Croda Rossa di Sesto  〈2965m〉
Croda Rossa di Sesto, to szczyt położony na samym północno-wschodnim skraju Dolomitów, na który poprowadzono ferraty. Jeżeli na dodatek weźmiemy pod uwagę, że tych ferrat jest dwie a tras teoretycznie cztery, to z oczywistych powodów wycieczka tutaj i chęć zdobycia tego szczytu powinna być marzeniem każdego miłośnika gór. A czy tak jest naprawdę i czy na trasie w drodze na wierzchołek nie przeżyjemy niemiłego zawodu, nie wiem, to zależy od nas samych. Ale mam nadzieję, że ten opis przybliży to ciekawe, choć strasznie zniszczone przez historię miejsce.
 

Masyw Popera położony nad Passo Montecroce to miejsce gdzie nad Dolomitami wschodzi słońce. A, że znajdujący się tutaj szczyt Croda Rossa di Sesto jest jedynym dostępnym dla turystów, który można zdobyć w całej okolicy, miejsce to jest bardzo znane, ba nawet za bardzo. Bo jak się można przekonać, czy to na wycieczce, czy przeglądając książki o tym rejonie, tutaj już w czasach I Wojny Światowej zbudowano fortyfikacje, których ślady straszą turystów do dziś.

Masyw Popera nie jest miejscem, które odwiedzam często, dlatego w serwisie jest na razie tylko opis jednej krótkiej wycieczki 〈 tutaj 〉. Kilka jesiennych zdjęć z tego rekonesansu wykorzystałem do małej galerii 〈obok〉.

Croda Rossa di Sesto i poprowadzone na nią ferraty to nie jedyne atrakcje masywu Popera. To tutaj znajduje się jedna z ładniejszych i bardziej znanych tras prowadząca wokół głównego szczytu masywu, jakim jest Poper.

A ponieważ końcowy odcinek obejścia Popera prowadzi w pobliży szczytu Croda Rossa di Sesto, to zdobycie tego ciekawego wierzchołka jest jakby mówiąc „wisienką na torcie”, tej dwu dniowej bardzo trudnej wyprawy.


w drodze pod Popera


Prognoza pogody zapowiada piękny dzień nad całymi Dolomitami, na co niecierpliwie czekaliśmy. Decyzja zapadła i ruszamy na skraj Dolomitów. Już od samego rana na idealnie czystym niebie nie widać ani jednej chmurki. Nie mogę przepuścić takiej okazji i w okolicy osady Bagni di Valgrande zatrzymuję się by zrobić szybko jedną panoramę 〈obok〉.

Przy schronisku I. Lunelli jesteśmy zaraz po siódmej rano i specjalnie się nie spieszymy zaczynając poranek pod Poperem od dłuższej przerwy na kawę. Zakładamy, że nasza wyprawa zajmie nam cały dzień, przecież w takim miejscu nie bywa się często.

Wschodnia strona Popera jest krótko opisana w jednej z wycieczek, dlatego teraz tylko przedstawię południową część masywu, którą widać na małej panoramie 〈poniżej〉.



Najwyższy szczyt na tym zdjęciu to Cima di Padola. Znany jest on z tego, że znajdują się tam dwa biwaki umożliwiające przejście ciekawej i trudnej trasy z pięknymi widokami, na której jest jedna ferrata Mazzetta. Nie ma tam jednak żadnego schroniska, a odcinki szlaków są trudne, zatem może to być ciekawa zaprawa przed obejściem całego Popera.


Croda Rossa di Sesto


Croda Rossa di Sesto to pierwszy od prawej skrajny szczyt, jaki znajduje się na dużej panoramie Popera 〈wyżej po prawej〉. Ponieważ na panoramie są nazwy wszystkich największych szczytów 〈po wskazaniu kursorem〉 nie powinno być problemu z jego lokalizacją.

Croda Rossa di Sesto jest szczytem dość wyjątkowym, bo na wierzchołek prowadzą aż dwie ferraty, które według przewodników prowadzą czterema trasami. Wszystkie te zawiłości wyjaśnią się w tym opisie, a poniżej proponuję poznać ten szczyt dokładnie szczególnie, że to od widocznej południowej strony prowadzi najtrudniejsza trasa na wierzchołek, którą w tym dniu ruszamy.

Uwaga:
Jeżeli, przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉 - jest symbol gwiazdki    to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia.

 

Na zdjęciu Croda Rossa di Sesto od południa 〈poniżej i obok ∗〉. Zdjęcie prezentuje kopułę szczytową w dużym zbliżeniu i zostało zrobione w dniu wyprawy.



Legenda:

  ◊  gwiazdki:
     - biała - Croda Rossa di Sesto wierzchołek główny 〈2965m〉,
     - zielona - Croda Rossa di Sesto wierzchołek północno-wschodni 〈2936m〉.


Croda Rossa di Sesto to jeden z bardziej oryginalnych szczytów w Dolomitach. Jak widać na panoramie, swoją budową wyraźnie odbiega od pozostałych, które tworzą długą dość jednolitą grań. Szczyt od głównej grani oddziela przełęcz Santinella, przez którą prowadzi szlak turystyczny nr-101. Jak będzie można zobaczyć na pozostałych zdjęciach z opisu, druga północna strona szczytu również jest ciekawa i turystycznie bardzo urozmaicona.

Najwyższy wierzchołek szczytu 〈biała gwiazdka〉 jest bardzo dobrze widoczny, szczególnie od południa. Ferrata, która prowadzi na szczyt od południa wyprowadza na boczny, niższy wierzchołek 〈zielona gwiazdka〉 znajdujący się po prawej 〈północno-wschodniej〉 stronie. Wierzchołek ten czasami w górskiej literaturze jest nazywany Cima Nord.

 

Na kolejnym zdjęciu Croda Rossa di Sesto, jaką zobaczymy kiedy podejdziemy bliżej 〈poniżej i obok ∗〉. Zdjęcie zostało zrobione w czasie naszej pierwszej, jesiennej wycieczki pod Popera kilka lat temu.



Legenda:

  ◊  gwiazdki:
     - biała - Croda Rossa di Sesto wierzchołek główny 〈2965m〉,
     - zielona - lokalizacja niewidocznego i zasłoniętego wierzchołka północno-wschodniego 〈2936m〉,
     - pomarańczowa - Guglie, boczna widlasta turnia 〈2850m〉,
     - różowa - Torre Pellegrini, samotna skalna wieża 〈2757m〉,
  ◊  strzałki:
     - zielona - trasa podejścia do ferraty,
     - ciemno niebieska - ściana, którą prowadzi ferrata opisana w etapie II-gim.


Kiedy podejdziemy bliżej szczytu wierzchołka, na który prowadzi ferrrata już nie zobaczymy, bo zasłonią go dwie wspaniałe skaliste turnie, którymi najeżona jest Croda Rossa di Sesto.

Widoczną południową ścianą poprowadzono ferratę Zandonella, która ma osobne trasy do wejścia i zejścia. Trasa wejściowa opisana jest w etapie II-gim. Niestety, ale w czasie tej wyprawy zmieniliśmy plany i zamiast wrócić ze szczytu trasą zejściową, wybraliśmy całkiem inne rozwiązanie, które nie ukrywam wyjątkowo mi się spodobało.

A co najważniejsze to nasza zmiana planów pozwoliła mi poznać i zrobić zdjęcia drugiej ferraty prowadzącej od północy, która jest dużo łatwiejsza. Do zdobycia szczytu tą trasą namawiam wszystkich turystów zaczynających poznawać Dolomity. Bo innych tak dostępnych szczytów tutaj na skraju gór, niestety już nie ma.


Rifugio I. Lunelli 〈1568m〉


Miejscem, z którego ruszamy na wyprawę jest malutkie schronisko Lunelli, do którego nie ma problemu by dojechać samochodem. Choć dostępny fragment drogi i łąki przy schronisku trochę się zmniejszył od czasu naszej ostatniej tutaj bytności, to rano nadal nie ma problemu by zaparkować auto.


etap I

Rifugio I. Lunelli 〈1568m〉 - początek ferraty 〈2620m〉


Już na pierwszy rzut oka widać, że etap I, czyli podejście do ferraty to ponad 1000m marszu „pod górkę”. Czasami lubię w żartach takie podejścia porównywać do ilości schodów, jakie pokonujemy codziennie. Nie będę tutaj ich wyliczał, proszę to sobie podzielić samemu, szczególnie przed wakacjami, kiedy zaczynamy planować górskie wyprawy i pracować nad kondycją po leniwej zimie.

Nie znam drugiej ferraty w Dolomitach, gdzie trzeba pokonać aż takie duże podejście. Chyba, że postanowimy zdobyć Marmoladę ruszając na piechotę z tamy na jeziorze pod szczytem. Tylko, że tam większość turystów, jednak dojeżdża te 650m do góry w koszu kolejki linowej.


Kawa wypita, plecaki sprawdzone, aparat fotograficzny w ręce i dokładnie o godzinie 8.30 ruszamy na naszą kolejną dolomitową wyprawę.

Trochę się zdziwiliśmy, kiedy para turystów, która zaparkowała auto obok nas, ubrała dwoje małych dzieci w wieku 7-8 lat w pełne uprzęże i z kaskami w dłoni oraz plecakami ruszyła za nami na ten sam szlak. Ferrat dla dzieci raczej tutaj nie ma ale przypadek sprawił, że po około dziesięciu godzinach odkryliśmy miejsce, do którego ta turystyczna rodzinka rano zmierzała.


Środek letnich wakacji, piękny poranek a my ruszamy na pusty szlak turystyczny nr-101 〈obok〉, który prowadzi do wyżej położonego schroniska Berti.

Przed nami do pokonania 380m podejścia i dość wysoki próg, który prowadzi do dolinki Vallon Popera położonej pod samą granią masywu.

 

Idziemy szlakiem, a na wprost mamy pierwszy z ciekawych szczytów 〈poniżej i obok ∗〉, którym jest sam Poper, a w zasadzie według mapy to Monte Popera. Granią po jego południowej 〈lewej〉 stronie powinni się szczególnie zainteresować wszyscy, którzy przyszli tutaj by ferratami obejść cały masyw.

Na dużym zdjęciu 〈obok ∗〉 zaznaczona jest przełączka 〈żółta błyskawica〉, przez którą prowadzi Via ferrata Aldo Roghel, czyli pierwsza z ferrat na tej znanej i bardzo trudnej trasie.

 

Szeroką ścieżką, jaka prowadziła od schroniska Berti doszliśmy na skraj progu, którym spływa kaskadami strumień 〈po lewej〉. Niby nic ciekawego, ale na dolomitowych szlakach, strumienie nie są często spotykane.

Zaczynamy powoli wchodzić do góry wąską ścieżką, która teraz prowadzi licznymi zakosami po skalistym zboczu.

Naszą uwagę przykuwa cały czas piękna, choć pogrążona w cieniu ściana szczytu Sasso di Selvapiana 〈po prawej〉.

 

Widzimy już znajdujące się na skraju skalnego progu schronisko Berti 〈poniżej〉, a za nim powoli pojawia się boczna grań Popera, nad którą góruje Croda Rossa di Sesto.

Celu naszej wycieczki jeszcze dobrze nie widać, gdyż zasłania go górskie zbocze. Za to idealnie prezentuje się południowa ściana szczytu Pala di Popera 〈obok〉.


Jesteśmy już prawie na progu, kiedy na południu 〈poniżej ∗〉, pojawia się Forcella dei Camosci 〈pomarańczowa błyskawica〉 przez którą prowadzi szlak turystyczny nr-152.

W cieniu bardzo rozległego szczytu Cima Bagni, na piargach dostrzegamy bardzo dużą grupę turystów, która powoli zmierza w stronę tej przełączki.

 

Jesteśmy już przy schronisku Berti, gdzie znajduje się dość duży węzeł szlaków turystycznych 〈po lewej〉.

Krótka wizyta w schronisku, jedno zapytanie czy przypadkiem nie zamknięto ferraty Zandonella i ruszamy dalej.

Każdy, kto idzie na ferratę Roghel, powinien tutaj skierować się na wąską ścieżką i pójść w stronę piargów pod samą grań 〈po prawej〉.

Ferrata Roghel zaczyna się skośnym trawersem ścianą po południowej 〈lewej〉 stronie od przełączki.

 

Już kilka metrów za schroniskiem Berti ze ścieżki, którą prowadzi szlak nr-101 〈poniżej i obok ∗〉 widać bardzo dobrze cel naszej wyprawy, czyli szczyt Croda Rossa di Sesto 〈zielona gwiazdka〉.

Dojście do ferraty cały czas prowadzi szlakiem nr-101, którym dalej można dojść do wyjątkowo ciekawej Passo della Santinella 〈żółta błyskawica〉.


Uwaga:
W Dolomitach nie ma zgodności w nazywaniu górskich przełęczy. Stosowane są zamiennie dwa zwroty: passo1 oraz forcella1, choć słownikowo każde z nich ma swoje specyficzne znaczenie. W serwisie staram się jednak passo używać wyłącznie do nazw dużych górskich przełęczy, przez które prowadzą drogi. Natomiast przełęcze znajdujące się wysoko w górach najczęściej nazywam przełęczkami, choć nie na każdej mapie mają one nazwę forcella.

 

Z daleka, czyli właśnie z okolicy schroniska można dobrze zobaczyć trasę ferraty Zandonella 〈obok ∗〉, bo kiedy podejdziemy już bliżej, nie zobaczymy tej części południowej ściany szczytu, gdyż zasłonią ją boczne turnie.

Jak widać na zdjęciu nieco poniżej wierzchołka w poprzek szczytu prowadzi dobrze widoczna skalna półka, na której znajduje się dość charakterystyczna mała murowana ścianka bardzo starego bunkra 〈niebieska strzałka〉.

Wprost poniżej „bunkierka” prowadzi najtrudniejszy odcinek ferraty Zandonella 〈zielone strzałki〉, której dolnego odcinka również nie widać, gdyż prowadzi w ogromnych załomach żlebu pod ścianą.


Obraliśmy kierunek na Passo Santinella 〈obok ∗〉 ale zanim dojdziemy do ogromnych piargów pod przełączką minie trochę czasu, bo szlak nr-101 zatacza dość duży łuk.

Podpowiem tylko, że musimy dojść prawie aż pod samą przełączkę 〈zielona strzałka〉, gdzie należy skręcić w prawo pod ścianę szczytu.


Niebo przed nami nad widoczną na małej panoramie granią 〈poniżej〉 już nie ma pięknego błękitnego koloru, tak jak o poranku a chwilami spod gęstej warstwy chmur już go w ogóle nie widać.



Schronisko Berti już za nami, kiedy szlak nr-101 zaczyna skręcać w prawo 〈poniżej〉. Pamiętam jak kilka lat temu, właśnie w tamtej okolicy widzieliśmy rozbite małe dwa namioty.

Zatem skoro tutaj nie ma żadnego parku narodowego to znaczy, że można sobie zrobić obozowisko by z bazy pod szczytem przejść spokojnie okoliczne ferraty.

 

Dookoła kompletna pustka, żadnych turystów przed ani za nami, a droga zaczyna się nam coraz bardziej dłużyć.

Powoli jesteśmy coraz bardziej zniecierpliwieni tym podejściem i zaczynamy się coraz częściej zatrzymywać i obserwować zmieniającą się powoli pogodę 〈powyżej i obok〉.


Za nami już dość daleko schronisko Berti 〈zielony znaczek〉, a dużej grupy turystów na piargach przed przełączką już nie ma. Jak widać, poszli daleko na południe masywu 〈powyżej ∗〉.


Doszliśmy już prawie pod samą grań ze szczytem Croda Rossa di Sesto 〈poniżej〉. To właśnie w tym dość pofałdowanym terenie, w jednym z obniżeń, kiedyś widzieliśmy rozbite dwa malutkie namioty.

Teraz jednak naszą uwagę przyciąga pogoda, a w zasadzie jej zmiana, gdyż całe niebo dookoła zakryło się cienką warstwą dość nisko wiszących chmur, dosłownie jakby ktoś rozlał mleko.

 

Zaczynamy długi marsz wzdłuż całej bocznej grani w stronę piargów opadających z Passo Santinella. Na jej skraju, za ostatnim szczytem 〈obok〉 wyprowadza szlak nr-124, który prowadzi z przełęczy Montecroce.

Idziemy dalej w stronę piargów i dostrzegamy daleko przed nami, na wąskiej ścieżce prowadzącej powyżej szlaku nr-101 dwójkę turystów.


Ponieważ nie mogli tutaj przyjść od schroniska Berti, zatem musieli iść właśnie tym szlakiem nr-124. Przyznam, że o takim wariancie wyprawy na ferratę Zandonella nie pomyślałem wcześniej.

Jesteśmy na skraju piargów pod szczytem Croda Rossa di Sesto 〈powyżej〉. Dalej ścieżka robi się wyjątkowo stroma, później miejscami przypomina nawet bardzo wąską grzędę.

 

Jesteśmy już pod samym szczytem, a dokładnie pod jego boczną odstrzeloną samotną turnią Torre Pellegrini 〈powyżej i obok〉, za którą znajduje się następna widlasta turnia Guglie. To dobre miejsce do poznania topografii szczytu Croda Rossa di Sesto. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że zejdziemy na drugą 〈północną〉 stronę szczytu, dlatego wypatrywałem tras zejściowych od południa.

Z tego miejsca oczywiście bocznego wierzchołka z krzyżem, na który wyprowadza ferrata Zandonella nie widać, gdyż znajduje się dokładnie za turnią Guglie. Widać za to wspaniale skalną półkę z „bunkierkiem” 〈obok ∗〉, a poniżej ścianę, którą prowadzi bardzo trudny odcinek ferraty.


Południowa ściana szczytu już za nami, a przed nami wyjątkowy odcinek podejścia, gdyż w Dolomitach jest bardzo mało szlaków prowadzących przez tak duże piargi 〈powyżej〉.

Ten jednak nie jest najgorszy może właśnie, dlatego że jest tak duży, wytyczono tutaj dość dobrą ścieżkę. Na całym tym odcinku nie było ani jednego miejsca, w którym byśmy zjeżdżali po niestabilnym podłożu.


Dopiero kiedy się odwrócimy 〈poniżej ∗〉, widać ile jesteśmy wyżej od schroniska Berti 〈zielony znaczek〉.

Do przewodnikowych 600m podejścia od schroniska, jeszcze chyba nam trochę brakuje, zatem ostro ruszamy wyżej w stronę przełęczy Santinella.

 

Nawet idąc pod stromą górkę w miejscu tak mało ciekawym, jakim są piargi 〈poniżej〉 warto od czasu do czasu podnieść głowę i rozejrzeć się dookoła. Właśnie tak udało mi się wypatrzyć dwia interesujące miejsca 〈obok ∗〉.

Na pierwszym zdjęciu widać sam skraj szczytu Croda Rossa di Sesto i ścianę z półką oraz „bunkierkiem” którą prowadzi trasa ferraty 〈zielone strzałki〉. A na drugim, piękną samotną iglicę, którą patrząc na jej smukły i charakterystyczny wygląd trudno by było nazwać inaczej niż „Ząb”.

 

Mijamy znajdujący się boczny stromy żleb pod południową ścianą Crody Rossy di Sesto 〈obok〉, którym według opisu z jednego przewodników prowadzi trasa zejściowa ze szczytu. Idziemy jednak dalej ścieżką przez środek żlebu.


Po kilku minutach ścieżka przechodzi na prawą stronę i na skałce przy samym szlaku dostrzegamy charakterystyczny napis 〈poniżej〉.

Od miejsca rozpoczęcia ferraty Zandonella dzielą nas dosłownie minuty. Prawie trzy godziny zajęło nam pokonanie ponad 1000 metrowego podejścia od schroniska Lunelli.


Jeszcze jedno zdjęcie 〈obok〉 na tle Passo Santinella i skręcamy w prawo pod szczyt.

Podchodzimy przez małe skałki do miejsca gdzie można sobie usiąść i ubrać uprząż.


Sposób oznakowania dojścia do ferraty jest dość oryginalny 〈poniżej〉, choć to nie pierwsza ferrata gdzie skały pochlapano farbą.

Ciekaw jestem czy potwierdzą się moje obawy, jakie miałem od dawna po zapoznaniu się z przewodnikowymi opisami tej trasy. Ale o tym będzie jeszcze czas rozmyślać na szczycie. Teraz przed nami bardzo trudne i niebezpieczne wejście.


Pierwsze zaskoczenie przyszło wyjątkowo szybko, jeszcze zanim zaczęła się ferrata.

Na całej południowo-wschodniej stronie Popera nie było w ogóle śniegu, a tu w załomie jednego ze żlebów jest go aż za dużo 〈obok〉.

Dobrze, że zabraliśmy czekany, bo jeżeli tak będzie na trasie zejściowej w górnej części żlebu, to się na pewno przydadzą.

 

Jesteśmy pod ścianą szczytu w miejscu rozpoczęcia się ferraty Zandonella. Nisko pod nami żleb, którym przyszliśmy a daleko nad granią wznosi się Poper, który jednak nie jest najwyższym szczytem tego masywu 〈poniżej i obok ∗〉.

Tytuł ten przysługuje bardzo stromej turni Cima Undici 〈3092m〉, która przewyższa Popera o 46m. To jednak centralne położenie Monte Popera, a przede wszystkim lokalizacja szlaków i ferrat, które prowadzą dookoła tego szczytu powoduje, że każdy używa tutaj jednej nazwy Poper.


Przed nami dość krótka wspinaczka, bo od wierzchołka dzieli nas zaledwie 320m, dlatego robimy sobie małą przerwę na posiłek a zaśnieżony żleb jest motywacją by się jednak również ubrać nieco grubiej, niż na tym 1000m podejściowym letnim spacerku.

Miejsce rozpoczęcia ferraty to również kryjówka na przeczekanie małego deszczu 〈powyżej〉, choć nie najlepsza, bo w tej skalnej nyży jest wyjątkowo mokro, choć w tym dniu nie spadła jeszcze ani jedna kropla deszczu.


ferraty na Croda Rossa di Sesto


Via ferrata Zandonella



Via ferrata Zandonella jest jedną z dwóch ferrat poprowadzonych na wierzchołek szczytu Croda Rossa di Sesto. Ferata posiada dwie trasy, obie prowadzą na szczyt od południa, zatem ich przejście było z zasady najbardziej oczywistym wariantem zdobycia szczytu.

Jest tylko jedno ale, czyli trzeba pamiętać o najważniejszym. Zandonella jest ferratą bardzo trudną i pomimo znajdujących się zabezpieczeń bardzo niebezpieczną, dlatego znaczna część turystów chcących wejść na ten szczyt wybiera drugą ferratę, czyli Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto.


Via ferrata Zandonella, sentiero S


Wszystkie opisy w przewodnikach do wejścia na szczyt zalecają wybrać trasę południową, nazwaną „sentiero S”. Takie też było założenie twórców tej ferraty, by poprowadzić ją w bardzo widowiskowym terenie wspaniałej ściany wprost do „bunkierka”, który pamiętajmy, że w czasach I Wojny Światowej służył właśnie do pilnowania tego górskiego przejścia. Trasę tą wybraliśmy również my i jest dokładnie opisana w etapie II-gim.


Via ferrata Zandonella, variante SE


Wariant drugi, „sentiero SE”, czyli perć południowo-wschodnia miała służyć do zejścia. I tutaj pojawia się pierwszy i najważniejszy problem, którego niestety nie udało się nam rozwiązać. Trasą tą mieliśmy schodzić, a ponieważ na wierzchołku postanowiliśmy zmienić plany, nie sprawdziliśmy tego przejścia, przez co rozwiązaniem tego problemu są tylko opisy w przewodnikach. A te opisują dwa warianty zejścia.

Oba warianty zejścia percią południowo-wschodnią zaczynają się tak samo, gdyż ze szczytu zaczynamy schodzić granią na wschód 〈w stronę Passo Montecroce〉, powoli okrążając kopułę szczytową. W ten sposób wychodzimy na południową ścianę do małego kociołka nazwanego Circo Est, na wysokości podstawy widlastej turni Guglie, którą pokonujemy wspaniałym krajobrazowo trawersem idąc od południowej strony pod jej trzema widlastymi wierzchołkami - to miejsce nazywane jest Cengia, kierując się na zachód 〈w stronę Passo Santinella〉.

Tutaj opisy zaczynają się różnić. Gdyż w pierwszym trasa prowadzi do wąskiego i stromego żlebu, który nieco wyżej fotografowałem. A drugi wariant, przedstawia zejście wprost pod południową ścianę, zaraz po zachodniej 〈lewej〉 stronie iglicy Torre Pellegrini.

Ponieważ nie sprawdziłem tych tras, nie prezentuję zdjęć z narysowaną „sentiero SE”, bo nie raz się już przekonałem, że w Dolomitach opisy przewodnikowe mogą być już od dawna nie aktualne. Proszę to mieć na uwadze, przy wyprawie na ferratę Zandonella.

Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto



Ferrata prowadzi na ten sam wierzchołek co Zandonella z tym, że cała trasa biegnie po drugiej północnej stronie szczytu. A ponieważ ferrata ta, jest tylko średnio trudna i wspaniała krajobrazowo, to teraz po jej przejściu i przejrzeniu zrobionych zdjęć bardzo się cieszę, że mogę ją opisać i polecić wszystkim, którzy nie mają potrzeby lub po prostu nie chcą iść na trasę Zandonelli.


Via ferrata Zandonella, sentiero S


Ponieważ w krótkiej prezentacji ferrat już zdradziłem, którędy szliśmy to teraz zanim przedstawię szczegółowy opis wariantu „sentiero S” ferraty Zandonella, wyjaśnię jedną rzecz. W czasie tego wejścia, ani razu nie myśleliśmy o tym by zawrócić, choć pogarszająca się pogoda nieźle dała się nam we znaki.

Gdyby nie to, że ze szczytu można zejść dużo prostszą trasą na północ, to chyba jednak w okolicy „bunkierka” musieli byśmy poczekać na poprawę pogody. Gdyby ta nie nadeszła, to w tym miejscu byśmy zawrócili, choć powrót po tej ścianie jest dużo bardziej niebezpieczny od wejścia.

Dlatego zawsze w opisach staram się podawać możliwe warianty zejścia z trasy. Tutaj na ferracie Zandonella, najłatwiejszym wariantem jest jednak zdobycie szczytu i zejście na północną stronę. Musimy tylko bacznie zwracać uwagę na jedną rzecz, czyli na szczyt wchodzimy tylko wtedy, kiedy nie ma burzy nad nami.


etap II

poczętek ferraty 〈2620m〉 - Croda Rossa di Sesto 〈2936m〉


Zaczynamy wspinaczkę, a ponieważ od wierzchołka dzieli nas niewiele więcej niż 300m, to jest to zaledwie 1/3 tego, co już pokonaliśmy w czasie podejścia.


Pierwsze metry ferraty prowadzą po wielkich skalnych blokach 〈obok〉, przez duże załomy u podnóża południowej ściany szczytu.

Wszystkie żlebiki, czy to duże, czy też małe zasypane są jeszcze starym zbitym śniegiem.

Na szczęście cały ten odcinek prowadzi po skałach, która w tak ciepłym letnim dniu jest sucha.


W jednym z osłoniętych miejsc widzimy tablicę pamiątkową 〈poniżej〉. Wcześniej była również tablica fundatorów ferraty, ale jej zdjęcie jest nieco wyżej przy krótkiej prezentacji ferrat.

Następne „pamiątki” są już na samym szczycie, co niestety będzie widać na późniejszych zdjęciach.

 

Od samego początku ferrata prowadzi w dość stromym terenie po trasie, która kluczy pod wielkimi skalnymi obrywami i przewieszkami 〈obok〉.


Sucha skała ma ciekawy różowy odcień, ale nie to jest tutaj ważne 〈obok〉.

Nieco później będę miał okazję dwa razy się przekonać jak mocno spękana jest ta skała, co również można dostrzec na dużym zdjęciu.


Pierwsza wspinaczka za nami. Jesteśmy w ogromnym skalnym labiryncie pod południową ścianą szczytu 〈obok〉.

Jedyny kierunek, w którym można iść dalej to na wprost, w stronę jakiegoś dziwnego znaku namalowanego na dużym głazie.


Jesteśmy przy głazie ze znakiem, ale następnego już nie znajdujemy.

Jest za to poręczówka, zatem to z reguły jest najpewniejszy kierunek dalszej trasy.

 

Jeden rzut oka na okolicę ale z miejsca, w którym jesteśmy widać tylko Popera. Ponieważ chmury są jeszcze dość wysoko to dostrzegamy krzyż na szczycie.


Ruszamy na następną, tym razem już dużo bardziej stromą ściankę 〈obok〉.

Powoli coraz bardziej zaczynamy bacznie obserwować rozpiętą tutaj poręczówkę.

 

Jak widać na obu zdjęciach 〈obok〉, jesteśmy na samym dole wielkiej południowej ściany szczytu. Przed nami dość długa i miejscami bardzo trudna wspinaczka.

Niestety, jak widać w zbliżeniu lina jest tutaj bardzo niedbale poprowadzona. Wisi luźno na skałach zamocowana kotwami w bardzo dużych odległościach, co najmniej 2-3 razy za długich. W niektórych miejscach jest tyle luzu, że można by ją było odchylić na boki o dobre 2-3 metry.


Od tego miejsca 〈obok〉, zaczynamy wspinać się jeszcze bardziej uważnie, ale co najważniejsze już „nie ufamy” tej poręczówce.

Używamy liny wyłącznie do auto-asekuracji i idziemy do góry wykorzystując wyłącznie naturalne stopnie i chwyty.


Oczywiście w tym dniu musiałem znowu zadowolić się rolą drugiego na trasie, co oczywiście wzbudziło dużą wesołość Juniora 〈obok〉.

Może to i dobrze, bo to akurat ja zrzuciłem w dół dwie małe „kupki” skalnego gruzu. A jak do tego doszło w uwadze niżej.


Uwaga:

Na całym tym stromym odcinku miałem okazję przekonać się jak bardzo krucha jest tutaj skała. Za pierwszym razem rozsypał mi się w rękach bardzo duży skalny występ, który potraktowałem jako idealny chwyt. Na szczęście stałem na dość stabilnych stopniach zatem ten cały gruz, jaki mi pozostał w rękach, razem z tym co się wykruszyło z hukiem poleciał na dół. Za drugim razem już byłem bardziej ostrożny i w chwili, kiedy próbowałem nogę przestawić wyżej i obciążyłem rękę, pozostał mi w niej duży kawał skały, który ostrożnie położyłem na półce pod nogami.

 

Po pokonaniu pierwszej bardzo stromej i niebezpiecznej części ściany, ferrata lekko skręca w prawo, w stronę widocznego zacięcia 〈obok〉, które przecina ścianę na bardzo dużej wysokości i zanika dopiero jako mała rysa pod samym „bunkierkiem”.

To jeden z nielicznych mniej stromych odcinków do przejścia, w tej części ferraty.

 

Jesteśmy już przy wielkim skalnym zacięciu 〈obok〉, wzdłuż którego po wyjątkowo gładkiej i stromej ścianie, bardzo trudną wspinaczką ostrożnie poruszamy się do góry 〈zielona strzałka〉.

 

Na szczęście kilka przecinających tą ściankę rys i wybrzuszeń 〈obok〉, pozwala przejść ją bezpiecznie, bez pomagania sobie luźno wiszącą poręczówką.

Nie najlepszy stan tej poręczówki potwierdza fakt, że na tej ścianie była w kilku miejscach sztukowana, co wynikało zapewne z jej wcześniejszego zerwania. Miejsca, w których poręczówka „dostała” skalnymi obrywami można zauważyć kilka razy.

 

Doszliśmy do miejsca, z którego roztacza się widok na całą okolicę 〈obok ∗〉. A skoro widać również schronisko Berti to znaczy, że i miejsce w którym teraz jesteśmy widać od schroniska.


Kolejne nieco łagodniejsze miejsce przed nami 〈obok〉, które tym razem prowadzi lekko w lewo.

Po raz pierwszy dostrzegamy również charakterystyczną strukturę skał, jakie są ponad skalną półką z „bunkierkiem”, choć samej półki jeszcze nie widzimy.

Jak widać, jesteśmy jeszcze za nisko.

 

Tym razem już Popera nie widzimy 〈obok〉, a nad wierzchołkiem wiszą niskie chmury. Nie ma wiatru, więc nie wiemy czego się spodziewać czy tego, że zacznie padać czy odwrotnie.


Kolejny mały próg pokonujemy za pomocą bardzo starej i dość mocno ruszającej się drabiny 〈obok〉.

Zanim przeszedłem przez tą drabinkę do góry, to ...


... Łukasz urządził sobie na małej półce wygodny punkt widokowy 〈obok〉.

Jak widać i to całkiem przypadkiem, na zdjęciu akurat jest widoczne miejsce sztukowania liny.


Uwaga:

W opisach ferrat, jakie są w serwisie już zwracałem uwagę na to by na jednym odcinku poręczówki pomiędzy kotwami wspinała się tylko jedna osoba. Tutaj na ferracie Zandonella, jeżeli idzie się większą grupą, na pewno będzie to powodowało pewne opóźnienia, bo wygodniej jest trzymać małe odstępy.

 

A że było to pierwsze naprawdę bardzo fotogeniczne miejsce 〈obok〉, to pozostałem na tej drabince jeszcze chwilę, akurat na dwa zdjęcia do pamiątkowego albumu.

 

Jak widać na zdjęciu 〈obok〉 jesteśmy dosłownie poniżej miejsca, w którym na dużej półce przecinającej kopułę szczytową znajduje się dziwna kamienna bardzo stara budowla - gdyż trudno to inaczej nazwać.

Choć w Internecie można spotkać inne nazwy tego miejsca nazwałem to „bunkierkiem”, gdyż na wojnie takie miejsca pełnią właśnie takie funkcje. O tym jak wyglądała tutaj I Wojna Światowa i którędy przebiegała linia frontu można przeczytać w dziale Ciekawostki.

W Bibliotece jest również jedna książka, w której na mapkach można zobaczyć, jakie szczyty bezpowrotnie „zniszczono” budując na nich umocnienia i bunkry.

 

Zanim wyjdę na półkę do góry jeszcze raz robię mały przegląd widoków dookoła, sprawdzam co się dzieje z pogodą nad szczytem oraz robię jedno zdjęcie turni Guglie 〈obok〉.


Do skalnej półki mamy zaledwie kilka metrów 〈poniżej i obok〉, które pokonujemy za jednym szybkim podejściem.

I tutaj muszę się przyznać, że na półce nie zrobiłem ani jednego zdjęcia, takiego zawodu w Dolomitach jeszcze nie doznałem. Nie chodzi o to, że coś mi się nie podobało, bo są to góry wspaniałe.


Dużo już miejsc widziałem w tym sztolnie na Marmoladzie, z których 〈 tutaj 〉 jest relacja w serwisie. Nie mogłem zrozumieć jak tyle lat po tej wojnie nikomu nie przyszło do głowy tutaj „posprzątać”. Ten „bunkierek” w porównania do tego, co zobaczymy po drugiej 〈północnej〉 stronie szczytu, to tylko drobiazg zniszczeń wspaniałej góry. A o dziesiątkach metrów drutów kolczastych wystających spod śniegu, które tego dnia jeszcze widziałem wolę nie wspominać.


Na półce robimy zaledwie kilkuminutową przerwę na przepłukanie wyschniętego gardła i ruszamy dalej zwłaszcza, że z góry po grani coraz niżej zsuwają się chmury i zaczyna padać mżawka 〈poniżej〉.

Na półce ruszamy w prawo 〈zielona strzałka〉, w stronę szczerbiny w grani za głównym wierzchołkiem gdzie jest przejście na drugą stronę szczytu.

 

Dosłownie w ciągu minuty pogoda zmienia się nie do poznania. Chmura, w której idziemy i coraz gęstsza mżawka powodują, że widoczność spada do kilkunastu metrów. Bardzo powoli i ostrożnie pamiętając, jaki stan miała niżej poręczówka przechodzimy jeden z uskoków 〈po prawej ∗〉. To zdjęcie zrobione już po przejściu tego miejsca, zatem kierunek marszu wskazują 〈zielone strzałki〉. Jak widać na kolejnym zdjęciu 〈po prawej〉 jesteśmy bardzo blisko Guglie, ale żeby ją było widać dobrze to nie powiem.


Cały czas wąską percią pod samą kopuła szczytową trawersujemy w kierunku wschodnim uważnie wypatrując miejsca, w którym będzie przejście w grani.

Już od miejsca pierwszego uskoku pokrytego starym zbitym i bardzo śliskim śniegiem idziemy z czekanami 〈obok〉.

 

W końcu zauważyliśmy poręczówkę przy małym żlebiku opadającym spod samej grani, która prowadziła do małej szczerbiny pomiędzy dwoma pojedynczymi iglicami 〈obok〉. Powoli, uważając na zwały śniegu w żlebie wychodzimy do góry.

 

Ostatni rzut oka na południową stronę szczytu 〈obok〉 i idziemy szukać krzyża, gdyż tam jest wierzchołek północno-wschodni, cel naszej wyprawy.


Po przejściu na drugą stronę grani skręcamy od razu na prawo, czyli idziemy na wschód, bowiem tam prowadzi wąska ścieżka.

Jak widać na zdjęciu 〈obok〉 na północy wcale nie jest lepiej. Widoczność jest jeszcze mniejsza, a silny wiatr zacina deszczem wyjątkowo nieprzyjemnie.


Jak widać na zdjęciu 〈obok〉, trudno powiedzieć by znajdująca się tutaj poręczówka pełniła jakieś funkcje zabezpieczenia. Jedyne do czego może służyć to wyznacznik trasy w drodze do szczytu.


Jest i wierzchołek północno-wschodni, którym jest mała kulminacja na grani 〈poniżej〉. Wyjątkowo zła pogoda powoduje, że postanawiamy poczekać tutaj kilkanaście minut. A miejsc, w których można się schować przed wiatrem i deszczem jest kilka.

Na szczęście oprócz zabranych na trasę „zimnych napoi” mamy pełen termos gorącej wody, zatem możemy sobie zrobić coś ciepłego do picia, bo na ochłodę po ferracie raczej już nic nie potrzebujemy.


Dookoła szczytu idealne mleko i nie widać nic. Zimny wiatr i lodowata mżawka nie ustaje. Wolimy nie kusić losu i robimy sobie zdjęcia na szczycie, ale w bezpiecznej odległości od metalowych linek zabezpieczających ten krzyż i postanawiamy wracać.


Tak jak pisałem już nieco wyżej, Croda Rossa di Sesto jest szczytem, z którego jeżeli już dojdziemy do półki z „bunkierkiem” to najdogodniejszą trasą ewakuacyjną jest przejście przez szczerbinę na północną stronę szczytu i zejście średnio trudną Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto.

Oczywiście na szczycie zrobiliśmy dokładny rekonesans w poszukiwaniu miejsca, w którym zaczyna się „sentiero SE” ferraty Zandonella. Pomogły nam w tym ślady, jakie na wierzchołku zostawiła dwójka, która była w tym dniu na trasie przed nami. W opisie wejścia nie pisałem o nich, ale widzieliśmy ich dwa razy. Muszę przyznać, że wspinali się bardzo szybko i żeby nadążyć za nimi chyba bym musiał całkowicie zrezygnować z robienia wszystkich zdjęć w czasie wspinaczki.

Ponieważ warunki pogodowe i wyjątkowo dużo śniegu zalegającego w rejonie wierzchołka północno-wschodniego uniemożliwiały bezpieczne dojście do poręczówki i rozpoczęcie zejścia ferratą Zandonella wariantem SE, dlatego bez specjalnego żalu zaczynamy schodzić na północ. W zasadzie całą robotę za nas zrobiła dwójka przed nami, która tak samo jak my szukała poręczówki w śniegu, a potem zrezygnowała i wybrała zejście na północ.


podsumowanie


Via ferrata Zandonella - sentiero S

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata bardzo trudna;
   - sześcio-stopniowa:
                C- dla osób doświadczonych i dobrze obeznanych z trudnościami;
     - według opisu czterech parametrów:
                T-2,  O-1,  F-2,  P-2,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  specyfika - ferrata szczytowa, która trasa jest bardzo różnorodna;

◊  lokalizacja - wierzchołek Croda Rossa di Sesto w masywie Popera na samym skraju Dolomitów;

◊  dojście do ferraty - najdogodniej od schroniska Berti;

◊  trasa ferraty - dwie osobne trasy, do wejścia i zejścia;

◊  odradzam - wykorzystywanie wariantu S, ferraty do zejścia ze szczytu;

◊  na ferracie - brak miejsc do rezygnacji i zejścia z trasy;

◊  największa wada - jedno z najdłuższych podejść do miejsca rozpoczęcia ferraty;

◊  ostrzeżenie - miejscami bardzo krucha skała oraz coraz gorszy stan zabezpieczeń;

◊  czekan - na tej trasie nawet w środku lata może być niezbędny;

◊  pogoda - kategorycznie odradzam tą ferratę w upalne burzowe letnie dni.

Via ferrata Zandonella, sentiero S



Legenda:

  ◊  zielona:
     - strzałka - początek ferraty,
     - linia - trasa ferraty.


Trudno mi obiektywnie podsumować ferratę Zandonella. Opis i zdjęcia z trasy wejściowej prowadzącej wariantem S - przedstawił wszystkie najważniejsze i najbardziej charakterystyczne elementy. Natomiast patrząc tak obiektywnie to dzisiaj trzeba powiedzieć, że twórcy tej ferraty już dawno o niej zapomnieli, bo stan zabezpieczeń kwalifikuje ją po prostu do zamknięcia.

Żeby tą ferratę podsumować w jednym zdaniu to powiem tylko tak, to ferrata wyłącznie dla osób pewnych swoich umiejętności, którzy są w stanie przejść bardzo trudną technicznie trasę licząc wyłącznie na swoje umiejętności, a nie wierząc bezkrytycznie w bardzo zły stan zabezpieczeń i miejscami wyjątkowo zniszczoną i przez to bardzo niebezpieczną skałę.


Croda Rossa di Sesto - kopuła szczytowa obraz zniszczeń


Croda Rossa di Sesto to piękny szczyt położony w wyjątkowo ciekawym rejonie gór. I to w zasadzie wszystko co mogę powiedzieć pozytywnego, gdyż historia wyjątkowo brutalnie potraktowała to miejsce.

Nie wymagam od nikogo by dziś „burzył” te wszystkie znajdujące się tutaj „bunkierki”, ale przyrodzie tak mocno już zniszczonej coś się jednak należy. A, jeżeli na trasie widzę łopaty, wiaderka, stare worki po cemencie - to mnie po prostu coś ponosi, bo nie widzę do tego żadnego uzasadnienia.

Jeżeli chcemy oddać hołd i udowodnić, że pamiętamy o ofiarach wojen a byli nim najczęściej młodzi ludzie to róbmy to w takich miejscach jak te 〈 tutaj 〉.

Kompletnie nie rozumiem intencji twórców wszystkich ferrat jakie tutaj są, którzy poprowadzili zabezpieczenia na południowej i północnej stronie szczytu a nie pomyśleli by zabrać te wszystkie druty kolczaste, jakimi opleciony jest ten szczyt.


Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto


Każdy zna powiedzonko, że nie chwali się dnia przed zachodem słońca, dlatego przed szczegółowym opisem tej ferraty trudno mi jest powstrzymać się przed jednym pozytywnym zdaniem. Etap III przedstawia najładniejszy krajobrazowo odcinek naszej wycieczki.

A ponieważ, jest to trasa technicznie średnio trudna, na której sztucznych ułatwień i żelastwa jest wyjątkowo mało, polecam ten opis, gdyż tak właśnie prowadzi naprawdę piękna Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto.


etap III

Croda Rossa di Sesto 〈2936m〉 - Prati di Croda Rossa 〈1925m〉


Widoczność na szczycie powoli się poprawia, bo miejscami widać już prawie na 50m, choć wiatr i deszcz nadal nam nie daje wytchnienia. Ruszamy w drogę powrotną, nie w pełni zadowoleni z połowicznego przejścia planowanej trasy.


Ze szczytu zaczynamy schodzić wąską percią, miejscami całkowicie zasypaną śniegiem. Na szczęście na większych głazach widać wyraźnie duże plamy czerwonej farby 〈poniżej〉.

Chyba byliśmy większymi optymistami co do poprawy pogody, bo na wierzchołku siedzieliśmy dużo dłużej, niż dwójka przed nami, po której tylko widzimy ślady na śniegu, i której już w tym dniu nie zobaczyliśmy.


Kwadrans szybkiego zejścia i już jesteśmy pod kopułą szczytową, która od północnej strony ma kształt dość zwartej półkolistej grani 〈poniżej〉. Charakterystyczny krzyż widać na lewym skraju tej małej panoramy.


 

Północna grań nie jest tutaj zbyt stroma, a na trasie nie ma jak na razie żadnych zabezpieczeń, ale i nie są one potrzebne.

A, że już przestało padać zatrzymujemy się na chwilę by zrzucić z siebie wierzchnią mokrą warstwę ubrania 〈obok〉.


Patrzę na zegarek i szybko liczę, że gdybyśmy na szczycie czekali całą godzinę to byśmy się doczekali poprawy pogody. Tylko czy byśmy doszli do poręczówki? W górach nie powinno się za dużo gdybać, cieszyć się trzeba z tego co jest. A my jeszcze nie wiedzieliśmy o najładniejszych krajobrazach, jakie czekały na nas za kilkanaście minut.

 

Drugi szybki skok i jesteśmy już pod samą kopułą szczytową, a przed nami jest długa lekko opadająca grań. Idę trochę szybciej, odwracam się, zatrzymuję i robię zdjęcie szczytu 〈powyżej ∗〉.

Trasę, jaką przeszliśmy z wierzchołka 〈zielona gwiazdka〉 prowadzi lekko na ukos 〈zielone strzałki〉. Nie ma tutaj żadnych technicznych trudności ani zabezpieczeń.


Silny wiatr przewiał już wszystkie chmury, jakie były nad szczytem 〈powyżej ∗〉, tylko nas już tam dawno nie ma.

Schodzimy płaską granią coraz dalej na północ, a ponieważ mamy jeszcze trochę czasu rozglądam się za jedną z nie oznakowanych ścieżek, która jest na mapie tego rejonu.


Pierwszy wyczekiwany krajobraz 〈poniżej〉 przedstawia szczyt Cima Undici, przed którym znajduje się Passo Santinella.

Ścieżka, której wypatruję powinna umożliwiać dojście aż pod samą przełęcz do prowadzącego tam szlaku nr-124.

 

Croda Rossa di Sesto znajduje się na północno-wschodnim skraju Dolomitów, dlatego w tych kierunkach przed nami znajdują się wyjątkowo rozległe doliny zakończone dalekimi Alpami na horyzoncie.


Ale tuż, tuż blisko na zachodzie mamy wspaniały krajobraz, nad którym wznoszą się słynne Trzy Szczyty z Lavaredo 〈poniżej i obok〉. Tre Cime di Lavaredo nie tworzą typowego dolomitowego masywu, jak Tofane, Cristallo czy malutki Sasso Lungo.

Ale właśnie od nazwy tych szczytów postanowiłem w serwisie całej tej okolicy dać taką nazwę i opisać je jako masyw w głównym dziale serwisu, którym są Dolomity.


Jak widać na małej panoramie 〈poniżej〉 jest to bardzo ciekawe miejsce dla miłośników górskich wycieczek zwłaszcza, że bardzo blisko znajduje się jeden z ciekawszych kempingów, który jest krótko opisany w dziale Vademecum.

Polecam ten rejon, szczególnie na kolorowe jesienne wycieczki, bo góry wtedy mają najładniejsze kolory, a jak widać na zdjęciach z tego opisu, dojścia do wielu przełęczy na początku lata są jeszcze zasypane śniegiem, który utrudnia lub czasami nawet całkowicie uniemożliwia ich przejście.



Już przy ostatnim zdjęciu Tre Cime di Lavaredo 〈obok〉 podpowiem tylko, że pomiędzy Crodą Rossą di Sesto, z której schodzimy a widocznymi daleko słynnymi szczytami, są dwa dużo mniejsze, ale co najważniejsze są do zdobycia.

Na pierwszy rzut polecam Monte Paterno, a dwie ferraty prowadzące na ten wierzchołek będą dobrym treningiem przez Crodą Rossą di Sesto.

Drugim szczytem jest Torre di Toblin, ciekawa skalista twierdza, na której jak mało gdzie można nabrać wprawy w pokonywaniu drabin.

 

Nie tylko Tre Cime di Lavaredo dodają uroku tutejszym krajobrazom, choć są najbardziej znane. Nieco bardziej na północ znajdują się kolejne szczyty rejonu geograficznego określanego jako Dolomiti di Sesto 〈obok〉.



Szczytem numer jeden jest tutaj strzelisty Punta dei Tre Scarperi 〈obok i powyżej〉.

W okolicę tego pięknego szczytu najlepiej jest wyruszyć na wycieczkę od północy szlakiem nr-105 zwłaszcza, że na drodze dojazdowej jest kilka parkingów na pozostawienie samochodu na cały dzień.

 

Po dość długim fotografowaniu okolicznych krajobrazów, ruszamy dalej i dochodzimy prawie do końca małej równi pod szczytem 〈poniżej〉.

Polecam uwadze zdjęcie skrajnej turni Crody Rossy di Sesto 〈obok〉, która wznosi się nad Passo Santinella. Czy dziś w dobie „mody na ekologię” można to nazwać pamiątkami po wojnie?

 

W końcu doszliśmy do miejsca, w którym od naszej trasy na zachód 〈w lewo〉 odchodzi wąska ścieżka 〈obok ∗〉.

Prowadzi ona lekko w dół, w stronę znajdującej się w grani za nami przełęczy Santinella 〈żółta błyskawica〉.

Idziemy na rekonesans tą ścieżką choć już z daleka widać, że przy takiej ilości śniegu po północnej stronie przełęczy, nie będziemy próbować tamtędy wracać szczególnie, że mamy okazję przejść całą tą średnio trudną ferratę.


Wracamy na trasę ferraty i przez przypadek odkrywamy taki drogowskaz 〈poniżej〉.

Tabliczka wskazuje kierunek prowadzący na wierzchołek, czyli jest pomocna dla każdego, kto chciałby wejść na szczyt idąc cały czas doliną do końca, prawie aż do Passo Santinella.


Jesteśmy już na grani nieco poniżej głównej kopuły szczytowej. Croda Rossa di Sesto jest już dość daleko z tyłu 〈poniżej〉.

Mijamy miejsce, w którym są jakieś bardzo stare pozostałości po „tartaku” bo jakże inaczej nazwać takie ilości resztek po starych deskach i balach.

 

Przed nami po prawej stronie jest bardzo ładna grzęda i spiętrzenie grani 〈poniżej〉 oraz dość duży skalny uskok, przez który prowadzi pierwsze w tym dniu ubezpieczone poręczówką miejsce.

Pierwszy ubezpieczony odcinek przy zejściu nie nastręcza trudności, ale jest średnio trudny jeżeli będziemy iść tą trasą w stronę szczytu.


Pierwszy odcinek tego zejścia prowadzi do malutkiego wysoko zawieszonego kociołka i jest ubezpieczony tylko poręczówką.

Teraz tu nie ma śniegu, jest dość nisko zatem już stopniał, ale ponieważ to północna strona szczytu więc na początku lata trzeba się liczyć z możliwymi śnieżnymi trudnościami.

 

Przed nami główne urwisko, przez które prowadzą stare ale dość stabilnie zamontowane i nie sprawiające trudności do przejścia drabiny. Na zdjęciu 〈obok〉 zrobionym już później, daleko z dołu widać dwie pierwsze 〈licząc od góry〉.

Idąc z góry nie widzimy dokładnie dalszej trasy 〈powyżej〉, ani nie wiemy że są tam drabiny, co bardziej wzbudza nasze zainteresowanie tym odcinkiem ferraty.


Po przejściu pierwszej drabiny od razu dostrzegamy drugą na naszej trasie 〈obok〉.

Proszę na tym odcinku bez względu, w którą stronę idziemy bacznie zwracać uwagę na gruz, jaki zalega tutaj w każdym miejscu, bo łatwo go strącić.

 

Kolejna, już trzecia najdłuższa drabina 〈obok〉 wzbudza naszą wesołość 〈poniżej〉, bo nie takie mieliśmy plany, ale trasa się nam podoba, szczególnie jeżeli popatrzymy do góry.

Całe to wysokie urwisko, w pogodny dzień kiedy ruszy tutaj dużo turystów może być niezłą barierą czasową do przejścia, a na pewno będzie miejscem z dużymi korkami.

 

Przeszliśmy już przez mały żleb pod skalistym progiem i odeszliśmy na tyle, że mogę zrobić zdjęcia tego miejsca 〈poniżej i obok ∗〉. Według mapy to Castelliere, co można by nazwać znaną i często używaną nazwą Baszta.

Na dużym zdjęciu widać trasę ferraty 〈zielone strzałki〉 oraz miejsca z trzema metalowymi drabinami 〈fioletowe znaczki〉.


Wszystko już wskazuje, że trudności na ferracie się skończyły, bo teraz idziemy już zwykłą ścieżką po niskiej grani 〈obok〉.

Przerwę na resztę zapasów z plecaka zaplanowaliśmy na dole pod szczytem, więc się nie zatrzymujemy i dalej idziemy w uprzężach.

 

Jesteśmy już bardzo nisko i bardzo daleko od Passo Santinella 〈poniżej〉, a na szlaku pojawiła się już kosówka, robimy jednak krótką przerwę i zrzucamy z siebie uprzęże, które lądują w plecakach.

Przy okazji możemy chwilę poświęcić na to co widać daleko na zachodzie 〈obok ∗〉. A jest tutaj dolina Sassovecchio, którą zamyka schronisko A. Locatelli 〈niebieski znaczek〉 oraz wierzchołek Monte Paterno 〈niebieska gwiazdka〉.

 

Idziemy dalej szlakiem nr-15a w stronę Prati di Croda Rossa 〈poniżej〉, a wierzchołek Crody Rossy di Sesto, daleko na południu znika powoli za dość długą granią.

Cały czas idziemy na północ i oddalamy się nie tylko od zdobytego w tym dniu szczytu, ale również od schroniska Lunelli, które jest po jego drugiej południowej stronie.

 

Ścieżką ze schodkami prowadzącą samym zboczem grani 〈po lewej〉 dochodzimy do miejsca, z którego ponownie widać całą Crodę Rossę di Sesto 〈po prawej〉.

Jest już dość późne i cepłe popołudnie. Za wyjątkiem załamania pogody, kiedy atakowaliśmy szczyt, pogoda jest wyjątkowo ładna.

 

Doszliśmy do pięknego punktu widokowego na skalistym zboczu 〈poniżej i obok〉, jakie wznosi się nad położoną niżej doliną Val Fiscalina.

Przyznam, że coraz bardziej podoba mi się ten rejon Dolomitów, o którym ostatnio trochę zapomniałem.


Doszliśmy do długo wyczekiwanej krzyżówki szlaków na samym północnym skraju Crody Rossy di Sesto 〈poniżej〉.

Tutaj możemy zakończyć ten etap, czyli wyjąć resztę słodyczy z plecaka i ostatnią butelkę napoju. Teraz czeka nas wcześniej nieplanowany spacerek do schroniska Lunelli.


I tak to przeszliśmy, a dla ścisłości to zeszliśmy ze szczytu średnio trudną Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto. Trasa ta w zasadzie służy do wejścia na ten piękny wierzchołek szczególnie, że po drodze są dwa miejsca, w których można zejść do doliny. Co zapewne robi większość turystów w drodze powrotnej.


podsumowanie


Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata średnio trudna;
   - sześcio-stopniowa:
                B- dla osób już znających ferraty i posiadających pewne doświadczenie;
     - według opisu czterech parametrów:
                T-1,  O-1,  F-2,  P-1,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  specyfika - ferrata szczytowa, która trasa jest bardzo różnorodna;

◊  lokalizacja - bardzo ładny wierzchołek Croda Rossa di Sesto na skraju Dolomitów;

◊  dojście do ferraty - najdogodniej od schroniska Rudi;

◊  kolejka linowa - można wykorzystać dojazd kolejką z Bagni di Moso;

◊  na ferracie - są dwa dogodne miejsca do rezygnacji i zejścia z trasy;

◊  największa wada - rozczarowanie ze zniszczeń jakie zobaczymy na szczycie;

◊  ostrzeżenie - przed przebywaniem na wierzchołku w czasie burz i załamania pogody.

 


Croda Rossa di Sesto od północy jest szczytem równie interesującym, choć bardzo różni się od tego co zobaczymy idąc od południa. Na południu od wierzchołka opada niezwykle stroma ściana, najeżona kilkoma pięknymi turniami. Natomiast od północy prowadzi dość długa miejscami nawet bardzo łagodna grań z jednym dość stromym urwiskiem.

Ferrata, jak sama nazwa mówi jest to średnio trudna ubezpieczona górska ścieżka. Technicznie trudnych miejsc nie ma tutaj dużo, a w zasadzie są tylko dwa, z których główną jest przejście dużego urwiska z progami, na jakich zamontowano trzy duże drabiny.


uwagi do wejścia


Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata średnio trudna;
   - sześcio-stopniowa:
                B- dla osób już znających ferraty i posiadających pewne doświadczenie;
     - według opisu czterech parametrów:
                T-1,  O-1,  F-2,  P-1,
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  czas przejścia:
     - Rifugio Rudi 〈1914m〉 - początek ferraty przy Castelliere 〈2210m〉 - 45min.
     - początek ferraty 〈2210m〉 - Croda Rossa di Sesto 〈2936m〉 - 2h 15min.


etap IV

Prati di Croda Rossa 〈1925m〉 - Rifugio I. Lunelli 〈1568m〉


Etap ten to długi wieczorny powrót do schroniska Lunelli. Dopiero tutaj przy drogowskazie na północy szczytu 〈obok〉 domyśliłem się, skąd dwójka turystów jaką widzieliśmy na ferracie Zandonella, zaczynała wyprawę.

Jeżeli ktoś planuje przejść właśnie taką trasę, to nie powinien jechać do schroniska Lunelli, tylko zacząć od Passo Montecroce.

 

Przed nami długi szlak od Prati di Croda Rossa do schroniska Berti, przejście którego zajmuje nam niewiele ponad dwie godzinki. Słońce jest daleko na zachodzie i całe wschodnie zbocze szczytu powoli pogrąża się w cieniu 〈obok〉.


Na pierwszy rzut pokonujemy odcinek szlaku nr-15A, którym dochodzimy do wschodniej ostrogi opadającej spod samego szczytu Croda Rossa di Sesto 〈poniżej〉.

Tak jesteśmy zajęci komentowaniem wydarzeń tego z dnia, że w zasadzie już nie robię zdjęć.


Ograniczam się tylko do drogowskazów, tak by można było potem bez problemu przejść trasę według tego opisu. A drogowskazy są tu różne. Były nowe, są i stare 〈poniżej〉 jak ten w rejonie Forcella Plan della Biscia

Zwracam uwagę na to miejsce, bo jest tam plątanina ścieżek i trzeba trochę poszukać by znaleźć właściwy kierunek.


Zwracam uwagę ma następną tablicę 〈poniżej〉, która znajduje się na środku dość podmokłej łąki. Do schroniska Lunelli idziemy szlakiem nr-171.

To w tej okolicy znajduje się mała skałka, na której poprowadzono poręczówkę na wysokości od 1 do 3 metrów nad ziemią. Jest to dobre miejsce do nauki z dziećmi w pokonywaniu takich przejść. Jest tylko jeden problem, jest to miejsce dość mocno zarośnięte krzakami i niestety przez to bardzo brudne ...

 

Dwie godzinki marszu i jesteśmy na skarpie nad doliną Grande 〈poniżej〉. Przed nami nisko w dolinie schronisko Lunelli 〈żółty znaczek〉.

Do schroniska schodzimy dość mocno zarośniętym szlakiem nr-171, co wskazuje że nie jest to dość popularna trasa.

 

Ale zanim zaczniemy schodzić, robimy ostatnią już w tym dniu krótką przerwę. Łukasz poświęca ją na oglądanie, a ja na fotografowanie tego, co widzimy daleko na południu.

To Alpy Karnickie - często nazywane Karniszami. Z tego, co wtedy widzieliśmy polecam małą wieczorną galeryjkę 〈obok〉 i jedną mini-panoramę 〈poniżej〉.


Dochodzi dwunasta godzina naszej górskiej wyprawy, kiedy jesteśmy przy schronisku Lunelli 〈poniżej〉. W tym czasie udało się nam zdobyć wspaniały szczyt najtrudniejszą trasą, jaka prowadzi południową ścianą oraz zejść najpiękniejszą krajobrazowo trasą, która prowadzi przez północną grań.

Kiedyś postaramy się tutaj wrócić, a kto jeszcze tu nie był, ma okazję to zrobić. Croda Rossa di Sesto to szczyt dla każdego miłośnika górskich wypraw. Nie trzeba przechodzić bardzo trudnej technicznej ferraty Zandonella by zdobyć ten piękny wierzchołek i podziwiać wspaniałe okoliczne dolomitowe i alpejskie krajobrazy.

Na zakończenie opisu wypadałoby napisać krótko, że plany są po to by je zmieniać. Ruszając rano w góry, trzeba być przygotowanym na wszelkie okoliczności, te dobre i te złe. Gdyby załamanie pogody dopadło nas w dolnej części południowej ściany szczytu Croda Rossa di Sesto, nie mielibyśmy innego wyjścia, jak zrezygnować i wrócić do schroniska Lunelli.

A skoro doszliśmy do trawersu półką pod samym wierzchołkiem, już za „bunkierkiem” to zdobyliśmy szczyt, zdając sobie sprawę z konieczności dodatkowych dwóch godzin marszu. Ale lepiej iść szlakiem w dolince, niż kontynuować zejście zasypaną śniegiem trudną technicznie ścianą, nad którą wieje silny wiatr i pada zamarznięty deszcz i nie wiemy, na którą stronę przechyli się wskazówka barometru podpowiadającego pogodę.

 

podsumowanie trasy


Czas przejścia poszczególnych etapów:

◊  I - dojście do ferraty - 3h 15min, w tym:
     - dojście od schroniska Lunelli do schroniska Berti - 1h 5min,
     - od schroniska Berti do początku ferraty - 2h 10min,
◊  II - wejście na szczyt bardzo trudną Via ferratą Zandonella - 2h 10min;
◊  III - zejście ze szczytu Sentiero attrezzato Croda Rossa di Sesto - 3h 30min, w tym:
      - około 35 minut zajęło nam podejście pod Passo Santinella i powrót,
◊  IV - powrót do schroniska Lunelli - 2h 15min;
◊  dodatkowo około 45min to przerwy, po etapie I i na wierzchołku.

Łącznie: na przejście całej trasy - prawie 12h.

Przejście: opisanej trasy - lipiec 2011r.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. Mogą być również specjalnie wzmocnione rękawiczki na ferraty, choć na całej trasie wejściowej ich nie używałem. Kijki według upodobań, ale przydatne przy tak długim i wysokim podejściu, szczególnie po piargach pod Passo Santinella.

Na samym początku lata, do bezpiecznego przejścia po północnej stronie szczytu mogą być niezbędne raki i czekan, co zależy od pozostałości pokrywy śnieżnej. Raki oraz czekan mogą być również potrzebne przy zejściu, szczególnie przy tak zasypanych żlebach, jakie było widać na zdjęciach z podejścia.

Słowniczek:

attrezzato  - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita  - szałas, bacówka,
bivacco  - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
camoscio  - kozica,
campanile  - dzwonnica, wieża przy kościele,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
ghiacciaio  - lodowiec,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
parco nazionale  - park narodowy, rezerwat,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
sasso  - kamień, głaz,
scoiattolo  - wiewiórka,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
torre  - wieża, baszta,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

 

Opisana trasa jest na mapie: Tabacco nr-010.

© wdolomitach.pl
strona główna