z Passo Pordoi na Piz Boe
Szybko, wysoko, łatwo, tymi słowami można podsumować wycieczkę na Piz Boe. A, że jest to trzytysięcznik, magiczna wysokość sprawia, że wypada jeszcze dodać, tłoczno.
 

Sella to jeden z bardziej znanych i ze względu na swój dość niezwykły kształt, oryginalnych masywów. Otaczają ją cztery wysokie przełęcze, ale to Passo Pordoi z powodu kolejki linowej, jest tą najbardziej obleganą przez turystów. Opis otwierają panoramy 〈obok〉, których jest już dość dużo, a pierwsze dwie pochodzą z opisywanej wycieczki.


wstęp


Tak się składa, że przed każdymi wakacjami miejscem, o które jestem często pytany, jest Piz Boe 〈3152m〉. Ten najwyższy punkt w masywie Selli, jest najłatwiej dostępnym szczytem o wysokości ponad 3-tysiące w Dolomitach. Żeby pokazać jak to wygląda z bliska, postanowiliśmy jeden dzień przeznaczyć na wycieczkę.

uwaga


W Dolomitach nie ma zgodności w nazywaniu górskich przełęczy. Stosowane są zamiennie dwa zwroty: passo1 oraz forcella1, choć słownikowo każde z nich ma swoje specyficzne znaczenie. W serwisie staram się jednak passo używać wyłącznie do nazw dużych górskich przełęczy, przez które prowadzą drogi. Natomiast przełęcze znajdujące się wysoko w górach, najczęściej w opisach nazywam przełączkami, choć nie na każdej mapie mają one nazwę forcella.

przebieg wycieczki


Ponieważ wycieczka nie ogranicza się tylko do wjazdu i zjazdu, lecz wejścia na wierzchołek Piz Boe, możemy ją podzielić na trzy części:
   ◊   wjazd kolejką linową z Przełęczy Pordoi 〈2239m〉  - na wierzchołek Sas de Pordoi 〈2950m〉;
   ◊   szlakami nr-627 oraz nr-638 wejście na Piz Boe 〈3152m〉;
   ◊   powrót z wierzchołka szlakami nr-638 i nr-627 na Passo Pordoi.

Trasa nie jest męcząca, ani długa, dlatego można ją spokojnie przejść całą, bez konieczności wjazdu kolejką linową, a jedynym ograniczeniem może być zmienna, burzowa pogoda szczególnie w środku kapryśnego lata.


kolejką do góry


Na Passo Pordoi przyjeżdżamy od wschodniej strony, a ostatnie metry przed przełęczą towarzyszy nam południowa długa skalna grań 〈powyżej〉, z charakterystycznym dla tego masywu tarasem, którego z bliska nie widać, ale można dobrze zobaczyć na zamieszczonych panoramach.

Widać również odstrzelony mały boczny szczyt z górną stacją kolejki linowej, który od masywu centralnego oddziela duży żleb z piargami. Tradycyjny dolomitowy krajobraz uzupełniają rozłożyste zielone łąki pod skałami.


Na przełęczy od razu widać, że to środek sezonu. Parking przy kolejce linowej cały zakorkowany. Szybko zawracam na wschodnią stronę, gdzie jeszcze na płatnym parkingu po 4€ są wolne miejsca.

Teraz na kolejkę linową 〈powyżej〉 można się już nie spieszyć, gdyż wagoniki kursują szybko i często.


Bezpośrednio nad Passo Pordoi wznosi się wierzchołek Sas de Pordoi 〈2950m〉 〈poniżej〉. To południowy skraj masywu Selli.

Po drugiej stronie masywu, a tak dokładnie to na północnym-wschodzie jest druga z kolejek, którą można się dostać w okolice szczytu Piz Boe. Więcej o tej kolejce w opisie miasteczka Corvara.


Górna stacja kolejki linowej znajduje się na samym wierzchołku 〈obok〉, gdzie jest również Rifugio Maria. Radzę na chwilę pójść na taras przy kolejce, gdyż z niego można zobaczyć bardzo ładną panoramę.

Sas de Pordoi od masywu oddziela mała Forcella Pordoi 〈2829m〉, na której znajduje się schronisko również o tej samej nazwie. Z przełączki schodzi długi, stromy żleb, którym prowadzi szlak nr-627.


na szlaku


Środek lata, to dobra pora na wycieczki po Dolomitach, ale bardzo zła na dobre krajobrazy w czasie turystycznych eskapad. Nad górami bardzo szybko pojawiają się chmury, które znikają dopiero późnym popołudniem.

Tak było również w czasie naszej wycieczki. Na zdjęciu 〈powyżej〉 Sasso Lungo i jedyne zdjęcie jakie zrobiłem na tarasie przy górnej stacji kolejki linowej.


Pierwsza część naszej trasy prowadzi z kolejki linowej 〈poniżej〉 zboczem szczytu w prawo, a następnie widoczną ścieżką skręca ostro w lewo do schroniska na przełączce Pordoi.

Od schroniska idziemy szlakiem nr-627 〈na zdjęciu w lewo〉 aż do miejsca gdzie odchodzi szlak nr-638.


Rifugio Forcella del Pordoi jest malutkie, ale wygląda bardzo ciekawie 〈poniżej〉. Oczywiście tradycyjnie ma pomalowane w paski okiennice. Żeby przybić pamiątkową pieczątkę nie trzeba wchodzić do środka.

Ponieważ był taki duży ruch i tłok, to stolik z pieczątką był na zewnątrz. A jeśli ktoś chciałby zbierać pieczątki ze szlaków i nie ma gdzie ich bić, to nie radzę brudzić dłoni. Lepiej sobie wcześniej na dole na przełęczy kupić taki dolomitowy paszport.


Tuż przy schronisku zaczyna się żleb. Jak widać na zdjęciu 〈poniżej〉 jego początek opada bardzo stromo.

Natomiast daleko w dole, prześwituje droga dojazdowa do Przełęczy Pordoi. To tzw. „Droga Dolomicka”, łącząca Bolzano na zachodzie z Cortiną d’Ampezzo na wschodzie.


Każdy z masywów w Dolomitach, czymś się charakteryzuje. Nie wiem dlaczego, ale Sella zawsze mi przypomina duże okrągłe ciasteczko popękane i pokruszone po bokach. W nr-24 czasopiśmia poświęconego Selli, można przeczytać i zobaczyć na ciekawych grafikach, jak masyw powstawał, gdyż był wyspą, strukturę której ukształtowało morze.


Przed nami 〈poniżej〉 cel naszej wycieczki. Piz Boe, to wyjątkowy „trzytysięcznik”, którego kopuła szytowa wznosi się na około 300m ponad duży płaskowyż na tarasie masywu.

Pokonanie takiej różnicy wysokosci nie stanowi problemu, przynajmniej tak uważa większość turystów, z wielkim trudem wchodząca dość stromą, miejscami bardzo śliską ścieżką na szczyt.

 

Na panoramie 〈obok〉 pełny widok na północ, od Piz Boe 〈po prawej stronie〉, aż po zasłonięte chmurami Sasso Lungo 〈na lewym skraju〉. Na kolejnym zdjęciu 〈poniżej〉 widok całej trasy jaką już przeszliśmy od stacji kolejki linowej.

Jesteśmy właśnie pod wierzchołkiem Piz Boe i zamiast iść szlakiem do góry... spokojnie siedzimy na kamieniach i czekamy...


... aż na linkach zabezpieczających szlak, zrobi się luźniej i rozładują się będące tam dość duże korki. Tak jak w każdych górach, tak i tu można spotkać duże grupy nie przygotowanych na taką wycieczkę turystów.

Jak widać 〈powyżej〉 podejście nie jest strome i trudne. Niestety, są na trasie dwa takie miejsca z linkami metalowymi do łatwiejszego wejścia, które powodują poważne zatory. Szkoda, że nie poprowadzono trasy wariantowo, bo miejsca na drugą ścieżkę jest bardzo dużo.


na wierzchołku


Piz Boe


A na szczycie, udaje mi się dopchać do miejsca, z którego można sobie zrobić jedno pamiątkowe zdjęcie 〈obok〉.

Podpowiem tylko, żeby nie zapominać zabierać na szlaki w Dolomitach kremów z wysokim filtrem UV... i to nie tylko latem... bo słońce ostro daje popalić.

Rifugio Capanna Piz Fassa


Czas jaki spędzamy na wierzchołku Piz Boe mija bardzo szybko.

Wyjątkowo udało nam się znaleźć trochę wolnego miejsca po północnej stronie szczytu 〈obok〉.


To właśnie tu są ciekawsze widoki. Przed nami cała północna strona masywu Selli, którą można zobaczyć 〈poniżej〉.

O tym, jak ta niezbyt wysoka grań może być niebzepieczna, mieliśmy okazję przekonać się już za kilkanaście minut.

 

Polecam dużą wersję tej panoramy, na której widać wyraźnie grań jaka prowadzi od Piz Boe na północ i lekko skręca w prawo, na wschód. Na końcu tej grani jest szczyt Piz dal Lec de Boe 〈2911m〉, na który prowadzi ciekawa i trudna ferrata.


w drodze powrotnej


W drodze powrotnej, mamy okazję znowu posiedzieć na kamieniach i przeczekać następny korek na szlaku zejściowym z wierzchołka Piz Boe.

Zatem jest okazja na następne zdjęcie 〈poniżej〉 trasy powrotnej.


Po zejściu ze szczytu na płaskowyż, postanawiamy trochę pobuszować po całej okolicy. Oczywiście idziemy na południowy skraj tarasu.

Przed nami, dużo-dużo niżej w całej okazałości serpentyny Drogi Dolomickiej po wschodniej stronie Passo Pordoi 〈powyżej〉.


A na środku dużej łąki 〈poniżej〉, charakterystyczne mauzoleum żołnierzy poległych w I Wojnie Światowej.

Pamiętam, że kiedy byliśmy w tej okolicy pierwszy raz to z daleka ta budowla bardzo nas zdziwiła. Nie mieliśmy pojęcia co tam może być. Natomiast, w północnej części Dolomitów jest kilka takich monumentalnych budowli.


W końcu znajdujemy dobre miejsce jeszcze ze śniegiem, gdzie postanawiamy posiedzieć trochę dłużej.

Lekko po lewej mamy szczyt La Mesola 〈powyżej〉. Znajduje się on na grani okalającej masyw Marmolady od północy.


Panującą tu ciszę, przerywa nagle hałas nadlatującego śmigłowca 〈obok〉, który na kilka sekund zniżył się nad zboczem Piz Boe i szybko odleciał.

Jak okazało się później, pewnie nie zauważyliśmy jak wysiadł z niego jeden z ratowników.


Miejsce, w którym siedzieliśmy było na wprost Marmolady. Nad szczytem piętrzyły się ogromne chmury, co chwilę zasłaniając ją całkowicie 〈poniżej〉.

Jak widać, o tej porze roku z największego dolomitowego lodowca pozostało już niewiele.


Nagle dociera do nas ponownie charakterystyczny odgłos śmigłowca, który ponownie zawisł nad szczytem niemal w tym samym miejscu co poprzednio 〈poniżej〉.

Już po kilkunastu sekundach śmigłowiec zaczął się podnosić i powoli nabierać wysokości.


Jak widać na zdjęciu 〈obok〉, wyjaśnia się powód tak powolnego startu. Tym razem śmigłowiec zabrał podczepionego ratownika z noszami, którego wcześniej wciągał na kilkumetrowej linie do góry pod samą kabinę.

Jak zauważyłem to miejsce, w którym była cała ta akcja, znajduje się w okolicy szlaku nr-638. Jest to stroma ścieżka zejściowa z wierzchołka Piz Boe na północny-zachód.

Ścieżka ta na mapach oznaczona jest linią kropkowaną, jest to zatem trasa trudna, miejscami ubezpieczona. Na dodatek przeznaczona dla tych, którzy na Piz Boe przyszli jedną z ferrat prowadzących z północy.

Odpowiadając na ewentualne pytanie: czy to mogły być ćwiczenia? Powiem, że osobiście wątpię bo miejscowi ratownicy nie potrzebują się szkolić i to w środku sezonu turystycznego.


Zatem i my kończymy naszą letnią sjestę na śniegu i ruszamy w drogę powrotną.

Jak zauważyliśmy w okolicy schroniska na przełączce 〈powyżej〉, to gdzieś połowa turystów wraca kolejką linową na dół, a druga połowa idzie na dół żlebem.


Początek żlebu jest dość stromy, czego niestety nie widać na zdjęciu 〈poniżej〉.

Ścieżka, a w zasadzie miejsce gdzie ona powinna być, jest miejscami zabezpieczona belkami. Zabezpiecza to częściowo trasę, przed wypłukaniem w czasie deszczów i roztopów śniegu.


Idąc w żlebie można zauważyć jak szybko suną w górę i w dół wagoniki kolejki 〈obok〉.

Całą trasę i różnicę wysokości 711m kolejka pokonuje w niespełna 5 minut.


Już w połowie trasy, żleb robi się łagodny. Na dodatek po lewej i prawej pojawiają się ciekawe widoki 〈obok〉. Gdyż początkowy odcinek żlebu pokonujemy w wąskiej skalnej szczelinie.


Dopiero teraz możemy się dokładnie przyjrzeć jak w sezonie zatłoczona i zakorkowana jest przełęcz Pordoi 〈poniżej〉.

Jak widać z góry, ostatni odcinek szlaku do przełęczy prowadzi po rozległej łące, jakie tutaj podchodzą pod strome ściany masywu.


Od czasu do czasu jesteśmy zmuszeni zatrzymać się i odwrócić. A to dlatego, że z góry zaczynają dochodzić do nas jakieś głośne okrzyki.

Jak się okazało to jakaś niezbyt rozważna grupa postanowiła zrobić zawody w szybkim pokonywaniu żlebu 〈obok〉 - środkiem po piargach!


Na końcowym odcinku trasy do przełęczy szlak opuszcza już żleb i skręca nieco na wschód.

Teraz dokładnie widzimy w całej okazałości wierzchołek Sas de Pordoi, na który wjeżdża kolejka linowa 〈powyżej〉.

 

podsumowanie


Po około pięciu godzinach jesteśmy już z powrotem na przełęczy 〈poniżej〉. Można co prawda taką wycieczkę skrócić i zdążyć pewnie i w niecałe trzy godziny, tylko jest pytanie po co?

Czyż w takich miejscach bywamy tak często, by je szybko zaliczać. Może za trzy lata znowu tu trafimy, a może już nie... bo jest tyle innych pięknych miejsc, których jeszcze nie znamy.

Dlatego postanawiamy jeszcze sobie pospacerować wokół przełęczy Pordoi.

Naszą uwagę przyciąga mała kapliczka, której wcześniej jakoś nie zauważyliśmy 〈obok〉.


I tak na słonecznej łące zakończyliśmy wycieczkę na Passo Pordoi, a że słońce już jest daleko za zachodzie, to południowo-wschodnia śiana, na tle której mkną jeszcze wagoniki kolejki linowej wygląda coraz bardziej groźnie.


Parking powoli pustoszeje, na łąkach pod Sellą robi się już coraz ciszej, więc i my konczymy tą bardzo charakterysatyczną wycieczkę. Czy była niezwykła, tak jakie są Dolomity, to już proszę sobie odpowiedzieć samemu.

 

w rejonie przełęczy


Kilka lat później udało nam się wejść na Piz Boe już bez korzystania z kolejki linowej. Był to już koniec kapryśnego lata w Dolomitach, na szczycie nie było prawie turystów. Niestety nie było również pogody do zdjęć, więc trawers szczytu i zejście w rejon Passo Campolongo, nam się nie udało.

W czasie kolejnej wizyty na Passo Pordoi, pogody nie było wcale, więc poszliśmy szlakiem nr-601 na mały rekonesans na południe od przełęczy. Mieliśmy jednak wyjątkowe szczęście, bo jak później policzyłem na zdjęciach to obserwowaliśmy aż sześć grup świstaków, których było około dwadzieścia. Na zdjęciu 〈obok〉 najmniejszy świstak, jakiego kiedykolwiek miałem okazję widzieć w Dolomitach, a widziałem ich na prawdę bardzo dużo.

 

opisane kolejki linowe są


  ◊  na mapie turystycznej: Tabacco nr-05,
  ◊  w numerze 24 czasopisma: Meridiani Montagne.

słowniczek


andata  - wjazd w jedną stronę,
bellissimo  - przepiękny, cudny, prześliczny,
brioche  - słodka bułka, ciasto drożdżowe,
cappuccino  - słodka kawa z mlekiem,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
funivia  - górska kolejka linowa,
lungo  - długi, daleki,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
nevaio  - pole śnieżne,
nuvola  - chmura,
passeggiata  - widokowa ścieżka, deptak, bulwar,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
pista  - szlak, trasa narciarska, tor,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
ritorno  - powrót, droga powrotna,
salita  - wjazd, podejście, droga pod górę,
sasso  - kamień, głaz,
scesa  - zjazd, zejście,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
siesta  - czas na odpoczynek w porze obiadu,
tabaccheria  - kiosk z art. tytoniowymi i gazetami, tam się kupuje mapy i widokówki,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

© wdolomitach.pl
strona główna