety, ale powrót z tego miejsca do Rio Gere jest wyjątkowo długi.


Szlak cały czas ostro pnie się pod górkę a pierwsze szczyty, które dostrzegamy znajdują się daleko na północy 〈poniżej〉. To teren, do którego prowadzi jedna z opisanych 〈 tutaj 〉 wycieczek w dziale Szlaki.



Kolejny drogowskaz na szlaku wskazuje szlak nr-202 〈poniżej〉, którym można dojść w rejon małej bocznej grani Pomagagnon, jaka wspaniale prezentuje się na wszystkich panoramach Cristallo.

W zasadzie szlakiem nr-202 można by dojść aż do Cortiny tylko, że trzeba by zejść jednym z najgorszych żlebów, którym prowadzi szlak turystyczny.


Doszliśmy do znanej już nam bardzo starej kapliczki przy drodze, którą pamiętamy po wyprawie na ferratę Ivano Dibona 〈poniżej〉 i gdzie wtedy, ciesząc się z przejścia zaśnieżonej trudnej ferraty robiliśmy sobie zdjęcia.

Niestety, ale wszystko jest zniszczone bezpowrotnie, czas i srogie górskie zimy nie oszczędziły tutaj nic, nawet tego starego wodopoju.


Za nami zniknął już gęsty stary las i idziemy przez górskie hale. A na północy można by powiedzieć, że bez zmian, czyli nadal dużo letnich białych chmur nad niskimi szczytami 〈poniżej〉. Ale powoli odsłania się najpiękniejszy szczyt, który tam się znajduje. Na szczęście będziemy mieli okazję zobaczyć go dziś w pełnej krasie.



Masyw Cristallo ma bardzo ciekawą budowę, dlatego polecam opis, który jest w głównym dziale serwisu, jakim są Dolomity. Jest tam również mapka i można zobaczyć główną grań oraz odchodzące od niej na południe postrzępione wielkie odnogi.

Właśnie minęliśmy pierwszą z wielkich grani odchodzących na południe 〈powyżej〉. Grań widoczna na zdjęciu znajduje się akurat na granicy dwóch dolin, Padeon i Granda.

 

Dość szybko mijamy następną odnogę grani, a za nią wyłania się najbardziej znane i najczęściej odwiedzane przez turystów miejsce w całym masywie Cristallo 〈obok〉.

To oczywiście wielki żleb opadający spod przełączki na głównej grani, prowadząca w nim kubełkowa kolejka linowa oraz schronisko G. Lorenzi.

 

Jesteśmy w środku doliny Padeon i zbliżamy się powoli do kolejki linowej w żlebie 〈obok〉. Za nami, nisko w dole 〈po lewej〉 stacja zimowego wyciągu narciarskiego. A przed nami, bardzo zdewastowana górska dolina. Niestety, ale również w Dolomitach na siłę tworzy się jeszcze wyciągi narciarskie. Kilka lat temu ten wyciąg był dopiero budowany. Tak to jest niestety, bo masyw Cristallo nie znajduje się na terenie chronionym.

 

Szlak, którym idziemy omija dużym łukiem, najdalej wysuniętą na południe jedną z bocznych odgałęzień z głównej grani 〈obok〉. To Cresta Bianca, gdzie na wierzchołek Cristallino d’Ampezzo, można wejść ferratą Ivano Dibona.

Jak przyjrzymy się skale i temu jak mocno jest ona zwietrzała, to już nie powinniśmy się dziwić tak ogromnym piargom, pod każdym dolomitowym żlebem.

 

Jesteśmy już w linii spadku żlebu, w którym malutkie kubełki kolejki linowej, szybko mkną do góry z coraz to nową grupą turystów spieszących się, by zobaczyć to znane ze zdjęć miejsce 〈obok〉.


Pierwszy etap za nami 〈poniżej〉. Dojście do dolnej stacji kubełkowej kolejki linowej zajęło nam prawie dwie godziny. Zrzucamy plecaki i robimy przerwę, wypada się wzmocnić przed wyprawą na ferratę.

Do tego miejsca, można dojechać wyciągiem krzesełkowym, który prowadzi z Rio Gere tylko, że wtedy trzeba tam wrócić, co jest po prostu niewygodne szczególnie, jeżeli mamy zamiar przejść całą Dibonę.


W czasie przerwy cały czas niecierpliwie spoglądam na przełączkę, nad którą z drugiej 〈północnej〉 strony cały czas nadciągają gęste białe chmury 〈poniżej〉.

Drugie śniadanie zjedzone, dlatego nie zwlekamy ani chwili, tylko kupujemy bilety i w drogę na kolejkę. Oczywiście do bujających kubełków, plecaki bierzemy do ręki.


Przed wjazdem do góry radzę się chwilę zastanowić i kupić bilet odpowiedni do wycieczki, by potem nie kupować drugiego na zjazd w pełnej cenie. Jeżeli ruszamy na ferratę Bianchi, to oczywiście kupujemy bilet w obie strony. Natomiast, jeżeli mamy w planie przejście całej ferraty Ivano Dibona to tylko na wjazd.

Inaczej, jeżeli chcemy przejść obie. Tutaj decyzja powinna zależeć od pogody. Jak jest stabilna i pewna to nie ma problemu. Gorzej jak jest taka, jak na tych zdjęciach. Trzeba liczyć, że po przejściu ferraty Bianchi i powrotu na przełączkę, zmiana pogody na gorszą może uniemożliwić dalszą trasę przez Dibonę i radzę jednak kupić bilet w obie strony. Przynajmniej będzie motywacją do zjazdu z grani i ewentualnego powrotu na Cristallo, jak nie następnego dnia, to może za kilka lat.


kolejką do góry


Wsiadamy pojedynczo do kubełków, jest wtedy więcej miejsca i można otworzyć okno i z bliska pooglądać wielki żleb 〈poniżej〉.

Webcamery 〈 tutaj 〉 i 〈 tutaj 〉 na ten żleb to moje ulubione strony z Dolomitów wczesną wiosną. A to, dlatego, że w ten sposób obserwuję ilość śniegu i to jak szybko topnieje. Kiedy śnieg w żlebie stopnieje to oznacza, że można bezpiecznie przejść już przez wszystkie żleby w Dolomitach.

 

A na przełączce wita nas całkowicie inna pogoda, bo temperatura jest niższa, o co najmniej 15 stopni, wieje przenikliwy wiatr i jest bardzo duża wilgotność powietrza.

Jak widać na zdjęciach 〈obok〉 górna stacja kolejki linowej znajduje się na skałach po lewej 〈patrząc od dołu〉 stronie.


Jeden rzut oka na żleb od góry 〈poniżej〉 i już wiem, że zapewne nieco poczekamy na przełączce w oczekiwaniu na lepszą pogodę, zanim ruszymy na ferratę.

Jedna uwaga, przez cały dzień zauważyłem tylko jedną dwójkę turystów, którzy z przełączki schodzili na dół, co nie jest takie proste ani przyjemne biorąc pod uwagę, że nie ma tutaj żadnej poprowadzonej ścieżki.


Forcella Stounies 〈2918m〉 - Rifugio G. Lorenzi 〈2932m〉


 

Przełączka na grani Cristallo nie jest taka mała skoro widać ją z daleka, jako wielką szczerbinę, tak charakterystyczną dla tego szczytu.

Dlatego nie ma się, czemu dziwić, że na górze mieści się nie tylko ta wciśnięta pod skały kolejka linowa ale również dość duże jak na to miejsce schronisko z tarasem widokowym 〈obok〉.

Jest tylko jeden problem to zdjęcie, na którym widać miejscami niebieskie niebo, przedstawia widok zrobiony już z ferraty Bianchi.


A teraz pogoda niestety jest taka, jak na zdjęciu 〈obok〉, które zostało zrobione z tarasu schroniska i przedstawia widok w kierunku gdzie powinien być główny wierzchołek.

To nasza druga wizyta w tym miejscu i po raz drugi zamiast ruszyć na ferratę, jesteśmy zmuszeni niecierpliwie oczekiwać na poprawę pogody.


Widzimy, jak z ferraty wracają już pierwsi turyści 〈obok〉, a nad szczytem zaczyna rozwiewać chmury.

Patrzymy na zegarki, musieli dojechać tutaj jednym z pierwszych kursów z Rio Gere.

Mamy dość duże opóźnienie i o przejściu obu ferrat na Cristallo raczej już nie myślimy, choć żaden z nas nic na ten temat głośno nie mówi.


Wiatr zmienił kierunek z północnego na wschodni i powoli ze wszystkich stron zaczyna się przejaśniać. Po raz pierwszy widać już całą północną stronę masywu Cristallo 〈poniżej〉.

Wyjmujemy z plecaków uprzęże i zaczynamy szybko się szykować do ferraty.


Via ferrata Marino Bianchi


Ferrata Bianchi powstała w czasie największego rozwoju turystyki w Dolomitach, kiedy po zimowej olimpiadzie w Cortinie d’Ampezzo, góry te zaczęły być odkrywane przez masowych turystów. To wtedy powstało najwięcej nowych ferrat, które istnieją do dziś.



Jedną z rzeczy charakteryzujących ferraty z tamtych lat są ich patroni, którymi najczęściej byli słynni przewodnicy lub alpiniści. Tak samo było z dwoma ferratami, jakie powstały na Cristallo.


kilka uwag do opisu


Ferrata Bianchi jest opisana trochę nietypowo, inaczej niż inne w serwisie. Wynika to z tego, że w czasie wejścia na szczyt i powrotu tą samą trasą, mieliśmy trzy załamania pogody, w tym dwa z intensywnym marznącym deszczem w czasie, których po prostu szliśmy dalej, a mój aparat lądował szczelnie zamknięty w pokrowcu na dnie plecaka.

Kiedy po raz pierwszy przejrzałem zdjęcia od razu zobaczyłem, że nie da się opisać całej trasy tak jak to fotografowałem, bo są duże przerwy w relacji. Ale najważniejsze jest to, że pomimo faktu, iż trasę pokonujemy dwa razy na szczyt i z powrotem, to te same miejsca na zdjęciach wyglądają inaczej.

Ferrata Bianchi jest typową graniówką pokonywaną w obie strony. Przy ładnej pogodzie, na całej trasie można iść spokojnie, koncentrować się wyłącznie na bezpiecznym pokonywaniu wszelkich trudności i mijankach, które miejscami są dość kłopotliwe.

Inaczej jest, kiedy pogoda jest zmienna, a trasę częściowo zakrywają chmury lub mgły. Wtedy najważniejsza jest dobra orientacja i ocena tego, w którym miejscu jesteśmy, gdzie się schronić oraz jak szybko i bezpiecznie wrócić.

Ponieważ najważniejsze jest wejście, a w zasadzie dojście do charakterystycznej turni na grani z pionową ścianką, oznaczonej na zdjęciach 〈ciemno zielona strzałka〉, to przygotowałem szczegółowy opis tego jak wygląda trasa ferraty, patrząc od schroniska Lorenzi w stronę szczytu.


przebieg trasy ferraty


Różnica wysokości od schroniska Lorenzi do wierzchołka Cima di Mezzo wynosi tylko 222m, można zatem powiedzieć, że mamy do pokonania dość mały szczyt. Lecz trzeba pamiętać, że trasa bardzo często kluczy i bez względu, w którą stronę idziemy, mamy do pokonania dużo wejść i zejść małymi ściankami. Do przedstawienia całej trasy ferraty Bianchi wykorzystałem zdjęcie pochodzące z jednej ze starszych galerii 〈poniżej ∗〉.


Uwaga:
Jeżeli, przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉 - jest symbol gwiazdki    to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia.



Legenda:

  ◊  gwiazdki:
     - czerwona - Monte Cristallo 〈3221m〉,
     - zielona - Cima di Mezzo 〈3154m〉,
     - niebieska - Cristallino d’Ampezzo 〈3008m〉,
  ◊  strzałki:
     - czarna - zęby,
     - ciemno zielona - turnia na grani,
  ◊  żółty znaczek - Rifugio Lorenzi 〈2932m〉,
  ◊  pomarańczowa błyskawica - szczerbina.


Uwaga:
Symbole wykorzystane w legendzie, zastosowałem poniżej na czterech zdjęciach prezentujących kolejne fragmenty ferraty. Dzięki temu, mamy możliwość idąc granią dość dokładnie zlokalizować miejsce na trasie, w którym aktualnie się znajdujemy.

 

zdjęcie nr-1


Na zdjęciach 〈obok ∗〉 miejsce oddalone zaledwie kilka minut od schroniska, zaraz po długim w miarę prostym trawersie, przed dużymi ostrymi turniami, które nazwałem „zębami”.

Z tego miejsca widać największy odcinek ferraty.

Polecam duże zdjęcie 〈po prawej ∗〉, na którym widać na turni na grani dwie malutkie kropeczki, to turyści na ferracie.


Legenda:

  ◊  gwiazdka zielona - daleko na grani niewidoczny wierzchołek Monte Cristallo,
  ◊  strzałki:
     - czarna - zęby,
     - ciemno zielona - turnia na grani,
     - fioletowe - metalowe drabiny na trasie ferraty,
  ◊  pomarańczowa błyskawica - szczerbina.


Uwaga:
Turnię na grani widać od schroniska Lorenzi, miejsce to jest również przedstawione na zdjęciach z drogi powrotnej, kiedy nad masywem na kilka minut pojawiło się czyste niebo i zaświeciło słońce.

 

zdjęcie nr-2


Na zdjęciach 〈obok ∗〉 widać długi odcinek stromego podejścia, jakie jest za „zębami” i prowadzi aż do „turni na grani”.

Zdjęcie zrobiłem w czasie stromego zejścia z „zębów”, już przed samą „szczerbiną”.


Legenda:

  ◊  gwiazdka zielona - daleko na grani niewidoczny wierzchołek Monte Cristallo,
  ◊  strzałki:
     - zielona - trasa ferraty,
     - fioletowa - drabina na trasie ferraty,
     - ciemno zielona - turnia na grani,
  ◊  pomarańczowa błyskawica - szczerbina.


Uwaga:
Jest to największe podejście na całej trasie, którego przejście zajmuje najwięcej czasu, a wszystkie mijanki na tym odcinku są dość kłopotliwe, ale tak dla ścisłości, to wszystkie mijanki na ferracie Bianchi są utrudnieniem zajmującym dodatkowo dużo czasu.

 

zdjęcie nr-3


Na zdjęciach 〈obok ∗〉 górny odcinek stromego podejścia przed samą „turnią na grani”.

Na zdjęciach widać lokalizację drabin, jakie są na tym odcinku ferraty, a w rogu 〈dolnym prawym〉 widać fragment „zębów”.


Legenda:

  ◊  strzałki:
     - zielona - trasa ferraty,
     - fioletowa - drabina na trasie ferraty,
     - ciemno zielona - turnia na grani,
     - czarna - zęby,
  ◊  pomarańczowa błyskawica - szczerbina.


Uwaga
Na tym odcinku jest dużo płatów starego śniegu, zalega również wyjątkowo dużo skalnego gruzu, natomiast okolica stromej szczerbiny na grani jest często pokryta lodem, który tworzy się nawet latem z topniejącego śniegu.

 

zdjęcie nr-4


Na zdjęciach 〈obok ∗〉 jest przebieg trasy ferraty po zboczu „turni na grani”, która opada nad granią ciekawą schodkowatą ścianką.

Na dużym zdjęciu 〈po prawej ∗〉 widać turystów jest, zatem dość dobrze oddana proporcja, tego stromego i trudnego miejsca.


Legenda:

  ◊  gwiazdka zielona - daleko na grani niewidoczny wierzchołek Monte Cristallo,
  ◊  strzałki:
     - zielona - trasa ferraty,
     - fioletowa - drabina na trasie ferraty,
     - ciemno zielona - turnia na grani.


Uwaga
W piękny słoneczny dzień największą trudnością w przejściu tego odcinka mogą być mijanki, natomiast jak to było w tym dniu, polecam opis nieco niżej, ale najgorsze było czyszczenie bardzo śliskich chwytów i stopni z gruzu i zalegającego na nim padającego zmarzniętego gradu.


etap II

Rifugio G. Lorenzi 〈2932m〉 - Cima di Mezzo 〈3154m〉


Dość wyczekiwania na idealną pogodę, bo na taką można się przez cały dzień nie doczekać, ruszamy na ferratę. Ponieważ dużo więcej turystów jest po drugiej stronie, na ferracie Ivano Dibona, zatem wszystkie mijanki, nie powinny nam zająć zbyt dużo czasu. Niestety, ale jest to dużym minusem ferrat pokonywanych w obie strony.


Opuszczamy taras schroniska Lorenzi i ruszamy na ferratę Bianchi, która zaczyna się przy pamiątkowej tablicy 〈obok〉.

Jedyną zaletą tak zmiennej i niepewnej pogody jest to, że na ferracie nie widać zbyt dużo osób.


Z dość dużej grupy osób, które na tarasie schroniska Lorenzi czekały tak jak my na poprawę pogody 〈poniżej〉, większość poszła w przeciwną stronę.

To chyba magia znanego mostka na ferracie Ivano Dibona przyciąga tam większość turystów.


Ferrata Bianchi jest graniówką, ale na trasie jest wyjątkowo mało miejsc, w których prowadzi ona ściśle ostrzem grani.

Jedno z nich znajduje się zaraz na starcie 〈obok〉. Takie same są również ostatnie metry przed wierzchołkiem, ale to dopiero przed nami.

 

Za nami pierwsze małe podejście, zatem jesteśmy jeszcze dość nisko ale już widać wiszący mostek 〈po prawej〉 znany z filmu „Na krawędzi„ - bo właśnie tutaj, w Dolomitach kręcono ten film.


Ferrata Bianchi dość często przechodzi z jednej, południowej strony grani, na drugą północną.

Trawersujemy pierwszą większą ściankę od południa, przez co powoli znika z tyłu za nami, widoczne dotychczas schronisko 〈obok〉.


A przed nami pierwsza ścianka, którą trawersujemy od południa 〈obok ∗〉, wspinając się następnie po wąskiej rysie 〈zielona strzałka〉.

Widoczną rysą wchodzimy na pierwszy z „zębów”, czyli charakterystyczny punkt, jaki przyjąłem w opisie trasy ferraty.


Ferrata nie prowadzi przez same czubki „zębów, tylko mijamy je trawersem.

A, że akurat z przeciwnej strony idzie jeden turysta 〈obok〉, mamy okazję przećwiczyć pierwszą mijankę.

 

Po mijance, zatrzymujemy się na pierwszym „zębie” i patrzymy do tyłu, gdzie po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć całą przełączkę z kolejką i schroniskiem oraz mostkiem na ferracie 〈poniżej i obok〉.

Na dużym zdjęciu mostka, widać dwójkę turystów wracających w stronę przełączki. Tak robi większość osób idących na ferratę Ivano Dibona gdyż mało kto przechodzi całą trasę. Głównym powodem jest oczywiście bardzo długa trasa powrotna przez całą dolinę Padeon, aż do Rio Gere.


Schodzimy z pierwszego „zęba”, a przed nami już pojawia się drugi, dużo większy 〈obok〉.

To właśnie z tego miejsca zrobiłem pierwsze zdjęcie, wykorzystane wcześniej przy opisie całej ferraty.

 

Jak widać na zdjęciach 〈obok〉 podejście nie jest trudne.

Natomiast jest dość kłopotliwe z powodu bardzo dużej erozji skał, co widać szczególnie dobrze na dużym zdjęciu.


Dość szybko wchodzimy na drugi „ząb” 〈poniżej〉, a po drodze mijamy schodzącą powoli i ostrożnie około 10-cio letnią dziewczynkę 〈jest widoczna na zdjęciu wcześniejszym〉.

Ostatni odcinek prowadził lewą 〈północną〉 stroną grani, więc mamy okazję sprawdzić jak z tego miejsca wyglądają północne rejony gór.

 

Z miejsca, w którym jesteśmy roztacza się również bardzo ciekawy widok na trasę, jaką mamy już za sobą 〈obok〉, z krzyżem przy schronisku Lorenzi, lekko przesłoniętym małą mgiełką. To bardzo interesujący i fotogeniczny odcinek ferraty graniowej i to prawie na wysokości 3 tysięcy metrów.


Trasa ferraty przechodzi na prawą 〈południową〉 stronę grani 〈obok〉 i zaczynamy zejście do kolejnego charakterystycznego punktu w opisie ferraty, jakim jest „szczerbina”.

Przed nami widać długie podejście, aż do charakterystycznej „turni na grani”.


Schodzimy z drugiego „zęba„ na „szczerbinę” 〈obok〉.

Trasa jest miejscami trudna i bardzo niewygodna, gdyż prowadzi po bardzo zniszczonych skałach, gdzie zalega wyjątkowo dużo kruszywa.


„Szczerbina” 〈pomarańczowa strzałka〉 to bardzo wąskie wcięcie w grani, dość niebezpieczne i w taki dzień jak ten częściowo oblodzone 〈obok ∗〉.

Dalszy przebieg ferraty wskazuje poręczówka 〈fioletowa linia〉.


Zaczynamy najdłuższe podejście na trasie ferraty, które prowadzi aż do charakterystycznej „turni na grani”.

Są to długie zakosy na zboczu grani, poprzecinane małymi ściankami.

A, że przed nami na ferracie idzie para sympatycznych Czechów 〈obok〉, trzymamy się za nimi w odpowiedniej odległości.


Cały ten odcinek jest średnio trudny z kilkoma pojedynczymi miejscami trudnych do wspinaczki kilkumetrowych ścianek.

Widoczne na tym zdjęciu 〈obok〉 i pozostałych z ferraty duże płaty śniegu to stary mocno zbity i miejscami zlodowaciały śnieg.


Niestety, ale w tym czasie nad grań nadciągają powoli coraz gęstsze i niższe chmury, z których zaczyna siąpić drobna, ale gęsta mżawka. Szybko chowam aparat do pokrowca i ląduje on bezpiecznie na dnie plecaka. Po przygodzie z kozicami w Sorapis, kiedy się przekonałem, że moja lustrzanka nie jest nieprzemakalna wolę być ostrożny.

 

Jesteśmy już przy pierwszej z drabin 〈obok〉, jakie są na tym odcinku. Ich lokalizację wskazują strzałki w krótkim opisie u góry strony.

Przejścia drabin nie są trudne technicznie, ale na Cristallo z nimi jest inny problem. Z reguły z każdej drabiny wychodzi się na małą półkę, a tutaj wszystkie takie miejsca są zasypane drobnym gruzem i kamieniami.


Po zdjęciach z drabiną, mój aparat ląduje w plecaku jeszcze szybciej niż go wyjmowałem. Pada już na całego, na szczęście nie jest to letnia burza, tylko kolejna chmura zimnego pogodowego frontu, bo teraz już pada mały zmarznięty lodowaty deszczyk.

I tak to doszliśmy do „turni na grani”, zatem proponuję sprawdzić jak wygląda to miejsce na zdjęciach na początku opisu ferraty. Turnia opada nad granią, dość stromą ścianką z widocznymi progami. Przejście tego trudnego odcinka przy normalnej pogodzie nie wymaga specjalnych umiejętności zwłaszcza, że w jednym miejscu jest tam drabina. To ta druga zaznaczona na zdjęciach wyżej.

W zasadzie to ruszyliśmy na tą trudną ściankę szybko i bez chwili zastanowienia się czy pogoda pozwoli nam dojść na szczyt. Pewnie zrobiliśmy dobrze, bo po wejściu w czasie, którego zmagałem się z zimną liną, bardzo śliskimi i mokrymi chwytami i stopniami zasypanymi drobniutkim lodem, mogliśmy się zatrzymać, zdjąć plecaki, wyjąć coś do picia i zauważyć, że ... poprawia się pogoda.


Pierwszym miejscem, które zobaczyliśmy było schronisko Lorenzi 〈poniżej〉, bo tam dość szybko ustąpiły chmury.

Za nami już drugie silne załamanie pogody od chwili, kiedy wjechaliśmy kolejką linową do góry. A poranek był tak wspaniały i nic nie zapowiadało takiego kapryśnego dnia.


Wiatr przewiał chmury również nad głównym wierzchołkiem Cristallo i granią, którą idziemy 〈poniżej〉.

Przed nami kolejna wielka skałka na grani, ale tym razem omijamy ją po lewej stronie.


Im bliżej szczytu tym grań robi się węższa. Doszliśmy do grzędy 〈obok〉, którą ferrata przecina. Przechodzimy po widocznej ściance na drugą 〈lewą〉 stronę.


Od dawna z nikim się nie mijaliśmy. Co innego dzieje się z drugiej strony masywu. Na ferracie Ivano Dibona zrobiły się całkiem duże korki 〈poniżej〉. Jak sięgnę pamięcią, to mogę powiedzieć, że my to mamy farta. Jak byliśmy tam na mostku i ruszyliśmy potem na ferratę, to chyba byliśmy jedynymi turystami, którzy wtedy przeszli całą Dibonę mokrą, śliską i częściowo zasypaną śniegiem.



 

Patrząc na otaczające nas góry, które nabrały pięknego blasku i fragment trasy ferraty będący przed nami od razu widać, że wyszło słońce 〈obok〉.

Tymczasem na długim trawersie po lewej 〈północnej〉 stronie grani mijamy dwójkę, od dawna niewidzianych turystów. A ponieważ jest tutaj dość szeroka perć 〈powyżej〉 z szybką mijanką nie ma żadnych problemów.

 

Z trawersu robię jedno zdjęcie do tyły, gdzie już dość daleko widać schronisko 〈obok〉. A skoro my jeszcze nie widzimy szczytu to teraz wiadomo, dlaczego od schroniska nie widać samego wierzchołka. To przez specyficzną budowę tej grani.


Podchodzimy krótką percią na samej grani pod kolejną skalną grzędę 〈obok〉.

Wejście na grzędę zagradza mała ścianka z nieodzowną poręczówką.

 

Trochę słońca na niebie i turnie wschodniej grani masywu Cristallo nabierają pięknego blasku 〈obok〉.

A przed nami grań robi się coraz węższa, idziemy cały czas prawie samym ostrzem, to chyba najpiękniejszy odcinek całej ferraty 〈powyżej〉.


Po długim oczekiwaniu na poprawę pogody przy schronisku, potem trudnej wspinaczce w marznącym deszczu, możemy teraz kilka krótkich chwil poświęcić na oglądanie okolicznych krajobrazów 〈poniżej〉.

Najładniej prezentują się północne rejony gór. Do szczytu pozostało już naprawdę mało, a że nie widać już żadnych wysokich skał przed nami, na pewno jesteśmy już na wysokości około 3100m.

 

Grań Cristallo przed nami nabiera stromego sierpowatego kształtu 〈po prawej〉. Dostrzegamy również mały krzyż na wierzchołku Cima di Mezzo.


Zanim zdążyliśmy dojść do krzyża nad grań przywiało kolejną chmurę 〈po lewej〉.

Zaczynamy naszą krótką przerwę na wierzchołku niecierpliwie oczekując, co będzie dalej z pogodą?


W piękne słoneczne dni jest tutaj pewnie dość dużo osób, ale dziś już jesteśmy sami.

Dwoje turystów z Czech dość szybko ruszyło z powrotem do schroniska, więc i my powoli zaczynamy się zbierać w drogę powrotną.


Mogłoby się wydawać, że po wejściu na szczyt opis ferraty można uważać za zakończony. Jest to jednak błędna opinia, a sam się przekonałem o tym, kiedy przeglądałem zdjęcia. Ta sama trasa, kiedy pokonujemy ją w obie strony może wyglądać całkowicie inaczej i nie chodzi tutaj tylko o krajobrazy, jakie mamy przed sobą. Dlatego zapraszam do kolejnego etapu i dalszego opisu ferraty Bianchi.


etap III

Cima di Mezzo 〈3154m〉 - Rifugio G. Lorenzi 〈2932m〉


 

Opuszczamy pusty wierzchołek Cima di Mezzo w chwili, kiedy zaczynają padać pierwsze kropelki drobnego deszczu 〈obok〉. To już trzecie załamanie pogody. Czyżby miała się sprawdzić stara maksyma „do trzech razy sztuka” i dziś już więcej nad górami nie zaświeci słońce?


Pierwszy odcinek drogi powrotnej pokonujemy w miarę szybko 〈poniżej〉, przecież nie minęło więcej jak pół godziny, kiedy tędy szliśmy.

Kopuła szczytowa Cristallo to najbardziej płaski odcinek ferraty, ale również prowadzi najwyżej, zatem w przypadku burz lub załamania pogody to tutaj będzie najbardziej niebezpiecznie.

 

Nie trzeba burzy wystarczy, że nad szczyt przywieje chmury, które całkowicie zakryją trasę ferraty, by zrobiła się ona niebezpieczna i trudna orientacyjnie. Za nami nic nie widać już po kilkunastu metrach 〈po prawej〉. Idąc na szczyt wierzchołek widzieliśmy z dużo większej odległości.


Na grani cały czas wieje silny wiatr i na szczęście już nie pada 〈po lewej〉.

W takich miejscach o pogodzie z zasady nie rozmyślam, ale cały czas mam na myśli krajobrazy, których mi będzie brakować do tego opisu.

 

Wszystkie załamania pogody w tym dniu przychodziły od wschodu, czyli od głównego wierzchołka Cristallo, a tego już od dawna nie widać 〈obok〉.

Przed nami długi trawers 〈powyżej ∗〉 z jednym średnio trudnym podejściem, prowadzący do „turni na grani” 〈zielona strzałka〉, przez którą silny wiatr, co chwilę przewiewa kolejną chmurę z deszczem.


Jak widać na zdjęciu 〈poniżej ∗〉, o kilka minut wyprzedza nas jedna dwójka. Jest jeszcze dość wcześnie, ale nikogo idącego na szczyt nie widać.

Na tak wysokiej grani, jaką prowadzi ferrata trzeba być przygotowanym na każdą nagłą zmianę pogody, szczególnie tą gorszą. Ale zdarzają się i te lepsze, a taka miała przyjść zaraz po dojściu do „turni na grani” 〈zielona strzałka〉.

 

Doszliśmy do „turni na grani”, gdzie zauważyłem ciekawe zjawisko. Zła pogoda doszła do głównego wierzchołka Cristallo i tam ciemne opadowe niskie chmury się zatrzymały 〈obok〉.

Zaczynamy zejście z turni, czyli przed nami miejsce, w którym w czasie wejścia na szczyt mocno wiało i padało. Przez co niestety, ale nie zrobiłem ani jednego zdjęcia.

 

Jesteśmy już na skraju „turni na grani”, a tutaj pogoda całkowicie inna, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki 〈obok ∗〉. Przez resztki małych chmurek, które zostały na Forcella Stounies, widać już schronisko Lorenzi 〈gwiazdka〉.

Zaczynamy zejście 〈powyżej〉, czyli przed nami ten fragment ferraty, którego brakowało na zdjęciach z wejścia.


A skoro jest pogoda, to jak widać na zdjęciach 〈obok〉 są również wspaniałe górskie krajobrazy. To wspaniała Croda Rossa, czyli szczyt wyjątkowo piękny i położony w miejscu, gdzie zagląda mało turystów. Są, co prawda w okolicy tego szczytu szlaki turystyczne, ale z bliska nie zobaczymy tego co widać z Cristallo. Nie ma chyba innego miejsca z ładniejszym widokiem na Croda Rossę, niż tutaj na tej grani na wysokości około 3000m.

 

Zejście z „turni na grani” jest strome i trudne technicznie 〈obok i poniżej〉 szczególnie, że skała jest jeszcze dość mokra i śliska.

Zanim się ruszy na tą ściankę warto chwilę poświęcić i sprawdzić, czy ktoś idzie z przeciwnej strony, bo jest to jedno z trudniejszych miejsc do mijanki.

 

Jak widać na zdjęciach 〈poniżej〉 pogoda postanowiła nam wynagrodzić wszystkie wcześniejsze niedogodności. Zatrzymujemy się zatem w każdym miejscu, z którego można zrobić ładne zdjęcie.

Na dwóch małych panoramach 〈obok〉, jest oczywiście początkowy, najciekawszy odcinek ferraty Dibona i Croda Rossa w całej okazałości.


Wyjątkowo powoli, pokonujemy fragment ferraty pomiędzy „turnią na grani” a „zębami”.

I tak już w tym dniu nie zdążymy przejść obu ferrat, a do widocznego schroniska nie mamy już daleko.

A tak dla ścisłości to dobrze, że schodząc nie snuliśmy żadnych planów by przynajmniej przejść przez mostek na Dibonie i wrócić.

 

Już za nami największa stromizna na trasie ferraty i metalowe drabiny, które tam były a przed nami wspaniale prezentujące się turniczki, które nazwałem „zębami” 〈obok〉.

Przebieg trasy ferraty prezentuje zdjęcie 〈powyżej ∗〉 i zaznaczona 〈fioletowa linia〉 poręczówka.


Przed nami ostatnie metry, jakie nas dzielą od wąskiej „szczerbiny” w grani 〈poniżej〉, na przejście których potrzebujemy zaledwie kilka minut.

Chwilami słyszymy odgłosy z kolejki linowej i głośne rozmowy turystów z tarasu schroniska. To nie był jednak koniec wrażeń z ferraty Bianchi.


Przeszliśmy „szczerbinę”, czyli minęło kilka minut i nagle nad grań napłynęły niskie chmury, z których zaczęło mocno padać.

Zaskoczony takim obrotem sytuacji, już nie chowałem aparatu, zrobiłem zdjęcie na trawersie przez „zęby” 〈obok〉 i ruszyłem za Łukaszem.


To czwarte załamanie pogody wygoniło wszystkich turystów z góry, zatem przy kompletnie pustym schronisku w deszczu pozuję do ostatniego zdjęcia z ferraty 〈obok〉.

Nawet nie zdejmujemy kompletnie mokrej uprzęży tylko pakujemy się do kolejki linowej i zjeżdżamy na dół.


Z odstępem kilku lat przeszliśmy we dwójkę obie ferraty na wspaniałej grani masywu Cristallo. Czy kiedyś uda się nam trafić na takie warunki, które pozwolą nam przejść te dwie ferraty na grani w ciągu jednego dnia - nie wiem? Planować tego chyba nie będziemy, ale jeżeli kiedyś nadarzy się taka okazja to jej nie zmarnujemy, bo warto tu wrócić.


podsumowanie


Via ferrata Marino Bianchi

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata trudna,
   - sześcio-stopniowa:
                  B - dla osób już znających ferraty i posiadających pewne doświadczenie;
   - według opisu czterech parametrów:
                T-1,  O-1,  F-1,  P-2,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  specyfika - typowa ferrata graniowa, której trasa prowadzi z przełączki na wierzchołek;

◊  lokalizacja - znany i oblegany masyw Cristallo w okolicy Cortiny d’Ampezzo;

◊  dojście do ferraty - można dojść szlakiem turystycznym do kolejki linowej w żlebie;

◊  dojazd do ferraty - możliwość dojazdu kolejką linową z Rio Gere do schroniska przy samej ferracie;

◊  trasę ferraty - pokonujemy dwa razy, w drodze na szczyt i w czasie zejścia;

◊  mijanki - to chyba największy minus tej ferraty, które znacznie mogą opóźnić czas przejścia;

◊  na ferracie - brak miejsc do rezygnacji i zejścia z trasy.

specyfika ferraty i uwagi do przejścia


To jedna z najbardziej dostępnych ferrat w całych Dolomitach. Jeżeli wycieczkę zaczniemy w Rio Gere, to dwoma kolejkami linowymi dojedziemy na taras przy schronisku Lorenzi dosłownie pięć metrów od początku ferraty. To oczywista zaleta i niestety przyczyna tłoków na trasie, które są tutaj każdego letniego i słonecznego dnia .

Kolejną rzeczą bardzo charakterystyczną dla tej ferraty, na którą mało kto zwraca uwagę jest jej wysokość, gdyż zaczynamy na przełączce na wysokości 2932m i dość szybko osiągamy trzy tysiące. A tutaj jak widać było w tym dniu, wszelkie zmiany pogody są dosłownie prawie błyskawiczne.

Wysokość to również fakt, że często zamiast deszczu pada grad, a odcinki zacienione są często oblodzone. Wystarczy małe załamanie pogody, zimny wiatr od północy i trasa robi się ekstremalnie niebezpieczna. O burzy lepiej nie pisać, ale przestrzegam przed ruszaniem na tą trasę w burzowy letni upalny dzień.

Na pokonanie całej trasy trzeba zgodnie z przewodnikiem 3h 15min, czyli 1h 45min na wejście plus 1h 30min na zejście. Jeżeli burza kogoś złapie powyżej „turni na grani” nie będzie miał innego wyjścia, jak próbować ją przeczekać. Proszę pamiętać, że przy wyładowaniach atmosferycznych poręczówka może zamienić się w piorunochron.

trudności techniczne


Via Ferrata Marino Bianchi jest ferratą trudną, zarówno przy wejściu jak i w zejściu. Na tej trasie nie ma jednak wielkiego nagromadzenia takich skalnych trudności. Odcinki trudne są z reguły krótkie i poprzecinany łatwiejszymi przejściami.

Jednak radzę nie lekceważyć tej trasy, bo oprócz trudności skalnych opisana wyżej specyfika powoduje, że ferrata jest trudniejsza niż widać to na zdjęciach. Choć jak się popatrzy na ten opis i uwzględni, że miało to miejsce właśnie średnio na trzech tysiącach to widać, że rozwaga i rozsądek są potrzebne na całej trasie.


etap IV

Rifugio G. Lorenzi 〈2932m〉 - Ospitale 〈1490m〉


kolejką na dół


Cóż można napisać, kiedy się wraca na dół zamkniętym w małym kubełku 〈poniżej〉, po przejściu takiej ferraty, jaką jest Bianchi?

Chyba tylko tyle, że plany są po to by je zmieniać, a góry są niezwykle piękne i bardzo groźne, i to właśnie one tutaj rządzą a nie my!

Jest wczesne popołudnie, kiedy przy dolnej stacji kolejki linowej, z widokiem na szybko mknące w obie strony kubełki 〈obok〉, zaczynamy nasz odpoczynek połączony z turystycznym podwieczorkiem.


A na dole jest oczywiście ciepło i sucho, co niestety bardzo szybko każdego rozleniwia.

Pewnie byśmy tak dłużej się wylegiwali w dolinie pod szczytem, gdyby nie nagła burza, która zawitała nad Cristallo 〈powyżej〉, a czarne chmury przysłoniły całkowicie wszystko od połowy żlebu w górę.

 

Takiego obrotu sytuacji się nie spodziewaliśmy. Zatem powoli, ale z większą motywacją zbieramy się do powrotu na parking w Ospitale. Na szczęście w dolinie nie spadła ani jedna kropla deszczu, więc na pożegnanie robię jeszcze jedną panoramę 〈obok〉.


Dalekie odgłosy burzy powoli zanikają, nad masywem robi się cicho, a z grani zaczynają spływać gęste chmury 〈poniżej〉.

Powoli wracamy doliną, ale teraz w przeciwieństwie do poranka, trasa prowadzi cały czas w dół.

 

Nad całą okolicą zaczyna świecić słońce, jeszcze tylko główny wierzchołek Cristallo zakrywają chmury 〈obok〉. Idziemy teraz na północ, czyli w stronę najładniejszej pogody. Przechodzimy wzdłuż długiej grani Cristallo, którą dużo wyżej prowadzi ferrata Ivano Dibona. Po drodze mijamy tylko jedną pięcioosobową grupę turystów idącą w przeciwną stronę. Po ubiorach i sprzęcie domyślamy się, że przeszli całą ferratę Ivano Dibona i wracają doliną do Rio Gere. My natomiast po prawie dziesięciu godzinach kończymy naszą wyprawę na parkingu w Ospitale.

 

Na końcu polecam jeszcze jedną małą galerię 〈obok〉, która prezentuje uroki górskich skalistych turni i grani Cristallo zaraz po burzy, kiedy nad dolomitowymi szczytami zaczynały prześwitywać pierwsze promienie słońca.

 

podsumowanie trasy


Czas przejścia poszczególnych etapów:

◊  I - dotarcie do ferraty - 3h 25min, w tym:
     - dojście z Ospitale do kolejki linowej Son Forca - 1h 55min,
     - przerwa na posiłek i wjazd kolejką do schroniska Lorenzi - 20min + 20min,
     - czekanie na tarasie schroniska Lorenzi na poprawę pogody - 50min;
◊  II - wejście na szczyt Cima di Mezzo trudną Via ferratą Marino Bianchi - 1h 50min;
◊  III - zejście ze szczytu Cima di Mezzo trudną Via ferratą Marino Bianchi - 1h 30min;
◊  IV - zjazd kolejką linową i powrót do Ospitale - 2h 25min, w tym:
     - zjazd kolejką i przerwa w dolinie Padeon - 55min,
     - powrót na parking w Ospitale - 1h 30min,
◊   dodatkowo na szczycie Cima di Mezzo - około 15min.

Łącznie: na przejście całej trasy - około 9h 40min.

Uwagi:

Jak widać po czasie naszej wycieczki poświęciliśmy na nią wyjątkowo dużo czasu można by powiedzieć, że o ponad 3 godziny za dużo. Jeżeli na trasę ruszymy z Rio Gere, to dwoma kolejkami linowymi bez zmęczenia pokonamy całą trasę podejściową i powrotną. Na ferratę wystarczy 3h i 30 min, zatem doliczając jeszcze na wierzchołku 30 min, można to szybko przejść w 5-6 godzin. Taki wariant radzę wybrać wszystkim, którzy chcą przejść tylko ferratę Bianchi.

Kto jednak chce przejść ferratę Ivano Dibona radzę jednak by pojechał do Ospitale i ruszył tak jak my w tym opisie. Po zejściu z ferraty będzie miał tylko 30 minut do parkingu, a nie 2 godziny do górnej stacji kolejki linowej by zjechać do Rio Gere. A jak się nie zdąży na ostatnią kolejkę to trzeba dość niewygodnym szlakiem nr-203 wracać jeszcze dodatkową godzinę do Rio Gere.

Od Ospitale również polecam rozpocząć wyprawę, jeżeli planujemy przejść w tym dniu obie ferraty, czyli Bianchi i Dibonę z tym, że na szlak w Ospitale trzeba ruszyć, co najmniej dwie godziny przed pierwszą kolejką linową, by być przy kolejce w żlebie kiedy rano zacznie kursować.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. Mogą być również specjalnie wzmocnione rękawiczki na ferraty. Kijki według upodobań.

Na samym początku lata, do bezpiecznego przejścia niektórych odcinków na trawersach po północnej stronie grani mogą być niezbędne raki i czekan, co zależy od pozostałości pokrywy śnieżnej.

 

Opisana trasa jest na mapie: Tabacco nr-03.

© wdolomitach.pl
strona główna