Turnie z Vaiolet
Miejsca niezwykłe są w dzisiejszych czasach również bardzo znane. Niestety, ale nie można ich uchronić przed najazdem turystów. Dlatego w czasie letnich wakacji nie da się tutaj spokojnie przyjść by zobaczyć słynne od dawna turnie. Ale, tym razem postanowiliśmy wyruszyć dopiero na początku jesieni i taką wycieczkę oczywiście wszystkim polecamy.
 

Dział Szlaki otwierają symbole gór. Proszę ich nie traktować, jako opisów z ładnymi obrazkami, choć są to miejsca znajdujące się na kartkach pocztowych, okładkach albumów fotograficznych i wszystkich kalendarzach. To ciekawe propozycje na pierwsze wycieczki, które szczególnie polecam wszystkim, którzy jadą w Dolomity po raz pierwszy.


wstęp


symbole gór


Pierwszy z symboli, czyli Tre Cime di Lavaredo znajdują się we wschodniej części gór. Prezentowane tutaj Torri del Vaiolet są na drugim, zachodnim krańcu. To jednak nie wszystkie znane symbole, bo wystarczy że pojedziemy na północno-wschodni skraj, by w niezwykłym Sesto przekonać się, iż symbolem jest ten szczyt 〈tutaj〉. A po drugiej stronie, czy na południowym-zachodzie w San Martino di Castrozza usłyszymy, że symbolem Pale di San Martino jest Cimon della Pala i patrząc na te zdjęcia 〈tutaj〉 oraz tą panoramę Dolomitowego Matterhornututaj〉, nikt nie będzie miał wątpliwości.

dwa bardzo różne symbole


Dwa pierwsze symbole gór, to przykład na skrajne podejścia do przyrody i turystyki. Możemy się przekonać, że sława dla przyrody jest zgubna, czego niechlubnym przykładem jest asfaltowa droga wybudowana prawie pod same Tre Cime di Lavaredo. Na szczęście od każdej reguły są wyjątki.

Kiedy planowałem pierwszy wyjazd w rejon masywu Catinaccio bardzo się zdziwiłem, że do najpiękniejszej doliny tego rejonu nie ma wjazdu. Jak to możliwe we Włoszech, w kraju gdzie wszyscy, wszędzie muszą dojechać? Ale tutaj musi i w zupełności wystarcza mały wyciąg krzesełkowy.

Wycieczka zaczynająca się od wjazdu tym wyciągiem opisana jest w relacji w różanym ogrodzie Catinaccio. W tym dniu pod turnie ruszyliśmy pieszo, co w zasadzie wynika z konieczności, gdyż było już po sezonie turystycznym i wszystkie wyciągi miały przerwę w oczekiwaniu na zimę.

uwagi


  ◊  Jeżeli, przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉, jest symbol gwiazdki  〈∗〉  to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się lub znikną, znaki objaśniające opis zdjęcia.

  ◊  W Dolomitach nie ma zgodności w nazywaniu górskich przełęczy. Stosowane są zamiennie dwa zwroty: passo1 oraz forcella1, choć słownikowo każde z nich ma swoje specyficzne znaczenie. W serwisie staram się jednak passo używać wyłącznie do nazw dużych górskich przełęczy, przez które prowadzą drogi. Natomiast przełęcze znajdujące się wysoko w górach, najczęściej w opisach nazywam przełączkami, choć nie na każdej mapie mają one nazwę forcella.

  ◊  Miejsca opisane na tej stronie podlegają pod autonomiczny region Trentino, w którym oficjalnie obowiązują dwa języki, włoski i niemiecki, co zauważymy szybko na wszystkich znakach drogowych. Bardzo często pojawia się jeszcze jedna nazwa trzecia, o której więcej można przeczytać w serwisie na stronie stara legenda ladyńskiego jeziora. Dialekt ten pojawia się również w wielu nazwach geograficznych, np. zamiast passo jest pas, jak i wielu innych.

polecam w serwisie


Polecam opis masywu Catinaccio, który jest w głównym dziale serwisu, jakim są Dolomity. Catinaccio to masyw duży i bardzo różnorodny, w którym można wędrować kilka dni. A jednym, z ciekawszych i wyjątkowo dogodnych miejsc do wyruszenia na szlaki Różanego Ogrodu jest Passo Costalunga.

W serwisie są opisane również dwie via ferraty1 tego rejonu. Zainteresowanych odsyłam do działu Ferraty, a tutaj polecam tylko trasę prowadzącą starą percią na Passo Santner, którą również można dojść pod Torri del Vaiolet.

gdzie są te słynne turnie


Masyw Catinaccio rozciąga się z południa, na północ na długości niemal 10 km, przez co jest dość trudny do sfotografowania na jednym zdjęciu. Jednym z niewielu miejsc, z którego można zobaczyć całe Catinacio od wschodu 〈obok ∗〉, jest grupa górska Valacia, na skraju potężnego masywu Marmolady.

Jak widać na panoramie, Turnie z Vaiolet 〈gwiazdka〉 znajdują się prawie idealnie w środku masywu. Pod same turnie, od wschodu prowadzi bardzo długa sierpowata Dolina Vaiolet, na dole której 〈prawy skraj panoramy〉 znajduje się wysoko położona osada Muncion. Parking w Pera, z którego wyruszyliśmy, znajduje się jeszcze niżej niż Muncion. Charakter trasy jest typowy dla wysokich gór, gdzie najpierw mamy bardzo długą dolinę, a następnie krótkie ale bardzo strome podejście. W sumie na całej trasie różnica poziomów wynosi około 1300m.

siedem turni


W literaturze górskiej, spotykamy dwa opisy Torri del Vaiolet. Pierwszy, który ogranicza wykaz turni do czterech oraz drugi, gdzie podawana jest liczba aż siedmiu wierzchołków. Uważam, że w dzisiejszych czasach stwierdzenie, który z podziałów jest prawdziwszy, nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia turysty ruszającego na szlaki.

Na przykładzie zdjęcia 〈obok ∗〉 przedstawię wszystkie turnie, choć nie wszystkie na tym ujęciu są dobrze widoczne, gdyż się na siebie nakładają. Patrząc na zdjęcie, w pierwszej kolejności rzuca się w oczy ogromna szczerbina 〈błyskawica〉, rodzielająca turnie na dwie grupy, to Forcella Winkler 〈2650m〉.

   ◊   Na południu 〈po lewej stronie przełączki〉 znajdują się cztery turnie 〈pomarańczowa gwiazdka〉:
      •   Torre Piaz 〈2670m〉,
      •   Torre Delago 〈2790m〉,
      •   Torre Stabeler 〈2805m〉,
      •   Torre Winkler 〈2800m〉,
        uwaga: podane wyżej cztery turnie, mają jeszcze drugą nazwę, to Torre Meridionali, a duża część literatury, w tym nawet encyklopedie górskie, ograniczają Torri del Vaiolet, tylko do tych czterech wierzchołków.

   ◊   Na północy 〈po prawej stronie przełączki〉 znajdują się trzy turnie 〈żółta gwiazdka〉, nie ma jednak jednomyślności w klasyfikacji, bo raz w wykazie podaje się trzy najwyższe, a w innym wykazie znajdziemy trzy najbardziej samodzielne wierzchołki. Dlatego przy najbliższej aktualizacji opisu masywu Catinaccio, postaram się przedstawić szczegółowy wykaz nazw wraz ze zdjęciami;
        uwaga: te turnie mają również drugą nazwę, to Torre Settentrionali.

 

galeria dla piechurów


Uzupełnieniem opisu wycieczki jest mała galeria 〈obok〉, w której polecam kilka zdjęć wybranych z drogi prowadzącej pod turnie. Tak się złożyło, że wszystkie zdjęcia zrobiłem w czasie podejścia, kiedy to świeciło piękne słońce. Wracając tą samą trasą cztery godziny później, na niebie były już chmury a wielkie kałuże wskazywały, że mocno musiało padać.

Tytuł galerii, nie jest przypadkowy. Dwa pierwsze rzędy, to krajobrazy ze szlaku nr-546, który prowadzi drogą w dolinie i widoków tych nie zobaczymy, jeżeli na wycieczkę ruszymy kolejką linową i bilet wykupimy na trzy odcinki, aż do Ciampedie. Dlatego jeżeli już wybieramy kolejkę, to radzę podjechać tylko dwoma pierwszymi wyciągami.

przebieg trasy


Opis trasy podzieliłem tylko na dwa etapy. Cel jest jeden, choć daleki, bo dojście pod Torri del Vaiolet zajęło nam prawie cztery godziny. Trasę na dodatek pokonujemy dwukrotnie, czyli tam i z powrotem. Przydatna w opisie, jako orientacja, którędy prowadzi długa trasa wycieczki, może być panorama zamieszczona na samym początku opisu, oraz ta mapka 〈tutaj〉. W podsumowaniu na końcu opisu, będą inne warianty dojścia pod Turnie z Vaiolet.


etap I

Pera 〈1326m〉 - Rifugio Re Alberto I 〈2621m〉


Nasza wycieczka zaczyna się na wielkim parkingu przy kolejce linowej w Pera. Kiedy byłem tutaj pierwszy raz wiosną, wyciąg jeszcze nie kursował i na parkingu czekał BUS, który zabierał turystów do Doliny Vaiolet. Jechał do miejsca oznaczonego na mapie, jako Gardecia. Tym razem już go nie było, jak widać kolorowa jesień, to nie śnieżna wiosna.

Nie radzę próbować wjeżdżać do doliny samochodem, gdyż za osadą Muncion jest szlaban i dalej się nie pojedzie. Łamać obowiązujących tutaj przepisów, tym bardziej nie radzę. Proszę również nie jechać do Muncion by tam szukać miejsca do zaparkowania, gdyż takich tam nie ma. A pozostawienie auta przed czyimś domem skończy się srogą karą.


Pora ruszać na szlak. Z parkingu niestety nie widać celu naszej wycieczki, gdyż do końca Doliny Vaiolet jest około 6 km i to cały czas pod górkę. Ale może to i lepiej.

Proszę się nie dać zwieść pogodzie i słońcu 〈obok〉, gdyż w plecakach mamy ciepłą odzież, czapki, rękawiczki i oczywiście termos z gorącą wodą.

 

Kierunek naszego marszu wyznacza postrzępiony grzbiet szczytu Larsech 〈obok〉, pod którym prowadzi droga w dolinie. Pierwszy odcinek jest trochę mylący, bo musimy dojść do szlaku nr-546.

Ruszając na wycieczkę z parkingu w Pera, proszę się nie sugerować przebiegiem widocznego wyciągu krzesełkowego. Prowadzi on wprost przez małe zalesione wzgórze, znajdujące się po drugiej stronie drogi. Natomiast szlak nr-546 biegnie dużo bardziej po prawej stronie.

Po przejściu kładką prowadzącą z parkingu nad szosą, idziemy w prawo aż do mostka. Przechodzimy na drugą, prawą stronę górskiego strumienia i ruszamy do góry, kierując się na widoczny na tych zdjęciach Larsech. Jak skończą się domy, to zacznie się ścieżka, która wzdłuż płynącego w dole strumienia wyprowadzi nas na główną drogę, prowadzącą przez Dolinę Vaiolet.

Na szczęście jest po sezonie i na drodze nie ma dużego ruchu, ale w czasie wakacji samochodów jeżdżących do schronisk w dolinie jest na pewno dość dużo. Dlatego wtedy jednak lepiej jest podjechać wyciągiem.


Po pierwszym odcinku szlaku nr-546, który prowadzi wąską stromą ścieżką przez las, wchodzimy w rejon słonecznych rozłożystych górskich łąk w Dolinie Vaiolet 〈poniżej〉.

Soczysta zieleń, piękny dolomit świecący promieniami porannego słońca, niebieskie niebo i białe chmurki nad szczytami, czy jeszcze coś więcej trzeba by wędrować dwie godziny szlakiem do góry?

 

Wyciąg krzesełkowy z Pera do Ciampedie jest bardzo wygodny. Jedzie się do góry bardzo przyjemnie, ale z krzesełek zobaczymy tylko czubki dolomitowych turni, gdyż wszystko zasłania las, którym prowadzi trasa wyciągu. Niestety, ale nie widać wspaniałych rozległych krajobrazów, jakie można zobaczyć w Dolinie Vaiolet. Można by powiedzieć, że coś za coś.

Kto ma do dyspozycji cały dzień może spokojnie zrezygnować z wyciągu i to z dwóch powodów. Pod turnie i tak zdąży, a najładniej wyglądają po południu, kiedy słońce jest po zachodniej stronie gór. Przedpołudnie można spokojnie poświęcić na spacer Doliną Vaiolet do góry, gdyż tylko wtedy widoczne na zdjęciach turnie 〈obok〉, są oświetlone pięknym słońcem.


Kończą się rozległe łąki w dolnej części Doliny Vaiolet i przed nami otwiera się powoli krajobraz na jej górną część 〈poniżej ∗〉. Trasa naszej wycieczki 〈zielona strzałka〉 prowadzi dużym łukiem w prawo.

A w lewo 〈niebieska strzałka〉 prowadzi trzeci, ostatni odcinek wyciągu krzesełkowego do Ciampedie. Więc jeżeli chcemy dojść do Turni i równocześnie skorzystać z wyciągu, to radzę dojechać tylko dwoma kolejkami, a potem drogą dojść do miejsca oznaczonego na mapie jako Gardecia.


Gdzieś po przejściu połowy doliny pojawia się przed nami najwyższy szczyt tej części masywu. To Cima Catinaccio i jego wspaniała wschodnia ściana 〈poniżej〉.

Teraz już dokładnie wiemy ile nam jeszcze pozostało marszu, bo Turnie z Vaiolet znajdują się zaraz po prawej stronie tego pięknego szczytu.

 

Zaletą marszu jest to, że możemy zatrzymywać się i robić sobie przerwy, kiedy tylko chcemy. Korzystam z tego dość często, bo wiem, że w ten sposób można czasami zobaczyć coś ciekawego, co warto sfotografować, jak np. tą małą panoramę Marmolady 〈obok〉. Podpowiem tylko, że Królowa Dolomitów jest po prawej, a szczyt po lewej to Gran Vernel, a oba można zobaczyć w tej galerii 〈tutaj〉.


Dobry piechur pokona trasę pod turnie szybciej, niż w cztery godziny, ale kto się nie spieszy to ma okazję skorzystać z kilku dogodnych miejsc, przeznaczonych do odpoczynku 〈poniżej〉.

A Larsech, mały szczyt jaki widzieliśmy z parkingu w dolinie, w rzeczywistości jest dość rozległą i bardzo ładną grupą górską, najeżoną dużą ilością skalnych iglic.

 

Powoli doszliśmy do górnej części Doliny Vaiolet, a przed nami miejsce oznaczone na mapie, jako Gardecia. Panorama 〈obok〉 przedstawia widok tej części masywu. Na jej lewym skraju znajduje się 〈niewidoczne〉 Ciampedie czyli miejsce, do którego dociera wyciąg krzesełkowy z Pery.


To również miejsce 〈poniżej ∗〉, z którego po raz pierwszy i to dość z bliska mamy okazję zobaczyć słynne Torri del Vaiolet 〈czerwona gwiazdka〉.

Celem naszej wycieczki jest wysoko położony mały kocioł Gartl. Znajduje się on dokładnie po drugiej 〈zachodniej〉 stronie widocznej grani, pomiędzy szczytami Cima Catinaccio, a Turniami z Vaiolet. Dojście do kotła prowadzi stromą percią wytyczoną przez środek rynny, która będzie dobrze widoczna na kolejnych zdjęciach.


Jest jeszcze druga droga prowadząca do kotła Gartli. To poprowadzona po drugiej, zachodniej stronie grani stara perć biegnąca zboczem szczytu. Trasą tą prowadzi średnio trudna ferrata Sentiero attrezzato Passo Santner, która jest opisana 〈tutaj〉, jako jedna z najładniejszych dolomitowych ferrat.


W pobliżu miejsca, widocznego na zdjęciu 〈powyżej〉, zaraz za małym mostkiem jest tabliczka 〈obok〉.

To początek ścieżki, która prowadzi na łatwą ferratę Sentiero delle Scalette przez południowe zbocze Larsecha.

To chyba jedno z najrzadziej odwiedzanych miejsc w Catinaccio. Jest tam wysoki płaskowyż, znajdujący się na południowy-wschód od najwyższego szczytu masywu.

 

Idziemy powoli szeroką drogą, prawie nie odrywając oczu od wspaniałych, lśniących w słońcu skał 〈obok〉. Nie traktuję serwisu, jak encyklopedii bo uważam, że dla turysty nie ważne jest czy tylko cztery, czy aż siedem z tych wspaniałych iglic tworzy słynne od lat Torri del Vaiolet.

Jesteśmy już coraz bliżej, dlatego dobrze widać ogromną szczerbinę pomiędzy czterema turniami znajdującymi się na południu, a resztą, jaka rozciąga się na północy. Ta szczerbina to Forcella Winkler 〈2650m〉, a pierwsza turnia po jej lewej stronie to Torre Winkler.


Gardecia 〈poniżej〉 to największe centrum turystyczne w tej części doliny. Jak widać, teraz jest wyjątkowo puste i ciche. Dojście tutaj z parkingu w Pera, to dwie godziny ciągłego marszu cały czas pod lekką górkę.

Natomiast z Ciampedie, z kolejki linowej można tutaj dojść w niespełna pół godziny i to spokojnym spacerkiem. Jak widać różnica jest duża, jest to istotne szczególnie w czasie letnich wycieczek, gdzie większość osób się spieszy.


Gardecia już za nami i spacer słoneczną zieloną dolinką się skończył, jest dużo zimniej niż w Pera. Jesteśmy już na wysokości 2000m, w cieniu potężnego szczytu Cima Catinaccio. Teraz przed nami zaczyna się pierwszy odcinek typowego stromego górskiego podejścia.


Szlak w dalszym ciągu prowadzi szeroką drogą, skręca idealnie na północ i przed nami dojście do miejsca 〈obok ∗〉, gdzie zacznie się strome podejście 〈strzałka〉, prawie na całym odcinku ubezpieczone wysoko zawieszoną poręczówka.

Ale nieco wcześniej dojdziemy do miejsca, w którym znajdują się dwa turystyczne schroniska 〈znaczek〉.

Idziemy powoli, ale jednocześnie cały czas patrzymy bardzo wysoko, gdzie czubki wysokich turni lśnią w słońcu.


Szlak nr-546, którym idziemy łączy się ze szlakiem nr-541 i zbliża się do wysokiej skalnej bariery. Ostatni odcinek tego podejścia pokonujemy obniżeniem po lewej stronie.

Jak widać na zdjęciu 〈powyżej ∗〉 na samej górze pięknej skałki, nad skalnym urwiskiem znajduje się małe schronisko.

Rifugio P. Preuss 〈2243m〉


Schronisko Preuss 〈poniżej〉, jest bardzo małe, ale wyjątkowo zlokalizowane i jest jednym z ładniejszych w Catinaccio.

Nasz wyjątkowo słoneczny nastrój tego jesiennego dnia spowodował, że w ogóle nie zwróciliśmy uwagi na ciemne chmury, jakie zakryły całe południowo-wschodnie rejony gór.


Rzut oka na północ w stronę najwyższego szczytu masywu 〈poniżej〉, gdzie wierzchołek Catinaccio d’Antermoia tradycyjnie schowany jest w chmurach i ruszamy szlakiem nr-542 do kotła Gartl.

Podpowiem tylko, ze trasa prowadząca w stronę tego szczytu opisana jest w relacji w różanym ogrodzie Catinaccio.


Patrząc na drogowskaz 〈obok〉 widać, że do schroniska w kotle Gartl, powinniśmy dojść w godzinkę.

Czasy podane na drogowskazie, są czasami dość dokładnymi, więc można się nimi kierować przy planowaniu czasu potrzebnego na przejście szlaków.

Jedno powinniśmy uwzględnić, w tych czasach nie uwzględnia się korków na szlakach, a te na odcinkach ubezpieczonych, których w Catinaccio jest wyjątkowo dużo, będą z reguły dłuższe.


Szlak nr-542 bardzo szybko pnie się do góry i schroniska Vaiolet i Preuss 〈poniżej〉, bardzo szybko zostają w dole.

Do schroniska Króla Alberta I, które znajduje się na skraju kotła Gartl jest prawie 400m podejścia w pionie i to na wyjątkowo krótkim odcinku.


W prawidłowym wyborze trasy przez te strome kamieniste zbocze pomagają znaki czerwonej farby na skałach i miejscami założone metalowe linki 〈poniżej〉.

Proszę sobie wyobrazić, że w czasie letniego sezonu turystycznego na tym szlaku jest jak na schodach metra w godzinach szczytu. Z tym, że akurat są to schody nie-ruchome i trzeba samemu iść do góry lub na dół.


Po około 50 minutach jesteśmy już na skraju kotła Gartl 〈poniżej〉, u samych stóp Turni z Vaiolet. Nisko w dole, pod wspaniałymi skalnymi ścianami została jedna z ładniejszych bardzie znanych dolomitowych dolin, którą tu doszliśmy.

Cztery godziny temu wyruszyliśmy z parkingu, który znajdował się około 1300m niżej. Ostatni odcinek zajął nam prawie 60 minut. Na całym szlaku spotkaliśmy dwie grupy turystów, czyli razem pięć osób.


To również koniec I etapu naszej wycieczki. A przed nami prawie godzina w miejscu bajecznym, więc staramy się nie marnować czasu, ... tylko w świeżym śniegu wydeptać, jak najwięcej ścieżek ...


Gartl


O tym, że schronisko jest zamknięte dowiedzieliśmy się wcześniej, nie martwi nas to, bo herbata na rozgrzewkę i kawa na drogę powrotną będzie gotowa. Jednej rzeczy jednak nie przewidziałem, czyli nie wziąłem statywu, byśmy mogli sobie zrobić wspólne zdjęcie do domowego starego albumu.


Po wejściu do kotła mieliśmy trochę szczęścia, gdyż zobaczyliśmy jednego, jedynego turystę.

Schodził od strony schroniska na Passo Santner i jak się dowiedzieliśmy, to przyszedł tam ferratą, podobno nawet nie zasypaną śniegiem.

W ten to prosty sposób, mamy jedno wspólne zdjęcie 〈obok〉, na tle naszego symbolu gór.


W kotle jest malutkie jeziorko 〈poniżej〉, oczywiście w połowie zamarznięte. A na samej górze, zakryta częściowo chmurami znajduje się znana Passo Santner i malutkie schronisko.

Na tej wysokiej przełęczy jest maluteńkie schronisko o nazwie takiej samej, czyli Passo Santner. A za przełęczą opada stroma ściana na zachodnią stronę, którą w sezonie podążają dość liczne grupy miłośników ferrat.


Weszliśmy do kociołka akurat wtedy, kiedy chmury całkowicie zakryły Turnie z Vaiolet, by po chwili nad nami znowu zaświeciło słońce. I tak dosłownie przez całą godzinę, słońce walczyło z chmurami.

Co zatem można tutaj robić w taką pogodę? Zaczynamy po prostu buszować w śniegu i lodzie w okolicy zamarzniętego jeziora 〈powyżej〉.


Ponieważ wiał bardzo silny wiatr, nawiewał cały czas chmury, które potęgowały wrażenie, iż znajdujemy się dosłownie w zamkniętym ze wszystkich stron skalistym kotle.

A okoliczne szczyty 〈powyżej〉, raz lśniły w słońcu, by już za chwilę przyjąć ciemną brunatną barwę, kiedy nad nimi wszystko zakrywała czarna chmura.


Pogoda była jednak łaskawa i pozwoliła nam spokojnie spędzić godzinę pod Turniami z Vaiolet.

Kończę już robić ostatnie zdjęcia do domowego albumu 〈obok〉 i powoli zbieramy się w drogę powrotną.

To przypadek, ale widać tylko skraj Rifugio Re Alberto I, które nie ma wyglądu odpowiedniego do nazwy i nie przypomina królewskiej rezydencji.


etap II

Rifugio Re Alberto I 〈2621m〉 - Pera 〈1326m〉 -


Proszę się nie dać zwieść temperaturze, jaka panuje w słonecznie, czy to wiosenne czy jesienne dni w dolomitowych miasteczkach. Kiedy rano na dole w Pera lub Canazei można było chodzić na krótki rękawek i łapać resztki słońca o tej porze roku, tutaj w kotle jest ponad 15 stopni mniej. Czyli zgodnie z zasadą, że każde 100m do góry, to temperatura minus jeden stopień niżej. Przy czym w zasadzie to największe ochłodzenie miało miejsce na ostatnich 400m podejścia.


W chwili kiedy zaczynaliśmy schodzić z kotła Gartl, dno doliny gdzie znajdują się schroniska pogrążone było w ciemności 〈obok〉.

Tylko czubki szczytów przed nami, częściowo oświetlone słońcem, powodowały, że otoczenia nabierało bardzo srogiego, ale ciekawego wyglądu.


Strome zejście pokonujemy już dużo szybciej 〈poniżej〉, w zasadzie tylko z jedną małą przerwą na kilka zdjęć.

Odradzam ten szlak w dni burzowe, bo może być bardzo niebezpieczny. Również, kiedy jest tu mokro, mogą być problemy z bezpiecznym poruszaniem się na wyślizganych kamieniach.


Gdzieś w połowie zejścia, dostrzegamy przed sobą całą kilku kilometrową Dolinę Vaiolet 〈poniżej〉.

Już nie widać, zielonych łąk z wznoszącymi się nad nimi świecącymi południowym słońcem szczytami. Teraz wszystko ma ciemną brunatną barwę.


Miejscami jednak, choć na krótką chwilę pojawia się słońce. Tum razem postanowiło zaświecić nad pięknym i wysokim szczytem Catinaccio d’Antermoia 〈poniżej〉. Samego wierzchołka, jednak nie mieliśmy okazji zobaczyć.

Po niespełna 30 minutach stromego zejścia jesteśmy ponownie przy schronisku Preuss. Gdzie robimy, krótką przerwę, gdyż w czasie podejścia, zatrzymaliśmy się tutaj dosłownie tylko na trzy zdjęcia.

 

Robimy małą przerwę przy charakterystycznej figurce i kamieniu pamiątkowym 〈obok i poniżej〉, jaki się tutaj znajduje. Z reguły w takich miejscach, się nie spieszymy, gdyż nie warto.

Tym razem jest tak samo pomimo tego, że robi się już powoli popołudnie i słońce znika całkowicie za potężną granią masywu. Czytamy pamiątkowy napis na kamieniu 〈powyżej〉 i powoli w zadumie ruszamy na dół.


Podpowiem tylko, że piękna figurka Madonny 〈obok〉 nie jest jedyną, jaką tego dnia możemy zobaczyć na szlaku.

Proszę być czujnym, gdyż druga jest w zagłębieniu skalnym widocznym ze szlaku, nieco niżej, zaraz przy szlaku.


Spoglądamy jeszcze raz, na wysoko nad nami lśniące w słońcu czubki dolomitowych turni 〈obok〉.

I tak to, żegnamy się z tym pięknym skalistym symbolem gór, jaki jest w Catinaccio.


Ponieważ wracamy na wschód mamy okazję teraz cały czas obserwować to, na co rano nie patrzyliśmy prawie wcale, wypatrując uważnie tylko Torri del Vaiolet.

A przed nami w całej okazałości 〈powyżej〉, zachodni skraj masywu Marmolady i znajdującą się tam bardzo ciekawą grupę górską Valacia.


Dochodzimy do miejsca, w którym od szlaku nr-546 odłącza się szlak nr-541.

Właśnie idąc dalej szlakiem nr-541 można dojść na Passo de La Zigolade, którą widać po lewej 〈wschodniej〉 stronie szczytu Mugoni 〈powyżej ∗〉.

 

Jesteśmy już w dolinie Vaiolet na głównej drodze. Gardecia została za nami. Z daleka widzieliśmy tam mały przystanek, do którego zapewne przyjeżdżają turystyczne busy z parkingu na dole.

Robimy jedną z ostatnich małych przerw w tym dniu i szukam dogodnego miejsca na kilka zdjęć i ostatnich panoram 〈powyżej i obok〉.

 

Jak na jesień to jest już późne popołudnie, co widać po niebie na panoramie 〈obok〉. Ponieważ jesteśmy jeszcze wysoko, ponad linią lasu z drogi widać bardzo dobrze odległą Marmoladę. To przecież największy masyw w Dolomitach, a my przed sobą mamy tylko jej zachodni skraj.

Na zdjęciu widać długą grań znajdująca się na południowym skraju masywu, wprost nad Passo Pelegrino, tylko tym razem od północnego-zachodu. Na tej panoramie słońce świeci akurat nad ładnym szczytem L’Ort w pobliżu, którego biegnie ciekawy szlak nr-640. To trudna górska perć o nazwie Sentiero G. Badja, która na najtrudniejszym odcinku jest ubezpieczona.

To kolejne interesujące miejsce w Dolomitach, którego jeszcze nie znam, a odkryłem je jak zwykle z daleka. Ale to już specyfika tych gór, że bardzo często ze szlaku widać miejsca dość odległe i przyciągające uwagę.


Powoli dochodzi ósma godzina, jak jesteśmy na szlaku. Ostanie zdjęcie z wycieczki 〈poniżej〉 przedstawia Larsech, który rano tak pięknie lśnił w słońcu.

Do parkingu pozostało nam dosłownie kilkanaście minut, idziemy i rozmyślamy, gdzie i kiedy ponownie ruszymy na dolomitowe szlaki? Bo jak było widać na zdjęciach początek października, to czas na wspaniałe, ale dość trudne ze względu na porę roku wycieczki.


podsumowanie


przejście trasy


Opisaną trasę przeszliśmy w pierwszych dniach października 2010r, czyli już na początku kolorowej jesieni, co było widać nie tylko na zdjęciach, ale pokazała nam to również zmienna pogoda. Ta pora roku dla miłośników górskich krajobrazów i fotografii, jest po prostu wspaniała. Niestety jej największą wadą, szczególnie jeżeli planujemy lub musimy przejść dłuższą trasę, jest dość krótki dzień.

czas przejścia


Przejście opisanej trasy zajęło nam - 7 godz 45 min, w tym:

   ◊   etap I:
      •   parking w Para 〈1320m〉 >>  Gardecia 〈1950m〉 = 2 godz,
      •   Gardecia 〈19500m〉 >>  Rifugio P. Preuss 〈2243m〉 = 1 godz,
      •   Rifugio P. Preuss 〈2243m〉 >>  Gartl 〈2621m〉 = 1 godz,

   ◊   w kotle Gartl = około 1 godz,

   ◊   etap II:
      •   Gartl 〈2621m〉 >> parking w Para 〈1320m〉 = 2 godz 45 min,


Podany wyżej czas zawiera wszystkie przerwy na odpoczynki, jedzenie i fotografowanie, jakie robiliśmy na trasie.

 

fotografowanie


Wszystkie zdjęcia wykorzystane w opisie pochodzą z wycieczki z 2010r. Natomiast zdjęcia w galerii 〈obok〉 pochodzą z mojego archiwum. Są w niej zdjęcia zrobione w opisanym dniu, ale są również inne, w tym z wycieczek jeszcze nie opisanych. To dwa pierwsze rzędy, które prezentują Torri del Vaiolet widoczne z bardzo daleka, bo z zachodniego skraju masywu Marmolady.

inne warianty wycieczki


   ◊   Podstawowym wariantem wycieczki pod Torri del Vaiolet, jest jednak wjazd wyciągiem krzesełkowym do Ciampedie. Tak rozpoczyna się opisany w serwisie rekonesans w różanym ogrodzie Catinaccio.

   ◊   Druga możliwość podejścia pod Torri del Vaiolet prowadzi via ferratą, która zaliczana jest do najładniejszych tras i prowadzi na Passo Santner.

   ◊   Niestety, ale trzeciej drogi nie ma, przynajmniej dla turystów, bo jeden, jedyny szlak prowadzi od wschodu, a ferrata od zachodu. Inną drogą mogą dojść tylko osoby uprawiające wspinaczkę, gdyż w okolicy Turni z Vaiolet jest kilkadziesiąt znanych i słynnych dróg wspinaczkowych.

opisana trasa jest:


  ◊   na mapie: Tabacco nr-006,
  ◊   w numerach 21 czasopisma: Meridiani Montagne,
  ◊  w Vademecum na stronie z mapkami znajdują się mapki poglądowe tego rejonu.

 

słowniczek:


andata  - wjazd w jedną stronę,
attrezzato  - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita  - szałas, bacówka,
bellissimo  - przepiękny, cudny, prześliczny,
bivacco  - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
brioche  - słodka bułka, ciasto drożdżowe,
camoscio  - kozica,
campanile  - dzwonnica, wieża przy kościele,
cappuccino  - słodka kawa z mlekiem,
cima  - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
cinque  - pięć, piątka,
forcella  - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
funivia  - górska kolejka linowa,
galleria  - tunel, nie tylko ten na drodze,
ghiacciaio  - lodowiec,
lago  - jezioro,
lungo  - długi, daleki,
marmotta  - świstak,
monte  - góra,
nevaio  - pole śnieżne,
nuvola  - chmura,
parco nazionale  - park narodowy, rezerwat,
passeggiata  - widokowa ścieżka, deptak, bulwar,
passo  - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
pista  - szlak, trasa narciarska, tor,
rifugio  - schronisko, schron, szałas,
ritorno  - powrót, droga powrotna,
salita  - wjazd, podejście, droga pod górę,
sasso  - kamień, głaz,
scesa  - zjazd, zejście,
scoiattolo  - wiewiórka,
sentiero  - ścieżka, dróżka, szlak,
siesta  - czas na odpoczynek w porze obiadu,
tabaccheria  - kiosk z art. tytoniowymi i gazetami, tam się kupuje mapy i widokówki,
temporale  - burza, ulewa, wichura,
torre  - wieża, baszta,
valle  - dolina,
via ferrata  - potocznie: żelazna ścieżka.

© wdolomitach.pl
strona główna