Mont de Stevia
Dolomity są wyjątkowo różnorodne i każde miejsce ma swoją specyfikę. Mamy również własne przyzwyczajenia i gusty. Podróżując po tych górach, rzadko zapuszczałem się za północną stronę Passo Sella, gdyż zawsze mi było szkoda czasu i uważałem, że to na południu są najciekawsze miejsca. Tak jednak nie jest i kolejna dość krótka wycieczka powinna wszystkich o tym przekonać.
 

Przykładem, jak różnorodne są Dolomity jest pierwsza opisana w serwisie wycieczka, czyli 7 dolomitowych pereł. Jeżeli na trasie tej wycieczki czegoś brakuje, to tylko tak charakterystycznego dla niektórych rejonów gór, wysoko położonego płaskowyżu, czyli altopiano1. Najbardziej znanym płaskowyżem w całych Dolomitach jest Altopiano Pale di San Martino, który również jest największym 〈tutaj - na lewym skraju panoramy〉. Przykładem takiego małego płaskowyżu, jest Mont de Stevia.


wstęp


Passo Sella to jedna z ciekawszych turystycznie przełęczy, a krajobrazy jakie tam się rozpościerają na wszystkie strony są niepowtarzalne. Wystarczy krótka piętnastominutowa wycieczka z przełęczy w dowolnym kierunku, by zobaczyć góry niezwykłe. Jeżeli pójdziemy na południe w stronę mini szczytu Col Rodella, zobaczymy piękne krajobrazy, szczególnie jesienią. Natomiast jak pójdziemy nieco na północ w stronę Sasso Lungo zobaczymy widok dość niezwykły 〈na samej górze〉. To chwilami bardziej przypomina „góry stołowe” niż strzeliste Dolomity, do jakich przyzwyczaiły nas wspaniałe camapanile1 w Pale di San Martino.

daleka północ w widoku z Przełęczy Sella


Na północnym-zachodzie Dolomitów znajdują się dwa małe masywy, które często określa się wspólnie jako Puez - Odle lub odwrotnie w zależności od tego, w którym miasteczku jesteśmy. Patrząc z daleka od południa 〈dwie galerie obok〉, czyli z Passo Sella zobaczymy charakterystyczną długą grań, zakończoną płaskowyżem, z malutkimi wzniesieniami.


Na zdjęciu 〈poniżej〉 przybliżenie centralnego miejsca widocznego w galeriach panoram i ciekawa długa grań, z dość płaskim rozległym wierzchołkiem, który obrywa się stromymi skałami, świecącymi wspaniale w południowym słońcu.

Uroku całości dodają wąskie strome wąwozy oraz dwie niezwykłe postrzępione granie. To miejsce, do którego prowadzi opisana niżej relacja.

uwagi


  ◊  Jeżeli, przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉, jest symbol gwiazdki  〈∗〉  to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis zdjęcia.

  ◊  W Dolomitach nie ma zgodności w nazywaniu górskich przełęczy. Stosowane są zamiennie dwa zwroty: passo1 oraz forcella1, choć słownikowo każde z nich ma swoje specyficzne znaczenie. Staram się jednak passo używać wyłącznie do nazw dużych górskich przełęczy, przez które prowadzą drogi samochodowe. Natomiast przełęcze znajdujące się w górach, najczęściej nazywam przełączkami, choć nie na każdej mapie mają one nazwę forcella.

Mont de Stevia


Mont de Stevia 〈2552m〉 jest szczytem bez wyraźnego wierzchołka 〈obok i poniżej ∗〉, przypominającym typową górę stołową, z rozległym nieco pochylonym płaskowyżem zamiast szczytu.

Na tym małym płaskowyżu znajduje się nowe Rifugio1 Stevia 〈zielony znaczek〉, do którego prowadzi pierwsza część wycieczki.

 

Z przeciwnej, północno-zachodniej strony Mont de Stevia wygląda inaczej i już nie przypomina „góry stołowej”. Na zdjęciu 〈poniżej ∗〉 dwa ostatnie wzniesienia na długiej grani, której południowym zakończeniem jest Mont de Stevia. Są to Munte Jela 〈w słońcu po lewej〉 oraz Mont de Stevia 〈w cieniu po prawej〉.

Szczyty rozdziela Forcella dla Piza 〈jasno zielona błyskawica〉, przez którą prowadzi szlak nr-17b, jakim szliśmy do góry. Na południowym skraju znajduje się druga przełączka, Forc. S. Silvester 〈ciemno zielona błyskawica〉, przez którą wróciliśmy na dół.


Dwie przełączki, które wybraliśmy na trasę naszej wycieczki to nie wszystkie możliwości wejścia na wysoki płaskowyż na wzniesieniu Mont de Stevia. Ponieważ grań jest dużo dłuższa 〈poniżej ∗〉, nieco dalej na północ jest jeszcze jeden szlak turystyczny nr-3, który wyprowadza na Forcella Forces de Sieles 〈niebieska błyskawica〉.

Jak widać na dużym zdjęciu, nasza wycieczka była krótka i ograniczyła się tylko do południowego skraju tego płaskowyżu, dlatego w podsumowaniu na samym dole opisu przedstawiam propozycję dłuższej i najładniejszej widokowo trasy.

 

Col Raiser


Col Raiser 〈2107m〉 to jedno z ładniejszych miejsc w całych Dolomitach 〈obok〉, które jest przedstawione w opisie masywu Odle oraz w relacji ze szlaków, która prowadzi pod szczytami Odle. To miejsce idealne dla każdego turysty, bo mamy tutaj ciekawe ferraty, piękne widokowo szlaki i kolejkę linową, jeżeli ktoś je lubi. Gdyby szukać jakiś niedogodności to fakt, że jest to południowa strona szczytów. W lecie może być tutaj wyjątkowo gorąco, co może utrudniać wycieczki i dlatego powinniśmy chronić się dobrym kremem z filtrem UV i koniecznie nosić okulary przeciwsłoneczne.

przebieg trasy


Opis trasy wycieczki podzelony jest tylko na dwa etapy:
   ◊   I - dojście z górnej stacji kolejki linowej, do schroniska na zboczu płaskowyżu;
   ◊   II - powrót szlakami turystycznymi na parking przy dolnej stacji kolejki linowej.

W etapie drugim wracamy ze schroniska inną trasą niż wchodziliśmy, co nam gwarantuje różnorodne krajobrazy, choć można trasę zmodyfikować tak, by w obie strony pojechać kolejką linową. Nie ma również problemu, by całą trasę przejść pieszo, nie korzystając z wyciągu, lecz w tym przypadku radzę zmienić trasę i przejść ją w kierunku odwrotnym do opisanego.


etap I

Col Raiser 〈2107m〉 - Rifugio Stevio 〈2312m〉


Wycieczkę zaczynamy od Col Raiser, gdzie z oszczędności czasu dojechaliśmy kolejką linową. Gdyby nie poranne korki w kilku miejscach, które bardzo opóźniły nasze poranne wyjście w góry, pewnie byśmy ruszyli piechotą, idąc nieco po innej i dłuższej trasie.

Jest dopiero połowa lipca, więc do gór jeszcze nie dotarły letnie upały, które dużo niżej nad morzem są miejscami nie do zniesienia. A tak dla ścisłości, to lato się tutaj dopiero zaczyna, gdyż wcześniej przez ponad dwa tygodnie pogoda była wyjątkowo zła, nieustające deszcze i zimny wiatr z północy towarzyszyły turystom pochowanym w dolinach.


Ponieważ to nasza pierwsza tegoroczna wycieczka, z kolejki linowej szybko ruszamy na taras przy schronisku skąd rozciąga się krajobraz na Sasso Lungo 〈poniżej〉, by sprawdzić co nam pogoda tego dnia przyniesie.

A na niebie na całym południu choć jest jeszcze wcześnie, już gromadzą się charakterystyczne letnie białe chmury, które wczesnym popołudniem potrafią zakryć całe niebo i przynieść wieczorną burzę. Na tą jednak jest jeszcze za chłodno, co innego kiedy dotrą w góry letnie upały, burza staje się normą.


Spiesz się powoli szczególnie w górach, bo będziesz chodził trzy razy zamiast raz. I z własnego doświadczenia mogę dodać, „nie zapomnij rano wszystkiego zabrać z kempingu”.

Niestety, tak mnie do fotografowania przyciągnął magiczny krajobraz z Sasso Lungo, że na tarasie baru przy kolejce linowej w Col Raiser zostawiłem pokrowiec na aparat 〈powyżej〉.

 

Na szczęście nie musiałem wracać z daleka, bo o zgubie zorientowałem się gdy chciałem zrobić panoramę bardzo ładnej grani Odle 〈obok〉. Ale prawda jest taka, że mając taki krajobraz przed sobą można ścieżką chodzić dużo więcej niż dwa razy, tam i z powrotem, nawet jak się nic nie zgubi.


Idziemy szlakiem nr-4, który prowadzi po pagórkach, dlatego dość szybko znikają budynki kolejki linowej, a cała dolina Val Gardena ze znanymi kurortami jak S. Cristina i Selva in V. Gardena została nisko w dole.

A daleko nad dolinami wznosi się widok 〈powyżej〉, który można by uznać za podręcznikowy przykład dolomitowego masywu. To wspaniałe strome ściany, jakie wznoszą się bezpośrednio nad zielonymi łąkami, gdzie można spacerować nawet z małymi dziećmi.

 

Sasso Lungo było daleko na południu a tuż, tuż prawie przed nami znajduje się równie wspaniały krajobraz z piękną granią Odle 〈poniżej〉, nad którą góruje niezwykle dla turystów interesujący szczyt 〈obok〉.

To Sass Rigais, szczyt bardzo dostępny, gdyż wierzchołek oplatają ferraty, w tym jedna łatwa poprowadzona na widocznej południowo-zachodniej ścianie.


Idziemy szlakiem nr-4, który co jakiś czas przecinają nienumerowane ścieżki, aż do Rifugio Firenze 〈poniżej〉. Ze względu na liczne szlaki schronisko jest głównym miejscem ruchu turystycznego po południowej stronie masywu Odle.

Jest już połowa lipca i nie możemy się nadziwić, jak w Dolomitach jest pusto. Parking przy kolejce linowej pusty, w kolejce tak samo. Na szlaku tylko gdzieniegdzie pojedyncze osoby.

A przecież w zasięgu ręki mamy tutaj wspaniałe szczyty 〈poniżej ∗〉. Oprócz wcześniej prezentowanego Sass Rigais 〈żółta gwiazdka〉 jest jeszcze równie piękna i tym razem dostępna tylko dla wspinaczy Furcheta 〈czerwona gwiazdka〉.

Szczyty tej grani, ale z drugiej północnej strony, gdzie ściany są dużo wyższe, były miejscem gdzie swoje pierwsze kroki we wspinaczce robili bracia Reinhold i Günter Messnerowie.


Podpowiem również, że w Vademecumtutaj〉 jest przedstawione jedno z górskich muzeów utworzonych w Dolomitach przez Reincholda Messnera.


Po krótkim, około półgodzinnym spacerze doszliśmy do Rifugio Firenze, które szerzej jest opisane w relacji prowadzącej pod szczytami Odle.

Sprawdzam tablicę ze szlakami turystycznymi 〈obok ∗〉 i widzę, że od poprzedniej wycieczki nic się tutaj nie zmieniło.


A po dojściu do samego schroniska okazało się, że w tym czasie był tam taki tłum turystów, że nie było szans by na chwilę usiąść i wypić co nie co. Teraz już się nie dziwimy, że w całej okolicy było tak pusto. Chyba turyści ze wszystkich szlaków, w tej jednej chwili się tutaj zeszli.

Szukam tylko miejsca, w który od schroniska odchodzą na południe szlaki nr-1 i 3, bo później odchodzi od nich szlak nr-17b 〈powyżej〉. To nim prowadzi nasza dalsza trasa na Mont de Stevia. Nie zmęczyliśmy się jeszcze na tyle, by odpoczywać na tarasie schroniska, więc ruszamy dalej.

 

Ponieważ od Col Raiser cały czas idziemy powoli na wschód, odsłania się przed nami powoli ogromna wschodnia skalna ściana Sasso Lungo 〈obok〉. Nikt teraz już nie powinien mieć wątpliwości, to na prawdę bardzo „długa skała” pomimo tego, że oglądamy ją nie na wprost, tylko z ukosa.

Podpowiem, że jedną z ciekawszych rzeczy z jaką możemy się spotkać w Dolomitach, jest porównanie jak niezwykle zmieniają się góry, kiedy raz oglądamy je z daleka, a innym razem z bliska. Po tych kilku dalekich krajobrazach Sasso Lungo, polecam relację szlakami przez Sasso Lungo, która prowadzi przez środek tego wspaniałego i malutkiego, jak na Dolomity masywu.

 

Zaczynamy podejście do góry na Forcella dla Piza, i powoli po przeciwnej północnej stronie 〈poniżej i obok〉 szczyty zaczynają nabierać innego wymiaru.

Jak tu nie zrobić zdjęcia, jedynego szczytu oświetlonego pięknym południowym słońcem, szczególnie że to „rozłupana na pół” Furcheta.


Cały czas jeszcze wieje bardzo zimny wiatr z północy, chmury na niebie dość szybko się przemieszczają, odsłaniając przed słońcem na dłuższą chwilę całą grań Odle 〈poniżej〉.


Takie miejsca, jak grań Odle i płaskie rozłożyste doliny pod nią, to idealny przykład że w Dolomitach z reguły nie występuje piętro kosodrzewiny. Najczęściej nad szerokimi łąkami od razu wznoszą się strome skały dolomitowych szczytów, a jedyne co je rozdziela to miejscami ogromne piargi.

 

Piargi u podnóża Forcella dla Piza, na którą prowadzi szlak nr-17B nie są tak duże i nie ma problemów z pokonaniem tego najbardziej stromego na całej trasie odcinka. Dojście na przełączkę prezentuje się bardzo ciekawie szczególnie, że na samej górze wznosi się fantastyczna igła 〈obok〉.

W dwóch miejscach, na szlaku są drewniane belki 〈strzałki〉, a na nich poprzecznie ułożone deski. Pierwsze od dołu znajdują się na wysokości dość stromej skałki. Drugie, dużo wyżej znajdują się już na piargach, tak by zabezpieczyć strome przejście przed zsuwaniem się z kamieniami na dół.


Szlaki turystyczne w Dolomitach często prowadzą stromymi żlebami, ale tak ubezpieczonych przejść, jak widoczne na zdjęciu 〈obok〉, jest na prawdę mało.

Problemem jest nie tylko przygotowanie szlaku, tak by bezpiecznie mogli po nim chodzić turyści, lecz później jego utrzymanie.

Niestety, ale z roku na rok widać, jak bardzo dolomitowe skały się „sypią”.


O ostatnim takim dość głośnym przypadku obsunięcia się skał na trasę szlaku turystycznego, co doprowadziło do jego zamknięcia, można przeczytać w opisie masywu Scilar, który znajduje się bardzo blisko miejsc prezentowanych w opisie tej wycieczki.

 

Jesteśmy już dość wysoko, gdzieś na wysokości dolnej podstawy szczytu 〈obok〉, ponad ogromnymi piargami jakie się pod nim rozciągają. Pod wspaniałą ścianą Furchety, widać jeszcze resztki śniegu na stromej górskiej perci. To droga podejścia do jednej z ferrat, na prezentowany wcześniej Sass Rigais.


Przechodzimy spod wiszącej nad żlebem skały, na drugą lewą stronę, wprost w linii pod wspaniałą skalną igłą 〈obok〉.

Podchodzimy wytyczoną ścieżką, po której idzie się nawet dość znośnie, bo nie zalega na niej drobny gruz, na jakim byśmy się zsuwali na dół.

 

Dochodzimy do górnego odcinka żlebu, który się mocno zwęża i jest najbardziej stromy. Ale zanim podejdziemy do samej góry, jeszcze jedno zdjęcie i mała panorama całej grani Odle 〈obok〉.


Końcówka żlebu tradycyjnie robi się coraz bardziej stroma 〈obok〉, na szczęście większa część szlaku prowadzi pod skałami i omija sypkie piargi.

A tam gdzie szlak wchodzi na piargi, jest on zabezpieczony ukośnie ułożonymi belkami.

 

Zanim jednak wszedłem do wąskiego i stromego żlebu zauważyłem, że u podnóża Furchety widać dość dobrze ostatnie metry szlaku prowadzącego do ferraty. Jak widać na dużym zdjęciu 〈obok〉, jeszcze w połowie lipca miejscami zalega śnieg i nie jest to śnieg po ostatnich opadach, tylko resztki pozostałe po zimie.

Jak się nie raz przekonałem, czasami przejście takiego miejsca jest o wiele trudniejsze niż zdobycie samego szczytu. Niestety, ale na początku lata, by przejść bezpiecznie tak poprowadzony szlak trzeba mieć co najmniej raki.


Po niespełna czterdziestu minutach od minięcia Schroniska Firenze, jesteśmy na Mont de Stevia, a w zasadzie to na dużym pochyłym płaskowyżu jaki ten szczyt tworzy. Tu wchodzimy na szlak nr-17.

Szlak nr-17 oraz dwa łączniki nr-17a oraz nr-17b 〈powyżej ∗〉 prowadzą przez Mont de Stevia z południa na północ i umożliwiają przejście dowolnej trasy, jaką sobie tutaj zaplanujemy.


Pierwszym szczytem, który widzimy na północy 〈poniżej〉, czyli niestety ale w kierunku gdzie nie idziemy jest dość niski, ale ciekawy Munte Jela 〈2644m〉.

Na zdjęciu widać wyraźnie, jak po zboczu szczytu wznosi się szlak, od którego z drugiej dość łagodnej strony można wejść na wierzchołek. Z niego rozciąga się wspaniały krajobraz na cała grupę Odle i najbardziej odległe zakątki północnego skraju Dolomitów.


Ale na pierwszym miejscu, na dalszej trasie naszej wycieczki towarzyszyć nam będzie Sella 〈poniżej〉.

Mamy okazję podziwiać całą północno-zachodnią stronę, od lewego skraju wznoszącego się nad Corvarą, po Przełęcz Sella, która znajduje się pod masywem na prawym skraju panoramy.


Podpowiem tylko, że w opisie Via ferraty Trincee, jest kilka zdjęć i panoram Selli zrobionych z drugiej, południowej strony, które w zasadzie to różnią się tylko jednym, nasłonecznieniem.

Sella, którą zawsze porównuję do gigantycznego ciasteczka, oglądana z dowolnej strony, szczególnie z daleka wygląda prawie jednakowo, a jest to zasługą morza, którego fale ukształtowały ten okrągły masyw miliony lat temu.

 

A miłośnikom ferrat, choć nie tylko polecam zwrócić uwagę na lewą stronę panoramy Selli, gdyż znajduje się tam bardzo interesujący szczyt. To widoczny na dużym zdjęciu 〈obok〉 Cima del Pisciadu.

Szczyt o tyle ciekawy, że mogą go zdobyć nie tylko pasjonaci ferrat, ale również turyści, gdyż można do niego dojść szlakami. Ale zaznaczam, końcówka trasy jest wyjątkowo trudna, a miejscami musimy przejść kilka odcinków ubezpieczonych ze sztucznymi ułatwieniami.


Ale nasza dzisiejsza wycieczka ma charakter wyjątkowo rekreacyjny, gdyż prowadzi typowymi ścieżkami, tak jak ta, widoczna na zdjęciu 〈poniżej〉.

Choć nie da się ukryć, że ta miejscami prosta ścieżka, ma ogromną zaletę, widoki z niej są fantastyczne, gdyż wcześniej była Sella, a teraz na wprost nas jest Sasso Lungo.


Na zdjęciach i panoramach z daleka, jakie zamieszczone były w galerii na początku strony, widać że Mont de Stevia lekko opada zboczem na wschód.

A stojąc tu na tym małym płaskowyżu widzimy 〈powyżej〉, że jest on na dodatek bardzo pagórkowaty i poprzecinany wieloma wcięciami.


Zbocze Mont de Stevia opada na wschodnią stronę, gdzie znajduje się dolina Vallunga, i jak sama nazwa wskazuje, jest to bardzo długa dolina. Wcina się ona głęboko w masyw, przez co tutaj na płaskowyżu mamy wrażenie, jakby przed nami był głęboki wąwóz 〈poniżej〉.

Szczególnie, że po drugiej stronie doliny jest jedna z ładniejszych w całych Dolomitach, małych grani najeżonych szczytami. To szczyty Pizes da Cier, które jeszcze będą dobrze widoczne.


Po niecałych trzech godzinach od wyruszenia na trasę, dostrzegamy przed nami malutkie Rifugio Stevio 〈poniżej〉.

Trzeba przyznać, że lokalizacja schroniska jest fantastyczna i na jednym ze zdjęć z daleka 〈na początku strony〉 zaznaczyłem miejsce na płaskowyżu, w którym znajduje się schronisko.


Rifugio Stevio


Rifugio Stevio 〈2312m〉, 〈poniżej〉 jak zauważyliśmy jest miejscem dość popularnym i odwiedzanym przez duże grupy turystów, które przychodzą tutaj nie tylko z Col Reisej tak jak my, lecz bezpośrednio z Selvy in V. Gardeny.


Dość liczną grupę turystów stanowią tutaj miłośnicy ferrat, gdyż nie jest tajemnicą iż remont schroniska zbiegł się w czasie z wybudowaniem jednej z najbardziej oprotestowanych przez towarzystwa ekologiczne ferraty.

Po dużej liczbie osób z kaskami przy plecakach widać, że czasy kiedy to straż leśna wystawiała mandaty wszystkim „złapanym na ferracie”, minęła już bezpowrotnie.


etap II

Rifugio Stevio 〈2312m〉 - S. Cristina 〈1551m〉


Po krótkiej wizycie w schronisku wracamy na szlak nr-17 〈poniżej〉. Idziemy nadal na południe aż do końca, bo szlak prowadzi do schroniska Juac.

Kto jednak ma ochotę zrobić bardzo dużą i czasochłonną pętlę szlakami przez Mont de Stevia powinien ruszyć właśnie szlakiem nr-17, czyli przyjść z południa do schroniska i dalej pójść na północ, by wrócić przez opisywaną wcześniej Przełączkę Forces de Sieles.


Jak widać na zdjęciu 〈poniżej〉, ten fragment szlaku jest bardzo ładny, prowadzi krętą ścieżką biegnącą pod skałami, miejscami wprost nad urwiskami, jakimi opada Mont de Stevio na wschodnią stronę.

To właśnie tutaj, na południowo-wschodnim skraju na stromych skałach jednego z wcinających się w szczyt wąwozów poprowadzono Via ferratę Sandro Pertini, o której kilka zdań można przeczytać na stronie tytułowej działu Ferraty.

 

Jedna ze szczelin wcina się prawie pod sam szlak turystyczny 〈obok〉. A krajobraz jest bardzo interesujący i pełen kontrastów, bo zaraz za zieloną łąką płaskowyżu Stevio wznosi się wspaniały grzebień szczytów Pizes da Cier.


Każdy kto chciałby wejść na dwa ze szczytów Pizes da Cier 〈poniżej〉, co prawda ferratą, a nie szlakiem turystycznym powinien pojechać na pobliską Przełęcz Gardena.

Podpowiem jeszcze, że na stronie z opisem masywu Puez, jest panorama grzebienia z zaznaczonymi szczytami, na które poprowadzono ferraty, łatwą na szczyt wyższy i trudną na niższy.


A nasza wycieczka przez rozległy pochyły płaskowyż na wierzchołku Mont de Stevio powoli się kończy, gdyż doszliśmy dla odnogi szlaku nr-17.

Teraz krótkim szlakiem nr-3 〈powyżej〉 zejdziemy ponownie na zachodnią stronę długiego grzbietu.


uwaga:
Jeżeli mamy mapy turystyczne wydane kilka lat wcześniej nie dziwmy się, że dość często zauważymy inne numery szlaków na mapach, a inne na tablicach. Według mapy nie jest to szlak nr-3, tylko nadal szlak nr-17. A do szlaku nr-3 dochodzimy dopiero w okolicy Rifugio Juac. A biegnie on z Selvy in V. Gardeny aż do Rifugio Genova, na północnym skraju masywu Odle.

 

Ale zanim pożegnamy się z pięknymi szczytami jakie towarzyszyły nam na wschodzie, jeszcze jeden z nich 〈obok〉. To najwyższy Grande Cir z grzebienia Pizes da Cier, ten na który poprowadzono łatwą i bardzo dostępną ferratę.

Jeżeli ktoś będzie się wybierał jednak w rejon Passo Gardena, to uprzedzę, proszę tam pojechać dość wcześnie z rana, gdyż jest to jedna z przełęczy w Dolomitach, na której bardzo trudno znaleźć miejsce do parkowania, nawet to płatne.

A czasami jest tak, że co niektórzy znający tą okolicę, jadąc od strony Corvary parkują na dużym parkingu przy ferracie Tridentina, by spokojnie szlakiem nr-650 podejść około 1km do przełęczy.

Ponieważ jest już po południu, przechodzimy na zachodnią, słoneczna stronę gór. O tej porze dnia, większość osób, tak jak my już zaczyna schodzić w doliny.

A zanim wejdziemy do kolejnego stromego żlebu 〈powyżej〉, mijamy drewniany płot, których w Dolomitach jest dość dużo. Są to zabezpieczenia by pasące się na górskich halach zwierzęta nie przechodziły na drugą stronę grani.

 

Tym razem dwa zdjęcia 〈obok i poniżej〉, zrobione „do tyłu” czyli po przejściu górnego odcinka prowadzącego z Forcella S. Silvester.


Jak widać na zdjęciach, tutaj nie tylko umocniono belkami szlak, by był bezpieczny i wygodny do przejścia.

Wzmocniono również belkami osuwiska, jakie są w linii spadku z przełączki.


Szlakiem nr-3 〈lub nr-17 na mapie〉 zeszliśmy na rozległe zielone górski hale, do głośnego i z daleka widocznego Rifugio Juac 〈poniżej〉.

Po małych problemach z określeniem, którą z licznych ścieżek prowadzi szlak turystyczny nr-3, ruszyliśmy pod górę przed siebie, wiedząc że każda z nich i tak prowadzi albo do góry do Col Raiser, albo na dół do Selvy.


Pogoda tego naszego pierwszego dnia urlopu na dolomitowych szlakach utrzymała się, można by nawet powiedzieć że była idealna, bo bez opadów i nie za gorąco.

Oby tak było dalej, jak dziś nad całymi górami, jakie są na południe od nas 〈powyżej〉, czyli świeci słońce i nie ma burzy.


I tak idąc spokojnie jedną ze ścieżek, trafiliśmy nad malutkie i malownicze jeziorko 〈obok〉, w którym odbijają się wspaniałe szczyty Odle.

A ponieważ tego jeziorka nie ma nawet na dość szczegółowej mapie, a miejsce nam się bardzo podoba, zostajemy tutaj na krótko.

Do wieczora i tak zdążymy na kemping. A kto wie, Dolomity są ogromne więc raczej drugi raz tutaj już nie przyjedziemy.


Jak się okazało to szlak nr-1 〈poniżej〉, którego szukaliśmy biegnie prawie obok jeziorka.

Szlakiem tym wracamy, aż do parkingu przy kolejce linowej do Col Reiser.


Jednak są turyści w górach, bo teraz widzimy, że kubełkami kolejki jadą na dół dość duże grupy 〈poniżej〉.

Im niżej schodzimy, tym widzimy, że jest coraz więcej spacerowiczów. Chyba nam się udało wykorzystać na ciekawą wycieczkę pierwszy dzień pogody, po długiej przerwie.

 

podsumowanie


najważniejsza jest pogoda


◊   Opisana wycieczka, to propozycja na cały dzień na szlaku, z tym że radzę wybrać na nią dzień z pewną słoneczną pogodą, gdyż największą zaletą są dość dalekie krajobrazy.
◊   W przypadku jeżeli pogoda ma być zmienna lub dzień w większości pochmurny ale bez opadów, to radzę pójść szlakami, tak jak opisałem w relacji pod szczytami Odle, bo nie przechodzimy wtedy przez wysokie przełączki i granie, a po drodze mamy wyjątkowo dużo schronisk i stylowych bacówek, by się w nich schronić jak wiatr nawieje deszczowych chmur.

przejście trasy


Trasę przeszliśmy w połowie lipca 2014r, kiedy na szlakach nie ma jeszcze tak dużo turystów, jak w szczycie sezonu, który z reguły zaczyna się na początku sierpnia.

czas przejścia


Przejście trasy zajęło nam około - 5 godz 45 min, w tym:

   ◊   etap I:
      •   Col Raiser 〈2107m〉 - Rifugio Stevio 〈2312m〉 = 3 godz 30 min,

   ◊   etap II:
      •   Rifugio Stevio 〈2312m〉 - S. Cristina 〈1551m〉 = 2 godz 15 min.

Podany wyżej czas zawiera wszystkie przerwy na wizyty w schroniskach, odpoczynki na trasie, jedzenie i przede wszystkim fotografowanie krajobrazów i panoram. Najwięcej czasu zajęło nam biwakowanie w rejonie przełączki Forcella dla Piza, gdzie dość długo fotografowałem szczyty Odle.

trasa dla wytrwałych piechurów


◊    Najdłuższą i najładniejszą, ale dość męczącą trasą, bo bez wykorzystania kolejki linowej będzie w tym rejonie:
     •   ruszamy z parkingu przy dolnej stacji kolejki linowej na Col Raiser i idziemy do Schroniska Stevio szlakami nr-1, 3 oraz 17, którym następnie idziemy aż do Forcella Forces de Sieles;
     •   wracamy na zachodnią stronę szlakiem nr-2, wprost pod szczyty Odle;
     •   a później w zależności od tego, jaka jest pogoda, ile mamy czasu i sił, albo idziemy na kolejkę linową do Col Raiser i jedziemy na dół, albo idziemy sobie pod szczyty Odle i wracamy dowolnymi ścieżkami, których jest tutaj wyjątkowo dużo, do szlaku nr-1 i nim na parking.

 

opisana trasa jest:


  ◊  na mapie turystycznej: Tabacco nr-005,
  ◊  w numerze 77 czasopisma: Meridiani Montagne,
  ◊  w Vademecum na stronie z mapkami znajduje się mapka tego rejonu.

słowniczek


altopiano  - wyżyna, płaskowyż,
andata  - wjazd w jedną stronę,
attrezzato  - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita  - szałas, bacówka,
bellissimo  - przepiękny, cudny, prześliczny,
bivacco  - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
brioche  - słodka bułka, ciasto drożdżowe,
camoscio  - kozica,
campanile  - dzwonnica, wieża przy kościele,
cappuccino  - słodka kawa z mlekiem,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
cinque  - pięć, piątka,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
funivia  - górska kolejka linowa,
galleria  - tunel, nie tylko ten na drodze,
ghiacciaio  - lodowiec,
lago  - jezioro,
lungo  - długi, daleki,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
nevaio  - pole śnieżne,
nuvola  - chmura,
parco nazionale  - park narodowy, rezerwat,
passeggiata  - widokowa ścieżka, deptak, bulwar,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
pista  - szlak, trasa narciarska, tor,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
ritorno  - powrót, droga powrotna,
salita  - wjazd, podejście, droga pod górę,
sasso  - kamień, głaz,
scesa  - zjazd, zejście,
scoiattolo  - wiewiórka,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
siesta  - czas na odpoczynek w porze obiadu,
tabaccheria  - kiosk z art. tytoniowymi i gazetami, tam się kupuje mapy i widokówki,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
torre  - wieża, baszta,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

© wdolomitach.pl
strona główna