skaliste progi Selli
Wiszące mostki na ferratach, tak jak widoczny na zdjęciu 〈na samej górze〉 to chyba najczęściej fotografowane miejsca. Każdy turysta, który zobaczy w książce, przewodniku lub stronie internetowej takie zdjęcie od razu sobie pomyśli, ja też tam muszę pójść - i tak tworzą się legendy.
 

Każdy masyw w Dolomitach ma swoją specyfikę, dlatego dotychczas zawsze porównywałem Sellę do ogromnego ciasteczka, bardzo popękanego po bokach. Ale nie tak dawno w 24 numerze tego czasopisma przeczytałem, że Sella była wyspą i co równie ciekawe, przechodząc trasę ferraty pokonujemy ponad 10 milionów lat kształtowania się skał masywu.

O tych wszystkich ciekawostkach już niedługo będzie można przeczytać w nowym opisie masywu, gdyż zdjęć na kolejną aktualizację uzbierało mi się już wystarczająco dużo.

Oczywiście polecam aktualny opis masywu Selli, jaki jest w dziale Dolomity. A ponieważ Sellę otaczają cztery wysokie przełęcze, których lokalizacja odpowiada prawie czterem kierunkom kompasu, to w opisach tych przełęczy jest również kilka ciekawych informacji przydatnych każdemu, kto planuje wyruszyć na szlaki lub ferraty, tego ukształtowanego przez morze „gigantycznego ciasteczka”.


Sella o poranku


Sprawdziłem prognozę pogody na następny dzień, a ponieważ ma być typowa jak na koniec lata, czyli bez upałów i burz, mogę jeszcze wyruszyć na popołudniowy spacer przez Corvarę. Akurat odkryłem, że kolejka linowa prowadząca pod wschodnie zbocze Selli jest w remoncie. W czasie tego spaceru znalazłem również dobre miejsce na krajobrazy Selli, które postanowiłem zrobić rano przed ferratą.

Szybkie śniadanie i ruszam na rozległą łąkę na peryferiach Corvary w okolicy pięknego szczytu Sassongher.

Robię serię zdjęć 〈po lewej〉 skalistych progów Selli, oraz dwie panoramy, które planuję wykorzystać w opisie ferraty.

I tak galeria „Sella o poranku” 〈po prawej〉 jest gotowa, tylko nie wiedziałem jednego, jak te poranne zdjęcia wpłyną na cały mój dzień!


w drodze na parking


To rzadkość w Dolomitach by ferraty miały swoje parkingi, ale tak rzeczywiście jest z Brigata Tridentiną. Na jednym z zakrętów, jakie od strony Corvary prowadzą na Passo Gardena znajduje się parking, który w zasadzie wyłącznie zastawiony jest samochodami turystów ruszających na ferratę.

Przed odjazdem zauważyłem, że niektórzy za samochodami rozbijają na noc namiociki. Później fotografując zachód słońca zatrzymałem się dwa-trzy zakręty niżej, gdzie na malutkim zajeździe na zakolu drogi była ławka i kran z wodą. Nie sprawdzałem, ale pochodziła z górskiego strumienia, dlatego po przegotowaniu można ją wykorzystać na wieczorną herbatkę lub poranną kawę.

 

Choć parking znajduje się pod stromymi ścianami Selli, może być również dobrym miejscem do wyjścia na wycieczkę w rejon widocznej na zdjęciu 〈poniżej〉 pobliskiej Passo Gardena. Już nie raz się przekonałem, że rejon tej przełęczy to jedno z najgorszych miejsc do zaparkowania samochodu.

A tak, to wystarczy pół godzinki spaceru z parkingu i jesteśmy na przełęczy pod piękną postrzępioną granią szczytów Pizes da Cier 〈obok〉. Szlaki i ferraty masywu Puez, jakie się tutaj znajdują, są dosłownie w zasięgu ręki, dlatego polecam to mało znane wśród turystów miejsce.


etap I

parking pod Sellą 〈1956〉  -  początek ferraty u podstawy Torre Exner 〈2070m〉


Trasa ferraty Brigata Tridentina składa się z dwóch części. Pierwszej bardzo krótkiej, którą w niektórych opisach autorzy zaliczają do podejścia oraz drugiej traktowanej, jako część główna. Ponieważ można ominąć część pierwszą i szlakami nr-29 i nr-29A podejść bezpośrednio pod Torre Exner, to nawet niektórzy autorzy początkowego odcinka nie opisują.

W serwisie przedstawiam opis pełnej trasy ferraty oraz dwie wersje powrotu szlakami turystycznymi, choć jedna z nich jest tylko w skrócie i prezentuje zdjęcia żlebu z góry. Co jednak nie utrudnia decyzji w wybraniu optymalnego na dany dzień wariantu. A ponieważ nie przeszedłem w tym dniu całej zaplanowanej trasy jest szansa, że kiedyś opis ten uzupełnię.

Etap I - to przejście pierwszej części trasy ferraty, która prowadzi przez mały skalny próg oraz podejście pod Torre1 Exner, do miejsca gdzie zaczyna się druga część trasy.

Tak się składa, że przez parking pod ścianami Selli biegnie szlak turystyczny nr-650 〈poniżej〉, łączący Corvarę z przełęczą Gardena. Na skraju parkingu, widoczna z daleka nowa tablica informacyjna wskazuje kierunek, w którym jest ferrata.

Pierwsza rzecz, jaką zauważyłem w tym dniu to, to że były osoby, które ruszyły w opadający wprost na parking żleb, jakim nieco wyżej prowadzi szlak nr-666. Zatem możliwości są dwie, albo idą do góry cały czas szlakiem, albo chcą ominąć część początkową trasy opisaną w etapie I.


Kilka minut spaceru szlakiem nr-650 i jestem już pod stromą skałą, na której z daleka widać dużą tablicę informacyjną 〈poniżej〉.

Nie ma tutaj specjalnie dogodnych miejsc by gdzieś usiąść i założyć uprząż, dlatego polecam zrobić to tak jak część turystów, czyli od razu na pobliskim parkingu.


Pierwszy odcinek to średnio stroma, dość gładka i poprzerastana trawkami skała 〈obok〉, której pokonanie nie nastręcza jednak większych trudności.

Poręczówka zaczyna się na prawym skraju i prowadzi ukosem w lewo, w stronę poprzecznej stromej skalnej grzędy przecinającej urwisko.

 

Cały dolny odcinek ferraty jest ubezpieczony, a na obu zdjęciach 〈obok〉 widać dobrze poprowadzoną poręczówkę.

Widać również metalowe stopnie na najbardziej stromym odcinku.

Jedyną niedogodnością na tej skale są miejsca, którymi spływa woda z dużego tarasu, jaki znajduje się wyżej.

Po intensywnych deszczach przejście tego odcinka może być mało przyjemne, ale z tym należy się liczyć na każdej ferracie.


Ścianka, którą pokonuję nie jest bardzo wysoka, ale jeden rzut oka na dół 〈poniżej〉, pozwala ocenić wysokość, na której już jestem i zauważyć zbierającą się na samym dole dość liczną grupę turystów.

Ponieważ jest to na samym początku trasy, taka ekspozycja może być dobrym sprawdzianem dla osób zaczynających swoją przygodę z ferratami, szczególnie jeżeli wcześniej nie pokonywali typowej stromej ferraty ścianowej.


Po przejściu stromego odcinka, na którym zamontowano metalowe skoble, trasa ferraty zaczyna trawersować w lewo w stronę poprzecznej grzędy 〈obok〉.

Powoli zaczynam również dostrzegać, znajdujące się nie tak daleko potężne strome ściany skalnego progu masywu Selli 〈w głębi〉.


Ścianka dość szybko się kończy, jeszcze tylko jedno zdjęcie do serwisu 〈obok〉 bardzo widokowego odcinka, na którym ciekawym łukiem pokonujemy ostatnie metry bardzo stromej skały.


Z miejsca, w którym jestem nie ma innej drogi, jak wydeptana ścieżka prowadzącą na wprost w stronę wąskiej szczeliny w skałach 〈obok〉.

 

Pierwsza ścianka za mną i jestem w miejscu, z którego nic mi nie zasłania dobrego widoku na całą okolicę. A tutaj na północy nad dolinami króluje bardzo ładny szczyt Sassongher 〈2665m〉 〈obok〉, który jeszcze piękniej wygląda kiedy się go ogląda z Corvary.

Od widocznej na zdjęciu zachodniej strony, poprzez rozłożystą przełączkę 〈po lewej〉 prowadzi trudny i miejscami ubezpieczony szlak turystyczny nr-7, którym można zdobyć ten piękny wierzchołek.


Dość szybko ścieżka z ferraty łączy się z szlakiem nr-29 〈poniżej〉, którego na próżno można szukać na starych mapach, przynajmniej na tych sprzed kilku lat, jakie mam.

Zwykłą ścieżkę oznakowano, jako szlak z nr-29 co może być trochę mylące, bo większość szlaków w rejonie Selli to „sześćsetki”. Ale skoro jest szlak, to tylko dla wyjaśnienia dodam, że to ścieżka na mapach prowadząca wzdłuż szlaku nr-650 i znajdująca się bliżej skalnego progu masywu.


Szlak nr-29 〈obok〉 prowadzi dużo wyżej niż nr-650, dlatego jest ciekawszy widokowo i polecam go na rekonesansowe spacery w rejonie północnego skraju Selli.

Na dodatek można ze szlaku dość dobrze zobaczyć turystów na ferracie, co może być również interesującą lekcją poglądową.

Zapowiedzią jeszcze jednej niespodzianki, jaką spotkałem na tym szlaku jest ostatnie miniaturowe zdjęcie na samym dole opisu.


Szlak wychodzi z zagajnika na otwartą przestrzeń i przed sobą widzę ogrom skalnego progu 〈obok〉, jakim opada Sella.

Najpierw moją uwagę przyciąga dość duża kaskada spadającej wody, choć z tej odległości nie słychać jej szumu.


Po chwili u podstawy ściany, w miejscu gdzie najwyżej podchodzą trawki zauważyłem dość liczną grupę turystów 〈poniżej〉.

Kolorowe kaski na głowach wskazują, że bez wątpienia jest to miejsce, w którym zaczyna się jedna z najbardziej znanych dolomitowych ferrat.

 

Obiektyw aparatu ustawiam na maksymalne zbliżenie i zaczynam przeszukiwać skały by określić jak prowadzi trasa ferraty. Już pierwsze zdjęcie wskazuje mi trasę prawie jak na dłoni, wystarczy popatrzyć na wszystkie znajdujące się na niej osoby 〈obok〉.

Na tym zdjęciu jest, co prawda tylko kilkunastu turystów, ale w tym dniu udało mi się zrobić zdjęcie, na którym nade mną jest ponad trzydzieści osób. Doliczając do tego kilkanaście osób pode mną i drugie tyle na samym dole czekających na swoją kolejkę, to proszę się nie dziwić moim złośliwym komentarzom z trasy.

Gdyby nie mój poranny spacer i galeria Sella o poranku, byłbym tutaj półtora godziny wcześniej, zapewnie na ostatnich metrach prowadzących do mostku. A tak miałem dość małą przyjemność ugrząźć w gigantycznym korku i ferratę pokonać w czasie prawie dwa razy dłuższym od przewodnikowego.

 

Szlak zbliża się do miejsca startu na ferratę u podnóża pięknej stromej baszty, oderwanej od skalistego progu Selli 〈po lewej〉.

Na dużym zdjęciu 〈po prawej〉 Torre Exner 〈2494m〉, w dużej perspektywie z dołu, którą prowadzi cała trasa ferraty.

Prawie cała, gdyż jak widać na dużym zdjęciu z baszty trzeba jakoś zejść na „stały ląd”, do czego służy słynny wiszący mostek.


Mijam jeszcze jeden z drogowskazów 〈poniżej〉, których na szlaku nr-29 jest wyjątkowo dużo i skręcam na ścieżkę, jaka prowadzi pod ścianę Selli.

Coraz bardziej zaczyna docierać do mnie szum wody z pobliskiej kaskady oraz głośne nawoływania dużych grup turystów, stojących na stromej trasie ferraty.


Trasę z parkingu przez pierwszą ściankę ze wspinaczką, do Turni Exnera pokonałem w niecałe 45 minut, wliczając w to ubranie uprzęży i fotografowanie, co jest zgodne z czasem z przewodnika.


Via ferrata Brigata Tridentina


W masywie Selli jest sześć ferrat, z czego trzy mają prawie identyczny charakter, gdyż prowadzą przez stromy skalny próg. To specyfika tego masywu, którą szczególnie dobrze widać na panoramach z południa i północy, jakie są w galerii 〈 tutaj 〉.

Brigata Tridentina jest jedną z tych trzech ferrat i znajduje się na środku północnego skraju masywu, niczym godzina 12-ta na tarczy zegarka. Na południu, czyli o 6-tej jest znana ze swej niedostępności bardzo trudna ferrata Piazzetta, a na zachodzie jest kolejna bardzo trudna ferrata Mesules.


etap II

Torre Exner

początek ferraty 〈2070m〉  -  koniec ferraty 〈2450m〉


Etap II to przejście prawie czterystu metrowej bardzo stromej skalnej baszty z jednym miejscem, w którym w przypadku załamania pogody należy bezwarunkowo zejść z trasy. Dalsza wspinaczka do góry przy zagrożeniu letnią burzą z piorunami może być wyjątkowo niebezpieczna szczególnie, że na całym górnym wyjątkowo stromym odcinku jest rozpięta metalowa poręczówka, a trasa na dodatek prowadzi po wielkiej drabinie i wiszącym mostku.


Wpinam się do poręczówki w pobliżu drugiej w dzisiejszym dniu metalowej tablicy z nazwą ferraty i próbuję ruszyć do góry.

Pierwsze kilka metrów to łatwy teren, po czym trasa zaczyna prowadzić małymi ukośnymi trawersami, raz w prawo, raz w lewo 〈obok〉.

Można by powiedzieć, że te trawersy biegną po bardzo wygodnych gzymsach i półeczkach, które ukształtowała sama natura.

 

Na dużym zdjęciu 〈obok〉 dobrze widać podstawę Turni Exnera i turystów na trasie ferraty. Skała jest bardzo mocna i jednocześnie dość dobrze urzeźbiona

Niestety już na tym zdjęciu widać, w których miejscach na ferracie robią się zatory. Pierwszym z nich jest skalny gzyms dobrze widoczny w połowie zdjęcia, gdyż to tutaj skała robi się bardziej stroma.


Jestem dokładnie na gzymsie, czyli w miejscu 〈po lewej〉, które na dużym zdjęciu 〈poprzednie〉, znajduje się w połowie widocznej ściany.

Ferrata biegnie tutaj ostrzem, ale poręczówka narzuca przejście po lewej stronie.

Teren jest dość stromy, ale dobrze urzeźbiony, a jego przejście wymaga uwagi, choć nie nastręcza większych problemów.

 

By czas spędzony w korku nie był całkowicie czasem zmarnowany, obserwuję przez obiektyw aparatu krajobrazy, jakie mnie otaczają 〈obok〉. Niestety, ale poza wierzchołkiem Sassonghera, nadal widać niewiele. Choć tym razem już pojawił się nieco większy fragment masywu Puez.


Szybki skok o kolejne kilka metrów ferraty do góry i kolejna przerwa.

Tym razem sprawdzam, co tam na dole, ale duża grupa jaka była poniżej jeszcze nie doszła pod pierwsze spiętrzenie skał.

Pewnie jest na początkowym odcinku, jaki prowadzi dość dużymi zakosami i którego teraz już nie widać.

 

Po przejściu skalnego gzymsu jestem dokładnie pod wielką przewieszoną skałą, to sama kopuła szczytowa Baszty Exnera 〈po prawej〉.

Przede mną stromy krótki odcinek bardziej gładkiej skały 〈po lewej〉, bez wygodnych naturalnych stopni, jakie były niżej.

Ale jak widać na obu zdjęciach tą trudność pokonujemy po metalowych stopniach.


Od tego miejsca trasa ferraty zaczyna powoli małym łukiem obchodzić skalną basztę zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

 

Bardzo lubię strome trawersy na ferratach, szczególnie takie gdzie na początku nie widać dalszej trasy 〈po prawej〉.

Ale kilka minut spędzone w korku na oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki 〈powyżej〉, jak prowadzi dalsza trasa za trawersem, ostudziło mój zapał do przejścia tego odcinka.


A na dole widzę już całą dużą grupę 〈poniżej〉, która w tym dniu chyba zamyka ten długi korowód.

Co ciekawe, ale pomimo takiej ogromnej ilości turystów, jaka była na całej trasie, nie zauważyłem ani jednej sytuacji wywołanej strąconym kamieniem, choć w kilku miejscach zalegało ich dość dużo.


Po przejściu trawersu, można by powiedzieć, że trasa ferraty prowadzi dokładnie na południe.

Z boku mamy ogromny żleb, jaki opada z tarasu Selli i z którego na dole spadała kaskada wody.

Do góry idziemy średnio trudnym technicznie terenem, choć skała baszty cały czas jest dość stroma 〈obok〉.


Ten dość długi, miejscami bardzo stromy odcinek ferraty kończy się na wysokości, gdzie zaczyna się przewieszona kopuła szczytowa Baszty Exnera. Długi łagodny, ale po bardzo stromej skale trawers pod samą kopułą doprowadza do ważnego miejsca na trasie ferraty. Przed dokładnym opisem tylko dodam, że wyjście z trawersu to chyba miejsce najczęściej prezentowane w książkach i przewodnikach.


Byłem w środku widocznej na zdjęciu 〈poniżej〉 grupy. Po dobrych kilku minutach oczekiwania w bezruchu, wypiąłem się z poręczówki i zszedłem na malutką ścieżkę.

Ścieżką odszedłem kilka metrów tak by zrobić to i następne zdjęcia. To właśnie jest miejsce opisane w książkach i przewodnikach, jako jedyna możliwość zejścia z ferraty i dokończenia trasy łatwą turystycznie ścieżką.

 

Całe to miejsce widoczne jest dobrze na dużym zdjęciu 〈obok〉. Widoczny na zdjęciu pojedynczy turysta siedzi właśnie na ścieżce. Strzałka 〈zielona〉 wskazuje kierunek, w którym prowadzi ścieżka.

Dwójka turystów w głębi przechodzi długi stromy odcinek, jaki prowadził wcześniej, zaraz po wyjściu z tego ładnego trawersu na łuku skały. Od miejsca, w którym jest ta dwójka ferrata prowadzi w stronę wbitych w skałę prętów oznaczonych strzałkami 〈różowe〉. Dalszą trasę w lewo wskazuje poręczówka.

Uwaga: nie ma tutaj możliwości zejścia na dół, ścieżka prowadzi tylko do góry, na płaskowyż do schroniska.


Do kompletu opisu tego miejsca wypada jeszcze dodać o tablicy z drogowskazem i napisem salita facile1 〈poniżej〉.

Z tym, że z tym drogowskazem był mały problem, gdyż był wyrwany i leżał dość daleko na ścieżce, dlatego z ferraty nie było go prawie widać.


Przez kilka minut spędzonych na zdjęciach i słodkich zapasach z plecaka grupa na ferracie zdążyła się przesunąć o kilka metrów do góry, dlatego mogę szybko się wpiąć i ruszyć za nimi. Przynajmniej przez chwilę czuję się tak, jak bym na ferracie był prawie sam.

Na początku ferraty zwracałem uwagę na pierwsze miejsce, na którym robią się korki.

Teraz jestem przy drugim takim miejscu 〈obok〉. Jak zauważyłem, jest to największa tama na całej ferracie.

Tym miejscem jest dojście do wielkiej wiszącej drabiny.


Ponieważ w drodze powrotnej zrobiłem kilka zdjęć górnego fragmentu Baszty Exnera 〈są nieco niżej w podsumowaniu ferraty〉, na których zaznaczyłem różowym kolorem dokładny przebieg poręczówki, teraz tylko kilka uwag o samym przejściu tego fragmentu ferraty.


Jak widać na zdjęciu 〈obok〉 trasa prowadzi wzdłuż naturalnej ukośnej szerokiej rynny.

Niestety, ale w takim korku z reguły nie przestrzega się wszystkich zasad bezpieczeństwa.

A już szczególnie nie pilnuje się tego, by na jednym odcinku poręczówki pomiędzy kotwami była wpięta tylko jedna osoba.


Na kolejnym zdjęciu 〈obok〉, na którym starałem się bardzo by zachować pion, przedstawiona jest wielka drabina widziana nieco z dołu.

W ten sposób widać jak stroma jest ściana i nachylony jest ten odcinek ferraty.

Patrząc na zdjęcia drabiny w podsumowaniu, mogłoby się wydawać, że jest to idealnie pionowe miejsce.


W końcu i ja dochodzę do drabiny 〈obok〉, przed którą jest szeroki wygodny stopień.

To dobre miejsce na pamiątkowe zdjęcie, z którego jednak rezygnuję, nie mam zamiaru opóźniać osób idących za mną.


Za drabiną jest małe zejście, pod wielką przewieszką 〈obok〉, a kolor skały wskazuje że chyba ktoś tutaj skuł dość spory fragment skały by poprowadzić wygodnie trasę ferraty.

Jak zauważyłem to jedno z nielicznych miejsc wymagających dobrych umiejętności wspinaczki i wyszukiwania stopni w dole pod nogami, lub siły rąk by przejść to szybko i bezpiecznie.


Po wyjściu spod przewieszki, trasa ferraty prowadzi ukosem po dość stromej skale 〈obok〉.

To kolejna dość wygodna rynna do przejścia, a patrząc z daleka lub z dołu, aż nie chce się wierzyć jak bardzo ta skała jest urozmaicona.


Jedno zdjęcie do dołu 〈poniżej〉, jako odpowiedź na pytanie, z jakimi dziećmi można zacząć chodzić na dolomitowe ferraty.

A ponieważ tej dziewczynce i jej ojcu robiłem zdjęcia na mostku mogę powiedzieć, że była w wieku akurat dla osoby z gimnazjum.


Jeszcze kilka metrów stromego podejścia, wyjście zza skał i już widzę mostek 〈poniżej〉.

Ostatnie już miejsce, na którym robią się korki, bo jakże przejść Tridentinę i nie mieć zdjęcia z mostka.

 

Dojście do mostka prowadzi równie bardzo ciekawym terenem 〈obok〉, pod wielką przewieszką nad głową i z wyjątkowo dużą przepaścią pod nogami. To zdjęcie zrobiłem już ze ścieżki po drugiej stronie, czyli po przejściu mostka.


Przed dojściem do mostka, robię jeszcze jedno zdjęcie 〈po lewej〉, na którym widać ostatni odcinek trasy ubezpieczonej poręczówką i ruszam spokojnie na mostek, 〈po prawej〉.


Ostatnie metry trasy i ostatni rzut oka na mostek w dole 〈obok〉, który z tej strony wygląda jednak ciekawiej.

Teraz już mogę usiąść i zdjąć uprząż, a że wyjątkowo dziś starałem się nie patrzeć na zegarek sprawdzam spokojnie, która to już jest godzina.

 

Przy okazji mam jeszcze możliwość zobaczyć, że Tridentinę można pokonać w obie strony, zarówno do góry jak i do dołu, co jak widzę zamierza zrobić widoczna na zdjęciu 〈obok〉 mała grupa.

To dobry pomysł, ale pod warunkiem, że wcześniej sprawdzimy czy z dołu już nikt nie idzie. A przecież jeszcze do góry nie doszła bardzo liczna grupa turystów, która na ferratę ruszała za mną.


Do widocznego na skraju progu schroniska 〈poniżej〉 pozostało mi nie więcej niż kwadrans spacerem.

Ale zanim tam doszedłem, to zmieniłem całkowicie plany, jakie miałem rano. Choć czasu jeszcze mi pozostało wystarczająco dużo, rezygnuję z wejścia na wierzchołek Cima del Pisciadu.



Idę powoli w stronę schroniska i się zastanawiam, jakby to było, gdybym rano nie ruszył na łąkę w Corvarze. Pewnie nie miałbym galerii na początku opisu i o tej porze już bym zaczynał schodzić z pobliskiego szczytu.

Ale znowu nie miałbym okazji przedstawić rzeczywistej sytuacji, jaka występuje na ferracie, gdyż korki w tym dniu nie były niczym specjalnym, występują tutaj prawie codziennie.


podsumowanie


Via ferrata Brigata Tridentina

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata trudna,
   - sześcio-stopniowa:
                  C- dla osób doświadczonych i dobrze obeznanych z trudnościami na ferratach;
   - według opisu czterech parametrów:
                T-2,  O-1,  F-1,  P-2,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  specyfika - typowa ferrata ścianowa, gdyż trasa prowadzi cały czas stromym zboczem baszty;

◊  lokalizacja - bardzo znany i popularny region masywu Sella w okolicy Corvary;

◊  dojście do ferraty - bardzo krótkie, szlakiem turystycznym z małą skałką dla urozmaicenia;

◊  dojazd do ferraty - bardzo dogodny z dużym parkingiem na samym dole;

◊  trasę ferraty - pokonujemy tylko do góry, z małymi wyjątkami, gdyż można nią również zejść na dół;

◊  zatory - to największy minus tej ferraty, który znacznie opóźnia czas przejścia;

◊  na ferracie - jedno miejsce do rezygnacji i dojścia do schroniska u góry.

specyfika ferraty i uwagi do przejścia


Via ferrata Brigata Tridentina jest niezwykła, tak jak masyw Selli, w której się znajduje. Do jej krótkiej charakterystyki wykorzystałem trzy różne, ale bardzo ciekawe zdjęcia.

 

Pierwsze zdjęcie 〈 poniżej i obok〉 przedstawia widok Baszty Exnera, którą przebiega cała trasa ferraty. W zasadzie to nie cała trasa tylko do wielkiej drabiny, która akurat jest w miejscu gdzie na lewym skraju baszty są najjaśniejsze skały.

Górny odcinek trasy, który okrąża basztę i przez wiszący mostek prowadzi na „stały ląd” jest dobrze widoczny poniżej na zdjęciu trzecim.



Tarasowy charakter Selli i potężne 300-400 metrowe skalne progi, które miliony lat temu stawiały opór istniejącemu tutaj morzu dziś powodują, że masyw jest bardzo trudno dostępny dla turystów.

Na północy gdzie prowadzi trasa Brigaty Tridentiny do schroniska znajdującego się na pierwszym tarasie dojść można oprócz ferraty, tylko dwoma dość trudnymi szlakami posiadającymi zabezpieczenia w postaci metalowej linki poręczowej.

Szlaki te nie tylko stanowią naturalną drogę powrotną z ferraty, ale również mogą służyć turystom, jako bardzo ciekawa trasa turystyczna, choć trudna i bardzo męcząca.



Na drugim zdjęciu 〈powyżej〉 widać środkowy odcinek ferraty. Jest to zdjęcie zrobione już z trasy, w miejscu gdzie akurat na samej górze nad całą basztą góruje bardzo przewieszona kopuła szczytowa. Zdjęcie to dość dobrze odzwierciedla charakter trasy, czyli bardzo stromo i dookoła baszty.

 

Ostatnie zdjęcia 〈poniżej i obok〉 przedstawiają górną część trasy. Tak jak już pisałem nieco wyżej, zdjęcia te powstały w czasie rekonesansu na tarasie Selli, jaki zrobiłem zaraz po przejściu ferraty.

Na zdjęciach linia 〈różowa〉 przedstawia dokładny przebieg poręczówki, a błyskawica wielką wiszącą drabinę. Widać również dobrze wielką szczerbinę powstałą po oderwaniu się Baszty Exnera od skał masywu i zamontowany tam wiszący mostek.



Widoczny na zdjęciach górny odcinek ferraty jest najciekawszy widokowo, jest również bardzo stromy z dużą ekspozycją. Na całym tym odcinku zabezpieczenia są bardzo dobrze zamontowane.

trudności techniczne


Via ferrata Brigata Tridentina jest ferratą trudną i w zasadzie te jedno zdanie powinno zamykać cały opis. Niestety, ale dość spora liczba miłośników ferrat o tym zapomina, co jest jedną z przyczyn ogromnych korków, jakie miałem okazję sfotografować w tym dniu.

Drugą przyczyną korków jest brak na początku ferraty jednego charakterystycznego dość trudnego miejsca, które by zweryfikowało przygotowanie osób ruszających na trasę. A jest dokładnie odwrotnie gdyż już na dole są liczne sztuczne ułatwienia w postaci metalowych stopni.

Na dodatek na całej trasie od samego dołu, aż po wyjście ścieżką za mostkiem jest rozpięta poręczówka. Rzeźba skały jest tutaj urozmaicona i trasa ferraty bardzo dobrze poprowadzona, co tworzy efekt wyjątkowej dostępności miejsca, które z daleka wygląda na wyjątkowo niedostępnie.

Ostatnią przyczyną jest popularność Tridentiny, przecież nie było by korków, gdyby nie było na trasie takiej liczby turystów.

uwagi do przejścia


Najważniejszą sprawą jest dostosowanie wariantu przejścia ferraty do pory dnia. Dlatego, jeżeli zależy nam na zdobyciu szczytu to musimy być na parkingu dość wcześnie, tak by na trasę ruszyć około godziny 8 rano, raczej nie później. W ten sposób przed południem będziemy już w rejonie schroniska i mamy jeszcze dość dużo czasu by bez pośpiechu zdobyć wierzchołek Cima del Pisciadu, na co potrzeba około 1h 30 min. Nawet jak posiedzimy trochę na zdobytym szczycie, to bezpiecznie przed wieczorem zejdziemy dłuższą trasą przez Dolinę Mesdi.

Jeżeli chcemy przejść tylko trasę ferraty, to polecam ruszyć z parkingu nie wcześniej niż około 11-tej chyba, że zauważymy iż w tym dniu jest pusto na parkingu i trasa będzie do szybkiego i sprawnego przejścia.

Jak zauważyłem, to od godzin południowych na górny odcinek ferraty zaczyna docierać słońce, co może mieć bardzo duże znaczenia, szczególnie po dłuższych kilkudniowych opadach deszczu lub letnim załamaniu pogody i małym śniegu. Wtedy lepiej odczekać dzień lub dwa na poprawę sytuacji na skałach baszty.


etap III

na tarasie Selli


Po przejściu ferraty Tridentina prowadzącej przez strome skały skalnego progu, znajdziemy się w miejscu dość niezwykłym. Nie jest to typowy wysoki kocioł, jakim dla przykładu jest bardzo znany kocioł Gartl u podnóża Turni z Vaiolet, opisany w serwisie 〈 tutaj 〉 oraz 〈 tutaj 〉.

Tutaj w masywie Selli jesteśmy na wielkim tarasie, nad którym wyrastają strome ściany tworzące jakby kolejne piętro. Strome żleby i szczeliny powodują, że całość krajobrazu uzupełniają ogromne piargi, bardzo trudne do przejścia i broniące dostępu do pobliskich przełączek. Tarasowy układ ścian masywu widać szczególnie dobrze na panoramach od południa i północy. Odmienny jest natomiast zachód, gdyż tam jest ogromna wyrwa w masywie, czyli największa z dolin prowadząca prawie aż pod Piz Boe, najwyższy szczyt Selli.

Ferrata Tridentina prowadzi zboczem Baszty Exnera tylko na pierwszy z progów. Dalsza trasa na pobliski wierzchołek prowadzi częściowo już trudnym szlakiem nr-666, miejscami ubezpieczonym poręczówką, a następnie percią po rozległym południowym zboczu. Ale dość blisko, na zachodnim skraju masywu znajduje się ferrata Mesules, której trasa prowadzi kolejno przez dwa skalne progi. Pierwszy niższy wznoszący się nad przełęczą Sella oraz drugi, który prowadzi właśnie z takiego jak ten skalnego tarasu na pobliski wierzchołek Piz Selva.


Na kilku 〈poniższych〉 zdjęciach przedstawię jak wygląda miejsce, do którego prowadzi Tridentina. Dlatego etap III, to moja foto relacja przedstawiająca najciekawsze miejsca, jakie zauważyłem w czasie wędrówki po tarasie Selli i ich krótka charakterystyka. Przecież tutaj również mogą przyjść turyści, do czego oczywiście wszystkich namawiam.

 

Po przejściu ferraty nie poszedłem w stronę schroniska, tylko najpierw postanowiłem spenetrować przeciwległą stronę. Skierowałem się w prawo 〈południowy-zachód〉 i szlakiem nr-666, a potem ścieżką ruszyłem w kierunku szczytu Sass da la Luesa. W zasadzie tudno to nazwać szczytem, gdyż wierzchołek zaledwie o kilkanaście metrów przewyższa taras. Z tego rejonu zrobiłem panoramę 〈obok〉, jaka roztacza się na północ.


Na zdjęciu 〈poniżej〉 widać skalną barierę drugiego progu, jaka wznosi się nad tarasem na południowym-zachodzie.

Co ciekawe, to na tym tarasie znajdują się malutkie jeziorka, a do jednego z nich można dojść w niespełna godzinę tym skalistym ponurym pustkowiem. Nazwy jeziora Lago del Dragon nikomu nie trzeba tłumaczyć, jest wyjątkowo wymowna.

 

Pora wracać w stronę schroniska, szczególnie, że jestem już wystarczająco daleko, by zrobić tą panoramę 〈obok〉.


Większość schronisk w masywie Selli znajduje się na obrzeżach masywu, szczególnie w rejonach czterech wysokich przełęczy.

Rifugio F. Cavazza al Pisciadu 〈powyżej〉 jest jednym z nielicznych, jakie zlokalizowane są wysoko i jest jedynym, które jest na północnym skraju masywu.


Rifugio F. Cavazza al Pisciadu

 

Najciekawszym szczytem, jaki jest w tym rejonie to Cima del Pisciadu 〈obok〉, który wznosi się prawie nad schroniskiem.

Pod szczytem jest małe jezioro, jak wszystko tutaj ze słowem Pisciadu w nazwie.

Na zdjęciach widać szlak nr-666, który prowadzi dalej na południe aż do schroniska Boe pod głównym szczytem Selli.

 

Bardzo często w przewodnikach wierzchołek Cima del Pisciadu 〈obok〉 łączony jest z ferratą Brigata Tridentina w jedną opisywaną łącznie trasę.

Choć nic nie stoi na przeszkodzie by pod ten piękny szczyt 〈powyżej〉 przyjść jednym ze szlaków turystycznych prowadzących od północy, czyli nr-666 lub nr-651 i nr-676, a potem zdobyć wierzchołek percią po zboczu od północnej strony.

 

Z okolicy Torre Brunico, czyli baszty sąsiadującej z Torre Exner, robię jeszcze jedną panoramę na północ 〈obok〉, w stronę grani szczytów Pizes da Cier, jakie są w rejonie Przełęczy Gardena oraz dalekiego krajobrazu masywów Odle i Puez.


Oznakowanie szlaków w rejonie schroniska jest bardzo dobre 〈obok〉, choć trzeba dokładnie zwrócić uwagę na dodatkowe dopiski czerwoną farbą.

Jak widać, zamknięto jeden z ważniejszych szlaków w tym rejonie nr-677, który umożliwiał dojście przez Przełączkę Kozic na południową stronę masywu.


Jedyną możliwością przejścia na drugą stronę jest szlak nr-666 na południe 〈powyżej〉, lub po prostu zejście z powrotem na dół.

Z tym, że radził bym zawsze konfrontować tablice z mapą. Według drogowskazów wynika, że do Colfosco na przedmieście Corvary, można zejść zarówno szlakiem nr-666 jak i szlakiem nr-676.

A przecież wybór szlaku nr-666, to trasa dużo dłuższa, trudniejsza i mniej ciekawa.


Koniec lata, a szczególnie początek jesieni, kiedy pogoda jest już stabilna i nie ma takiego jak latem zagrożenia burzami, w Dolomitach zaczyna się pora roku dla miłośników podniebnych lotów. Jak zauważyłem to ich ulubionym miejscem jest Passo Sella, z której startują zawsze na południe.

Na zdjęciu 〈poniżej〉 mamy paralotniarza szybującego na tle dwóch charakterystycznych wierzchołków masywu Puez, jakimi są Piz Duleda 〈2909m〉 oraz Piz de Puez 〈2913m〉.



Po krótkim pobycie w schronisku, które jak większość w tym rejonie szczyci się swoją ponad stuletnią tradycją, ruszam w przeciwną stronę, czyli tym razem na wschód.

 

Pierwszym szczytem, który mogę sfotografować jest Sass dai Ciamorces 〈obok〉, gdyż wcześniej byłem w zasadzie w cieniu u podstawy jego stromych i wysokich ścian.


Kieruję się w stronę Doliny Mesdi 〈poniżej〉, największej po północnej stronie masywu, jaka podchodzi prawie pod sam Piz Boe, a na szlaku nr-651, który nią prowadzi jest przewyższenie ponad 1000m.

W okolicy schroniska zaczyna się również, choć dokładnie to się tutaj kończy ścieżka prowadząca z ferraty, którą już wcześniej opisywałem.


Biorąc pod uwagę możliwości powrotu ferratą, wariant przejścia tym skrótem, ominięcie mostka i drabiny, czyli całego górnego odcinka, bardzo ułatwi i skróci całą trasę przy przejściu z góry na dół. Tylko, kto z miłośników ferrat, wybierający ją na trasę powrotną zdecyduje się ominąć jej najciekawszy fragment?

 

Idę szlakiem nr-676 w stronę skraju tarasu i nagle dostrzegam, że jestem w bardzo dobrym miejscu, z którego wspaniale widać cały górny fragment Baszty Exnera 〈poniżej i obok〉. A na dodatek na ferracie jest grupa turystów. Skoro nic lepiej nie przedstawia przebiegu ferraty jak turyści na zdjęciu, nie mogę zmarnować takiej okazji.



Zdjęcia te wykorzystałem już nieco wyżej w podsumowaniu. Szkoda, że pomimo mojego oczekiwania nikt już z dołu nie podszedł. Było by wspaniale gdybym jeszcze mógł zaprezentować kogoś na wielkiej drabinie. Może następnym razem będzie taka okazja, bo już wiem skąd najlepiej widać i można robić zdjęcia, wystarczy tylko zabrać teleobiektyw.


powrót z ferraty


Pierwszym wariantem drogi powrotnej i jak zauważyłem w tym dniu, takim jaki wybrała większość turystów był powrót szlakiem nr-666, który prowadzi przez Val Setus. A biorąc pod uwagę, że szlak ten zaczyna się bardzo blisko ścieżki, jaka prowadzi od ferraty, to były osoby, które nawet nie szły do schroniska. Schronisko rozumiem, można sobie darować, ale być tutaj i nie zrobić sobie zdjęcie nad jeziorem z pięknym szczytem w tle, tylko od razu bardzo szybko wracać na dół?

Pewnie tak samo bym zrobił, gdybym miał do Selli tyle, co z Wrocławia do Śnieżki. Szkoda gdybać jak pewnie większość osób zaglądająca do serwisu zauważyła, że prawie w każdym opisie wycieczki lub ferraty piszę coś takiego: „nie należy się tu spieszyć, bo góry te są dość daleko i przecież w takich miejscach nie mamy okazji być często”.

 

Szlak nr-666 prowadzi z tarasu prosto w dół ogromną skalną szczeliną. Jest za szeroka żeby ją nazwać żlebem, ale ilość kamieni drobnego gruzu i piargów powoduje, że wygląda to jak jeden ogromy stromy żleb 〈poniżej i obok〉.

Szlak nr-666 to trasa dla turystów, zatem jest to droga, na której w zasadzie nie stosuje się autoasekuracji. Co jednak nie musi oznaczać, że z niej rezygnujemy całkowicie, szczególnie na samym początku lata, kiedy w wielu miejscach będą bardzo niebezpieczne płaty starego śniegu. Proszę pamiętać, że to północna strona masywu.


Na szlaku jest kilka stromych i niebezpiecznych progów, ale są one ubezpieczone poręczówką, która zamontowana jest na wysokich metalowych prętach, przez co służyć może raczej jako poręcz, niż autoasekuracja 〈obok〉.

Takie przejścia dobrze się pokonuje mając jeden kijek trekingowy w ręce zewnętrznej czyli nie tej, którą się trzymamy liny.

A, że linki są z reguły dość nieprzyjemne, zwłaszcza jeżeli wcześniej np „oberwały kamieniem”, to lepiej jest mieć również rękawiczki na ferraty.

Drugim wariantem powrotu z ferraty jest zejście tą samą trasą. Przyznam, że gdybym nie zobaczył tej małej grupy, jaką sfotografowałem na mostku i która ruszyła ferratą na dół, sam bym o takiej możliwości nie pomyślał. Choć pomysł ten jest dość prosty i naturalny, szczególnie jeżeli mamy wyjątkowe zacięcie na żelazne perci i posiadamy dobre rękawiczki, bo te jednak mogą okazać się nieodzowne na tej trasie. Sam, jeżeli jest sucho idąc ferratą do góry rękawiczek nie ubieram, ale w zejściu na dół mogą one być już niezbędne zwłaszcza, że Tridentina jest ferratą bardzo stromą.


etap IV

Rifugio F. Cavazza al Pisciadu 〈m〉  -  parking pod Sellą 〈1956m〉


Powyżej przedstawiłem dwa warianty powrotu z ferraty Tridentina. Etap IV-ty to propozycja kolejna, choć najdłuższa to jednocześnie najpiękniejsza i najciekawsza.

Polecam ją szczególnie wszystkim, którzy po ferracie ruszą na wierzchołek Cima del Pisciadu, gdyż wtedy powrót ścieżką prowadzącą u podnóża tego szczytu doda całej wyprawie zdobywczego uroku.

 

Val del Mesdi, to trasa powrotna, która prowadzi największą doliną wcinającą się od północy w skały masywu Selli. Pierwszym szczytem, który zwróci uwagę każdego turysty ruszającego na szlak nr-676 będzie piękna Torre del Pisciadu 〈obok〉.

Szlak nr-676 zaczyna się prawie przy schronisku i prowadzi w kierunku północno-wschodnim. Idąc powoli ścieżką zacznie się nam ukazywać ściana szczytów wyrastających nad doliną Mesdi 〈powyżej〉.

 

Zanim ścieżka zacznie szybkimi zakosami obniżać się na samo dno doliny Mesdi mamy już na dłoni całą panoramę 〈obok〉, jaka ogranicza Val de Mesdi od wschodu. Jedyne, czego mogę żałować, to tylko to, że nie utrzymała się bezchmurna pogoda, która była nad Sellą z samego rana. Takie wspaniałe dolomitowe ściany w popołudniowym słońcu potrafią mienić się bajecznymi kolorami.

 

Tak dla ścisłości to szlak nr-676 prowadzi najpierw do bocznej małej odnogi doliny Mesdi, którą jest Val de Bosli 〈po lewej〉.

Pomimo licznych chmur od czasu do czasu mój wzrok przyciągają jednak szczyty na wprost, które bardzo groźnie się prezentują, szczególnie kiedy dno doliny Mesdi oświetlone jest słońcem, a wierzchołki spowija cień licznych chmur 〈po prawej〉.

 

Pierwszy górny odcinek szlaku nr-676 idę bardzo powoli, gdyż co chwilę zatrzymuję się i spoglądam na wprost. Akurat tutaj słońce postanowiło dać mi jedną szansę na słoneczne zdjęcie wspaniałych Campanili Runggaldier 〈obok〉. Te dzwonnice nie są tak ogromne jak campanile1 z Latemaru, ale przede wszystkim są dość blisko mnie.

 

Pierwszy odcinek szlaku jest bardzo stromy, a ścieżka zmienia kierunek co kilka metrów. W niektórych miejscach do pokonania są naprawdę dość duże „schody”. Im bliżej dna doliny Bosli, tym trasa robi się coraz bardziej łagodna. Ostatnie metry prowadzą przez piargi, ale tutaj są one dość stabilne i przejście tego odcinka nie nastręcza już żadnych trudności 〈po prawej〉.


Uwaga: proponuję przy przejściu takiego szlaku z linką poręczową jako zabezpieczenie, który prowadzi stromymi i krętymi zakosami, nie korzystać z dwóch kijków, na dodatek z założonymi pętlami na dłonie 〈obok〉.

Tak trzymane w dłoniach kijki uniemożliwiają wykorzystanie naturalnej struktury skały. Proszę spróbować takiego patentu, wykorzystujemy tylko jeden kijek w ręce zewnętrznej, a ręką wewnętrzną trzymamy się linki lub skał.


Jestem już na samym dole Val de Bosli, w miejscu gdzie łączy się ona z wielką doliną Mesdi. Wysokie ściany dookoła oraz coraz późniejsze popołudnie powoduje, że jest tutaj prawie ciemno 〈poniżej〉.

Pierwszy widok, jaki jest przede mną to wylot doliny Mesdi i daleko na północy Sassongher, szczyt którego krajobraz towarzyszył mi przez całą trasę ferraty Tridentina.


Doszedłem już do miejsca gdzie szlak nr-676, którym schodzę łączy się ze szlakiem nr-651 〈poniżej〉. Jak widać na zdjęciu, nie przez przypadek ścieżka ta jest oznaczona specjalną tabliczką solo per esperti1.

Takie nieubezpieczone szlaki turystyczne są miejscami dużo bardziej niebezpieczne niż łatwe ale ubezpieczone poręczówką ferraty. Specyfiką Selli jest wyjątkowo dużo takich szlaków, a o jednym i to zamkniętym, pisałem nieco wyżej.


Jeszcze tylko jeden i ostatni w tym dniu rzut oka na dolinę Mesdi 〈poniżej〉 i powoli zmieniam otoczenie i krajobraz.

Trasa powrotna na parking przez Dolinę Mesdi jest o około jednę godzinę dłuższa, od najkrótszej czyli powrotu przez Val Setus.


Teraz wracam pod północnymi ścianami Selli. Roztacza się tutaj ciekawa panorama na północne rejony Dolomitów 〈poniżej〉, których piękno akurat w tym roku zacząłem odkrywać.



Miłośników pięknych krajobrazów zapraszam do działu Szlaki, a ja już wiem, który szczyt wypadałoby wybrać na następną, koniecznie jesienną wycieczkę do opisania. To powinien być Sassongher, zatem może nastepną jesienią czas i pogoda pozwoli zdobyć ten szczyt.


Prawie na samym dnie doliny, w okolicy strumienia z daleka widoczne ślady farby na skałce i mała piramidka białych kamieni 〈poniżej〉, oznaczają że muszę zmienić szlak.

Teraz idę szlakiem nr-29 dokładnie na zachód, w stronę przełęczy Gardena.


Daleko na horyzoncie pojawia się już grzebień szczytów Cir, a nisko w dole po prawej, kręta droga na przełęcz 〈poniżej〉.

Od czasu do czasu na szlaku spotykam małe grupki turystów wracające z wycieczki na Passo Gardena, dość głośne i spieszące się na kolację do Corvary.

 

Zatem i ja nieco przyspieszam tempo marszu i o mało bym nie przegapił ostatnich promieni słońca nad szczytami doliny Mesdi 〈obok〉.


Dość szybko doszedłem do miejsca, z którego jest skrót pod ścianę Selli do początku ferraty 〈poniżej〉.

Wcześniej doszedłem tutaj z dołu, bezpośrednio z parkingu. Teraz idę dalej szlakiem nr-29 na zachód, by na parking zejść ujściem Val Setus, skrótem od szlaku nr-666.


Przekonany, że już w tym dniu nic mnie nie zaskoczy, bo też co można spotkać w takim miejscu, z daleka zauważyłem kozicę 〈poniżej〉. Przekonany, że każde takie spotkania kończą się szybką i niespodziewaną ucieczką, zaczynam robić zdjęcia.

Zrobiłem ich kilka, ale kozica jak sobie na kamieniu leżała tak dalej leży. W takim razie ruszam powoli z aparatem przy oku, przygotowany na jej ucieczkę. Ale ona nie uciekła, przynajmniej nie od razu.


Gdzieś po godzinnej przerwie na spotkanie z „Jednorożcem” w przeciągu trzech minut doszedłem do kolejnego drogowskazu 〈poniżej〉.

To ujście Val Setus i trasa, którą można szybko zejść z ferraty wprost na znajdujący się w dole parking.


Pozostało mi tylko kilka minut stromego zejścia dość zniszczoną ścieżką, na widoczny 〈poniżej〉 parking.

Odcinek ten jest bardzo nieciekawy w zejściu, a szlak miejscami jest całkowicie zniszczony. Nie radzę wybierać go, jako szybkiego podejścia pod główną część ferraty, lepiej jest przejść wariantem opisanym w etapie I.

 

Jeszcze tylko jedno zdjęcie 〈obok〉 i towarzyszący mi dziś krajobraz z wierzchołkiem Sassonghera, w późnym popołudniowym świetle i jestem na parkingu.


Po nie całych ośmiu godzinach wróciłem z wycieczki, którą bez problemu można przejść dwa razy szybciej. Czy zasługuje ona na zaliczenie do kategorii „najpiękniejszych tras”, przyznam że sam już nie wiem. Może, kiedy wrócę tam po raz drugi, zdobędę wierzchołek Cima del Pisciadu, nie będę już miał wątpliwości bo wiem, że Sella, szczególnie od północy ma swój niepowtarzalny urok.

 

Już w drodze powrotnej do Corvary, z jednego z zakrętów zrobiłem tą ostatnią w tym dniu wieczorną panoramę 〈obok〉, na której jest i Tofana de Rozes, jest również Cima Fanis Sud i głęboko schowana tak, że widać tylko samą ostrą kopułę szczytową Croda Rossa.

 

Na końcu opisu, zapraszam do galerii z „Jednorożcem” 〈obok〉. Myślę, że nie muszę wyjaśniać dlaczego tak zawałem tą kozicę. Podpowiem tylko, że pomiędzy pierwszym, a ostatnim zdjęciem jakie są w tej galerii minęła prawie cała godzina.

Zamiast komentarza napiszę znane, choć trochę przerobione powiedzonko: „nie chwal dnia przez zachodem słońca, ale i nie gań go za chwilowe niedogodności, bo wieczorna niespodzianka może Ci wszystko wynagrodzić”.

I tak to w towarzystwie leniwego „Jednorożca” miałem okazję odpocząć przez godzinę, zjeść wszystkie zapasy, które mi po każdej wyciecze zostają na dnie plecaka i oczywiście zrobić ogromną kolekcję zdjęć, jakiej jeszcze nigdy nie miałem.

Szkoda, że nie spełniło się moje oczekiwanie, że pod wieczór dołączy tutaj całe duże stado. Ale jak widać, to było by już za duże szczęście. Zatem cieszmy się tym co mamy, a takiego spotkania z licznym i nigdzie się nie spieszącym stadem, życzę wszystkim odwiedzającym każde góry.

 

podsumowanie trasy


Podsumowanie trasy proponuję rozpocząc od poznania północnego skraju masywu Selli na panoramie z daleka 〈poniżej〉 z okolicy Corvary. Na pierwszym miejscu uwagę każdego przyciąga bardzo ładny wierzchołek Cima del Pisciadu, wznoszący się nad rozległym tarasem Selli. Pod nim, na samym skraju znajduje się jedyne schronisko tego rejonu. Trzy trasy, którymi można dostać się do góry, to ferrata Brigata Tridentina oraz szlaki prowadzące dwoma stromymi wcinającymi się w skały dolinami, jakimi są Mesdi oraz Setus.



Legenda:

  ◊  gwiazdka - Cima del Pisciadu 〈2985m〉,
  ◊  błyskawica - Rifugio F. Cavazza al. Pisciadu 〈2587m〉,
  ◊  strzałki:
     - żółta - Val de Mesdi,
     - pomarańczowa - Val Setus,
  ◊  linia:
     - zielona - widoczna trasa ferraty,
     - niebieska - niewidoczna część ferraty z wiszącym mostkiem.

Czas przejścia poszczególnych etapów:

◊  I - dojście z parkingu przez małą ściankę pod Basztę Exnera - 55min, w tym:
     - dojście z parkingu do pierwszej ścianki - 10min,
     - założenie uprzęży - 10min,
     - przejście ścianki i dojście do Torre Exner - 35min,
◊  II - przejście głównego odcinka ferraty przez Torre Exner - 2h 35min,
◊  III - rekonesans na tarasie Selli - 1h 30min;
◊  IV - zejście z tarasu Selli przez Val de Mesdi na parking - 2h 45min, w tym:
     - zejście 1h 50min,
     - fotografowanie kozicy - 55min.

Łącznie: na przejście całej opisanej trasy - około 7h 45min.

Przewodnikowy: czas przejścia ferraty wynosi:
     - 40min dolny odcinek, czyli opisany etap I,
     - 1h 30min ferrata na Baszcie Exnera, etap II,
     - dojście do schroniska od zakończenia ferraty - 20min.

Dodatkowo:
     - według przewodnika na wejście od schroniska Rif. F. Cavazza al Pisciadu na wierzchołek Cima del Pisciadu potrzeba - 1h 45min, zejście zajmuje około 45min,
     - powrót na parking szlakiem nr-666 przez Val Setsus, licząc od schroniska jest krótszy od czasu etapu IV o około 45min, ale uprzedzam tam raczej kozic nie spotkamy.

Przejście: opisanej trasy - wrzesień 2012r.

Uwagi:

W opisie napisałem, co należy zrobić by uniknąć korków, dlatego podpowiadam, że z parkingu wyruszyłem o godz. 9.45, czyli co najmniej o 1h 30min za późno. Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa patrząc na zdjęcia z opisu to, z jakimi dziećmi można ruszać na ferratę? Tutaj powiem tak, że nie ma reguły, a wszystko zależy od ich znajomości gór i posiadanych umiejętności. Na pewno nie może to być ktoś, kto dopiero zaczyna poznawać góry, a Tridentina jest jedną z jego pierwszych ferrat.

Faktem jest, że kilkoro dzieci w wieku gimnazjalnym na ferracie widziałem. Są tutaj do tego dość sprzyjające okoliczności, gdyż jest dużo sztucznych ułatwień, szczególnie na początku. Na dodatek to cała trasa jest zabezpieczona poręczówką. Nie ma również dużej kulminacji miejsc trudnych technicznie, a jeżeli są to nie stanowią dużego problemu, bo zawsze można sobie ten metr-dwa pomóc wykorzystując ręce i poręczówkę.

Ostatnie pytanie, które mi się nasunęło brzmi, czy Tridentina może być pierwszą trudną ferratą, na którą idziemy? Raczej tak, ale pod warunkiem, że już dość dobrze pokonujemy ferraty średnio trudne i sprawdziliśmy się na trasach z dużą ekspozycją.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. Mogą być również specjalnie wzmocnione rękawiczki na ferraty. Kijki według upodobań, ale w drodze powrotnej mogą być bardzo przydatne.

Na samej ferracie raki i czekan nie są przydatne, natomiast na samym początku lata, do bezpiecznego zdobycia wierzchołka Cima del Pisciadu mogą być potrzebne.

 

Słowniczek:

attrezzato  - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita  - szałas, bacówka,
bivacco  - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
camoscio  - kozica,
campanile  - dzwonnica, wieża przy kościele,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
escursionisti esperti  - turyści zaawansowani,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
ghiacciaio  - lodowiec,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
parco nazionale  - park narodowy, rezerwat,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
salita facile  - łatwe wejście do góry,
sasso  - kamień, głaz,
scoiattolo  - wiewiórka,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
torre  - wieża, baszta,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

Opisana trasa jest na mapie: Tabacco nr-05.

© wdolomitach.pl
strona główna